Sochan... prowokatorem
W Madison Square Garden prowadzenie zmieniało się aż 25 razy!
Drugi mecz między Knicks i Sixers był wyjątkowo zacięty. Fot. PAP / EPA
Knicks prowadzą już 2-0 w serii z Sixers. Druga wygrana nie przyszła im jednak łatwo. Grając bez kontuzjowanego Joela Embiida, goście postawili znacznie trudniejsze warunki niż w przegranym meczu dwa dni wcześniej. Spotkanie przyniosło aż 25 zmian prowadzenia – najwięcej w play offie od 11 lat – oraz 14 remisów. Żadna z drużyn nie prowadziła różnicą większą niż 7 punktów. Nowojorczycy wygrali, bo mieli w swoich szeregach Jalena Brunsona, który w końcówce zdobywał kluczowe punkty. – Najważniejsze to zachować zimną krew i spokój. Skupiać się na każdej kolejnej akcji, robić krok po kroku i nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość – mówił po meczu 30-latek. Zdobył w sumie 26 punktów i miał 6 asyst. – Zaczęli trochę częściej stosować przekazania (switching), a on po prostu dochodził do swoich pozycji i trafiał. Tego właśnie od niego oczekujemy – powiedział o Brunsonie trener Knicks, Mike Brown.
OG Anunoby dorzucił 24 pkt dla Nowego Jorku, choć opuścił parkiet pod koniec meczu. Udał się do szatni i nie wrócił już na ławkę rezerwowych. Brown przyznał po spotkaniu, że nie ma jeszcze nowych informacji na temat stanu zdrowia swojego skrzydłowego.
Jeremy Sochan zaliczył w tym spotkaniu jedynie epizod – na boisko wszedł ledwie na 55 sekund. W statystykach ma wyłącznie puste rubryki, natomiast po końcowej syrenie wdał się w pyskówkę z V.J. Edgecombe'em, która wywołała spore zamieszanie, ale do bijatyki nie doszło. Niewykluczone, że to miała być próba sprowokowania jednego z czołowych zawodników Sixers.
Nie było za to wielkich emocji w San Antonio, gdzie podrażnieni porażką w pierwszym meczu gracze Spurs zmiażdżyli Timberwolves różnicą blisko 40 punktów. Gospodarze już w połowie mieli 24 „oczek” przewagi, a potem wcale nie zwalniali tempa. W pewnym momencie różnica między zespołami sięgnęła 47 punktów! – Mówiłem chłopakom po pierwszym meczu, że to naturalna tendencja: drużyna, która „kradnie” pierwsze zwycięstwo na wyjeździe, często zostaje zmieciona w meczu nr 2. Nie mogliśmy wyjść na parkiet zbyt pewni siebie, a tak właśnie zrobiliśmy i zostaliśmy rozbici – przyznał po meczu Anthony Edwards, lider ekipy z Minnesoty.
To była najwyższa porażka Timberwolves w play offie w dziejach klubu. – Powiedziałem im prosto w twarz: daliśmy się zastraszyć i stłamsić – kręcił głową trener Minnesoty, Chris Finch.
Gospodarzy do sukcesu poprowadził Victor Wembanyama, który zanotował solidne double-double – 19 pkt i 15 zbiórek. Stephon Castle zdobył 21 pkt, a De'Aaron Fox dołożył 16 „oczek”. 133 punkty to najwyższy dorobek Spurs w play offie od maja 1983 roku, kiedy to pokonali Denver 145:105, pieczętując awans w serii. – Uwielbiam to, jak każdy wspiera każdego w defensywie. Dziś wieczorem wyglądaliśmy jak system, który po prostu działa – komentował zadowolony Wembanyama. Mecze nr 3 i 4 odbędą się w piątek i niedzielę w Minneapolis.
New York - Philadelphia 108:102 (2-0), San Antonio - Minnesota 133:95 (1-1)
(pp)
