Smoki nie boją się Orłów

Co cieszy naszych dzisiejszych rywali najbardziej? Absencja Roberta Lewandowskiego...

Moment, który ucieszył Bośniaków: „Lewy” faulujący Rumuna na żółtą kartkę. Fot. Paweł Andrachiewicz / Press Focus

BOŚNIA I HERCEGOWINA

Zmajevi, czyli Smoki, jak potocznie mówi się o reprezentacji Bośni i Hercegowiny, liczą na podtrzymanie serii meczów bez porażki w Lidze Narodów. Po piątkowym remisie ze Szwecją apetyty są na tyle duże, że gospodarze liczą na wygraną z Biało-czerwonymi w Zenicy.

Doskonałe wieści! Piłkarze Sergeja Barbareza zaczęli tegoroczne zmagania w LN od bezbramkowego remisu w Warszawie. Następnie pewnie pokonali Rumunię 4:2 i zremisowali 1:1 ze Szwecją. Przeciwko Skandynawom po raz ostatni reprezentacyjny trykot przywdział Edin Dżeko, legenda bośniackiej piłki; zawodnik, którego status można porównać do Roberta Lewandowskiego w naszej kadrze.

W pierwszym meczu w Warszawie Lewandowski zagrał słabo, a głównym powodem jego dyspozycji miało być zmęczenie podróżą z Ameryki. Przeciwko Rumunii kapitan naszej reprezentacji ustrzelił z kolei hat-tricka, co nie uszło uwadze mediów w Bośni. Dlatego absencja spowodowana drugą żółtą kartką – pierwszą „Lewy” otrzymał w końcówce meczu ze Szwecją – bardzo ucieszyła tamtejszych dziennikarzy. „To doskonałe wieści dla trenera Barbareza, jak również dla piłkarzy naszej reprezentacji. Lewandowski otrzymał żółtą kartkę za nierozważne wejście, a to upomnienie miało znacznie większe znaczenie niż zwykłe napomnienie w trakcie meczu. Oznacza to, że nie będzie mógł wystąpić w meczu przeciwko Bośni i Hercegowinie” – pisał najpopularniejszy portal sportowy w Bośni sport.ba.

Faworyt? Na pewno Bośnia. Zdaniem Ensara Arifovicia, byłego piłkarza m.in. ŁKS-u Łódź, Jagiellonii Białystok czy Górnika Zabrze, brak Roberta Lewandowskiego powinien cieszyć jego rodaków, ale i z nim w składzie Bośniacy... powinni sobie poradzić z Polską. – Bośniackie Smoki Polskich Orłów się nie boją – uśmiecha się Arifović, który po zakończeniu piłkarskiej przygody pozostał przy futbolu i zajmuje się m.in. menedżerką. – Mówiąc poważnie, na pewno Polska nie jest faworytem tego meczu, zresztą czytając i oglądając wasze media, też można odnieść takie wrażenie. W Warszawie Polacy nie błysnęli, nie potrafili rozbić naszej defensywy, a wiadomo, że u siebie zawsze jesteśmy groźniejsi. Na pewno wysoka wygrana z Rumunią podbuduje wasz zespół, ale czeka was w Zenicy ciężka przeprawa. Mamy fajną drużynę, z dużą liczbą młodych graczy, trener Barbarez dobrze to poukładał. Ze Szwecją mogliśmy pokusić się o lepszy wynik. Straciliśmy bramkę po głupim błędzie, który na tym etapie nie powinien się przydarzyć. Na pewno moi młodsi koledzy muszą zneutralizować Piotra Zielińskiego oraz zwrócić uwagę na Nicolę Zalewskiego i Sebastiana Szymańskiego. To wasi liderzy w ofensywie. Byłby jeszcze Lewandowski, ale tutaj na szczęście sprawa sama się rozwiązała. Czeka nas ciekawy mecz. Do Polski zawsze mam sentyment, ale oczywiście Bośnia jest najważniejsza. Najlepiej, jakbyśmy wygrali tę grupę, a Polska zajęła w niej drugie miejsce – dodaje Arifović.

Krzysztof Polaczkiewicz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się