Snajper nieoczywisty

Daniel Stanclik w I-ligowej rundzie jesiennej zdobył 10 goli

Daniel Stanclik (z piłką) został właśnie mistrzem Śląska w siatkonodze, ale wiadomo, że futbol jest najważniejszy

To był strzał w dziesiątkę. 24-letni Daniel Stanclik, który w przedświąteczną sobotę został mistrzem Śląska w siatkonodze, na koniec 2024 roku ma powody do pełnej satysfakcji. Zaczynał ten sezon jako piłkarz niespełniony. Po nieudanych poprzednich rozgrywkach, w których jesienią zagrał 12 epizodów w Miedzi Legnica i nie strzelił ani jednego gola, a wiosną w 13 występach w Zniczu Pruszków odblokował się dopiero na finiszu i uzbierał 3 trafienia, ma bowiem za sobą najlepsze pół roku w karierze. I nie chodzi bynajmniej o triumf w goczałkowickim turnieju. Wychowanek BKS-u Stali Bielsko-Biała na liście I-ligowych snajperów znajduje się bowiem tuż za Karolem Czubakiem i Angelem Rodado, a do 10 goli w meczach na zapleczu ekstraklasy dorzucił jeszcze bramkę w pucharowym spotkaniu.

- Pierwsza połowa kończącego się roku nie była „wystrzałowa” – mówi snajper Znicza. - Z Miedzi, w której mało grałem i nie strzelałem, zostałem wypożyczony do Znicza, który walczył o utrzymanie. Cel udało się zrealizować, ale ja ze swojego dorobku nie byłem zadowolony. Dopiero w 31. kolejce strzeliłem swojego pierwszego gola w poprzednim sezonie, ale pomyślałem sobie, że worek się rozwiązał. Latem, po odejściu Mariusza Misiury, którego zastąpił Grzegorz Szoka, postawiłem sobie za zadanie być skuteczniejszym i mogę powiedzieć, że udało mi się odbudować. Zaczynaliśmy skromnie, mówiąc o tym, że będziemy walczyć o pozostanie w I lidze, ale okazało się, że stać nas więcej. Po 4 meczach mieliśmy 8 punktów za 2 zwycięstwa i 2 remisy, a ja „odpaliłem” w 3. kolejce, w meczu z Wisłą Kraków strzelając gola decydującego o zwycięstwie 2:1. W 4. minucie doliczonego czasu gry wykorzystałem rzut karny i od tego momentu miałem już miejsce w pierwszej jedenastce i 13 kolejnych ligowych meczach zdobyłem 9 bramek. Co prawda 2 ostatnie mecze musiałem odpuścić z powodu urazu, ale już jest wszystko w porządku. Nic więc dziwnego, że zakończyłem ten rok zadowolony zarówno z miejsca zespołu w tabeli jak i ze swojego dorobku strzeleckiego.

Jak na typowego napastnika przystało

Z tej dziesiątki trafień na I-ligowych boiskach 3 zostały zapisane po rzutach karnych, a 7 z gry. Tylko z Górnikiem Łęczna Daniel Stanclik 2-krotnie wpisał się na listę strzelców, w meczu przegranym 2:3 więc bardziej ceni sobie te pojedyncze bramki, decydujące o wyniku. Tak jak w starciu z „Białą Gwiazdą” również w potyczce z Pogonią Siedlce z zimną krwią w końcówce spotkania wykorzystał karnego, a Znicz wygrał z Pogonią Siedlce 1:0.

- Ładnych goli raczej nie strzelam – przyznaje napastnik z Pruszkowa. - Większość, jak na typowego napastnika przystoi, to bramki z pola karnego, jak choćby ta z meczu z Wisłą Płock. Po pokonaniu lidera i to na jego boisku w Niecieczy w następnym spotkaniu podejmowaliśmy w Pruszkowie Wisłę Płock, która była wtedy na drugim miejscu w tabeli, a ja płaskim strzałem zza narożnika pola bramkowego „napocząłem” drużynę prowadzoną przez Mariusza Misiurę. Ostatecznie skończyło się podziałem punktów, ale wynik 2:2 i gol przeciwko byłemu trenerowi, któremu pokazałem, że dobrze mnie odbudował, sprawił mi satysfakcję.

W rodzinnym mieście

Z takim poczuciem Daniel Stanclik w piątkowy, przedświąteczny wieczór wrócił do domu w Bielsku-Białej.

- Święta Bożego Narodzenia spędzam w rodzinnym mieście – wyjaśnia wychowanek BKS-u Stali. - Cieszę się z tego, bo nie miałem przez te ostatnie miesiące czasu, żeby być z rodziną. Postaram się więc wykorzystać każdy dzień, żeby naładować baterię i w 2025 roku kontynuować te swoje strzeleckie popisy dla dobra drużyny, w której gram. Myślę, że pod choinką jakiś fajny prezent się znajdzie, bo chyba sobie zasłużyłem (śmiech). Bardziej niż na prezenty czekam jednak na te wigilijne domowe potrawy, a barszcz z uszkami to bez wątpienia numer jeden nie wyobrażam sobie bez tego świętowania. Przez ten okres nie wchodzę na wagę więc nie muszę się ograniczać. Dopiero po Świętach rozpocznie się rozmyślanie o Nowym Roku, po którym sporo sobie obiecuję. Do Znicza jestem wypożyczony z Miedzi do końca tego sezonu. Po nim wracam do Legnicy, bo tam ma kontrakt do 30 czerwca 2027 roku. Nie myślę jednak o tym tylko skupiam się na strzelaniu goli, bo jako napastnik z tego przecież jestem rozliczany i to mi daje najwięcej radości.

Jerzy Dusik