Słuchali jego rad
Robert Lewandowski nie był jednym z wielu w Barcelonie. Był wyjątkowy, ponadprzeciętny.
Robert Lewandowski odebrał z rąk Joana Laporty (z lewej) klubową pamiątkę. Fot. PAP/EPA
HISZPANIA
W niedzielny wieczór Robert Lewandowski oficjalnie pożegnał się z kibicami Barcelony. Odchodzi z klubu w blasku, po odniesionym sukcesie, trzecim mistrzostwie Hiszpanii. Polak przez cztery lata był twarzą jednego z największych klubów na świecie. Zdobył sympatię kibiców dzięki zdobywanym bramkom, zyskał szacunek za to, że dołączył do drużyny, która była w kompletnym kryzysie, a Duma Katalonii okrzyknęła go mianem legendy.
Fakty są takie, że przed przyjściem Polaka do Blaugrany, zespół był w rozsypce. Sprowadzano do niego zawodników, którzy właściwie nigdy nie powinni reprezentować tego klubu, bo po prostu nie prezentowali wystarczająco wysokiego poziomu. Lewandowski trafił do Barcelony, która wygrzebywała się z gruzów, która zaczęła grać ładnie w piłkę i zaczęła kolekcjonować trofea. Może to przypadek, a może to efekt transferu polskiej gwiazdy? Pewne jest natomiast to, że snajper jest symbolem nowej ery Barcelony. Jest postacią, z którą utożsamiany będzie fantastyczny, ofensywny styl gry preferowany przez trenera Hansiego Flicka. Dlatego właśnie nie może dziwić to, w jaki sposób został pożegnany przez kibiców zgromadzonych na Camp Nou.
Ostatni mecz w Barcelonie
Do końca meczu z Betisem pozostało 10 minut. Barcelona prowadziła 3:1. Lewandowski grał od pierwszej minuty. Fani zauważyli, że przy linii gotowy do wejścia jest Marc Casado. Czuli, że zastąpi napastnika. Już wtedy, jeszcze zanim Polak zszedł z boiska, zaczęli skandować jego nazwisko. On doskonale to słyszał. Na ramieniu miał opaskę kapitana, której z powodu nagromadzenia emocji zapomniał ściągnąć przed zejściem z boiska. To kolejny element, który świadczy o tym, jak ważnym był zawodnikiem dla zespołu.
Schodząc z murawy wzruszył się, dziękując kolejnym partnerom z zespołu. Gromkie brawa rozległy się z trybun, co wywołało u głównego bohatera łzy. I trudno się temu dziwić. Nie każdy zasłużył na takie pożegnanie na Camp Nou. Niewielu miało okazję do tego, żeby stać się ważną postacią tak wielkiego klubu. Niewielu taką okazję wykorzystało w odpowiedni sposób. Nawet gdy już usiadł na ławce rezerwowych, trybuny wciąż go wzywały. On wstał, pomachał, podziękował. To była nieoficjalna część pożegnania. Na tę oficjalną trzeba było poczekać na zakończenie spotkania.
Zmienił obraz klubu
Polak wyszedł na murawę, gdzie spotkał się z prezydentem klubu Joanem Laportą, który przekazał mu pamiątkowy, metalowy herb Barcelony. Na boisku towarzyszyła mu także żona Anna wraz z dwójką dzieci. W końcu Lewandowski wziął mikrofon i po hiszpańsku wygłosił przemowę.
– Gdy przybyłem do Barcelony, wiedziałem, że ten klub będzie wielki. Wasze uczucie wobec mnie było niesamowite. Od pierwszego dnia czułem się tutaj jak w domu. Nigdy nie zapomnę, jak śpiewaliście moje nazwisko. Dziękuję kolegom z drużyny, trenerom i wszystkim pracującym w klubie. To był zaszczyt grać dla tego klubu. Przez cztery lata przeżyliśmy wielkie momenty. Jestem dumny z tego, co tutaj zrobiłem i co zrobiliśmy razem. Żegnam się z wami, ale zawsze będę miał Barcelonę w swoim sercu. Kto raz zostanie kibicem Barcelony, na zawsze nim pozostanie. Visca El Barca y visca Catalunya! – powiedział Lewandowski, który był podrzucany na rękach, przez kolegów z zespołu.
Jak wiele dla nich znaczył, mówią też słowa wypowiedziane przez kolejnych zawodników Barcelony. – Pokazywał nam ogromny profesjonalizm. Pomógł nam stworzyć grupę, dawał rady i wskazówki. Jest dla nas wzorem, naprawdę – stwierdził Marc Bernal. – Oddanie mu opaski na mecz z Betisem było minimum, jakie mogliśmy dla Roberta zrobić. Odkąd przyszedł do Barcelony, zmienił obraz tego klubu. Możliwość dzielenia z nim szatni było świetne. Mogliśmy się razem cieszyć z wielu pięknych chwil. Bramki, które zdobył i które pomagały nam wygrywać trofea, mówią same za siebie. Można mówić o nim tylko w superlatywach. To przykład dla mnie i wszystkich innych piłkarzy – stwierdził Raphinha. – Jest jednym z najlepszych napastników w historii. Zawsze słuchałem jego rad, bo jest wielkim piłkarzem i wie wszystko o futbolu. Będzie go brakowało – dodał Gavi.
Będzie go brakować
I choć po ostatnim gwizdku Lewandowski spędził jeszcze sporo czasu na murawie, w otoczeniu najbliższych, a później także w samotności, gdy w spokoju żegnał się z Camp Nou, kibice czekali na niego poza stadionem. Stworzyli dla niego szpaler, gdy wyjeżdżał z budynku klubowego samochodem. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że bardzo trudno będzie go zastąpić. – Łatwo powiedzieć, że „szukamy następcy Roberta”, ale Robert jest wyjątkowy. Przez ostatnie 10 lat był najlepszą „dziewiątką” na świecie i dlatego nie jest łatwo znaleźć kogoś takiego. To człowiek, dzięki któremu przeżyliśmy niezapomniane chwile. Zdobył mnóstwo goli i wiele trofeów. Będzie nam go brakować – skomentował odejście Lewandowskiego po sezonie Hansi Flick.
Przed Polakiem jeszcze jednak szansa, żeby poprawić bilans bramkowy – w ostatniej kolejce sezonu Barcelona zagra na wyjeździe z Valencią.
Kacper Janoszka
Flick na kolejne dwa lata
Hansi Flick przedłużył kontrakt z Barceloną. Umowa Niemca z klubem obowiązywać będzie do 30 czerwca 2028. Trener prowadzi zespół od dwóch lat. W tym czasie dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Hiszpanii, raz po Puchar Króla i dwukrotnie wygrał Superpuchar kraju. Jedyne, czego mu brakuje, to sukces w Lidze Mistrzów. W sezonie 2024/25 dotarł do półfinału. W bieżących rozgrywkach odpadł w ćwierćfinale. Teraz będzie miał kolejne dwa lata na zdobycie pucharu, na który czeka cała społeczność Dumy Katalonii.
Na murawie pojawił się w towarzystwie żony i córek (w tle). Fot. PAP/EPA
Emocje podczas zejścia z murawy były zbyt duże. Fot. PAP/EPA
