Śmiertelny brydż
KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek
W najgorszym położeniu są Tyszanie, którzy w zasadzie dostawiają już drugą nogę do realizacji czarnego scenariusza, który przed sezonem wydawał się wręcz nieprawdopodobny. Kibice GKS-u na ligowe zwycięstwo czekają od… 21 sierpnia, gdy 2:1 ograli w Niepołomicach Puszczę. A przecież ta drużyna weszła w sezon „z buta” – na inaugurację pokonując 4:3 Miedź Legnica, a w drugiej kolejce ogrywając Polonię w Warszawie 2:1. Co stało się potem? To chyba najstarszym fizjologom – jak mawiał Ferdek Kiepski - się nie śniło.
Drugi do „odstrzału” jest Górnik Łęczna, który przecież jeszcze cztery lata temu grał w ekstraklasie, rok później otarł się o finał Pucharu Polski. Nawet obniżeniem wsparcia z kopalni „Bogdanka” ciężko wytłumaczyć taki zjazd.
Znicz z kolei mocno przygasł, w rundzie rewanżowej zdobył tylko trzy na osiemnaście możliwych punktów i w pełni zamieszał się w walkę o utrzymanie. Akurat za Pruszkowianami w tej lidze płakaliby chyba najmniej – to klub z wyjątkowo małą bazą kibicowską, który nie generuje większego zainteresowanie, mimo że gra tam Radosław Majewski, a w wielki świat właśnie stamtąd wyruszył Robert Lewandowski.
Najwięcej optymizmu powinni mieć w Mielcu, bo Stal jako jedyna z dołu tabeli dźwignęła się na wiosnę, a co może jeszcze istotniejsze wygrała niedawno aż 4:0 mecz „ za dziewięć punktów” z Tychami. Mają też niezły bilans meczów bezpośrednich z towarzyszami niedoli (11 punktów), a te mecze na koniec mogą okazać się języczkiem u wagi. Większość meczów pomiędzy omawianą czwórką już się odbyło, do rozegrania pozostało starcie Tychów ze Zniczem oraz Znicza z Łęczną. I nawet tutaj Tyscy wyglądają wybitnie źle – zaledwie punkt w pięciu meczach. To się już raczej nie uda, ale kogo pociągną za sobą? Z tego rozdania tylko jeden wyjdzie żywy.
