Słowackie futbolowe meandry

Rozmowa z Patrikiem Lendelem, dziennikarzem słowackiego „Futbal magazin”

Trener Michal Gasparik z kapitanem Erikiem Janżą. Fot. Łukasz Sobala/Pressfocus.pl

Jak na Słowacji przyjęto sukcesy trenera Michala Gasparika i co się mówi po tym jak z Górnikiem wywalczył Puchar Polski i wicemistrzostwo?

- Bardziej mówiło się w kręgu osób z którymi był związany i skąd pochodzi, czyli w Trnawie. Dalej to już nie za bardzo... Nawet kiedy decydowała się kwestia obsady selekcjonera reprezentacji Słowacji, po przegranym barażu o mistrzostwa świata, to nie był brany pod uwagę. Działała komisja trenerów pod kierownictwem Jana Kociana…

Świetnie znanego z pracy w Polsce, bo przecież był trenerem Ruchu Chorzów, Pogoni Szczecin i Podbeskidzia Bielsko-Biała.

- Tak, pracował w Polsce. Komisja decydowała kogo weźmie pod uwagę i kto jej zdaniem jest najlepszą osobą do poprowadzenia słowackiej reprezentacji. Gasparik, jak mówiłem, nie był brany pod uwagę. Zresztą powiedział to sam Kocian mówiąc, że kandydatura trenera Górnika nie była nawet rozważana.

Dlaczego? Przecież ze Spartakiem Trnava przez prawie pięć lat pracy sięgnął po trzy krajowe puchary, miejsca na podium w lidze, a teraz sukcesy także w ekstraklasie. To za mało? 

- Nie ma wyrobionego nazwiska na Słowacji. U nas to jest tak, że trzeba mieć z 20 lat pracy, żeby być branym pod uwagę. Do tego Gasparik nie ma za sobą jakiegoś mocnego menedżerskiego wsparcia, co też przecież zawsze ma znaczenie przy wyborze. Tutaj widzę problem. Faktycznie trenerem reprezentacji Słowacji miał zostać Adrian Gyula (trener Wisły Kraków w sezonie 2021/22 – przyp. red.), ale patrząc na to, jakie układy panują u nas w słowackim związku, to nie chciał się podjąć zadania, więc wybór padł na Vladimira Weissa.

Trener Gasparik mówił, że jego szkoleniowym wzorcem jest, też pochodzący z Trnawy, świetnie znany z pracy w Polsce Duszan Radolsky. To znaczące nazwisko w słowackim futbolu, prawda?

- Miał sukcesy w klubowym futbolu, ale w tym reprezentacyjnym nie dano mu szansy. Nie pomogło to, że z takim malutkim klubem jak Dyskobolia Groclin w europejskich pucharach wyeliminował m.in. Manchester City. Jako trener reprezentacji nie był rozpatrywany. Raz wyszło mu z kadrą młodzieżową, z którą nawet pojechał na igrzyska olimpijskie (Sydney 2000 – przyp. red.), ale tam mu nie wyszło, bo nie miał do dyspozycji najlepszych. Przekreślono go przez to przy kadrze na zawsze… Jego córka pracuje jako PR manager przy reprezentacji - to Monika Jurikova. Trener Radolski nawet raz prowadził reprezentację w oficjalnym meczu, ale to tyle. Szansę dostali inni, nawet nie bardziej utytułowani, ale którzy mieli lepsze przełożenie na działaczy. To może być i problem Michala Gasparika, że w klubach będą sukcesy, dobrze będzie mu szło, ale i tak nie będzie brany pod uwagę, jak jego krajan z Trnawy. Może jak będzie miał 30-40 lat pracy, to się to zmieni…

To takie podejście jest na Słowacji? U nas jest teraz fala nowych i młodych szkoleniowców, z Adrianem Siemieńcem z Jagiellonii na czele.

- Też szedłbym w tym kierunku! Kiedy miałbym sam decydować, to postawiłbym na świeżą krew, na tych wchodzących do futbolu szkoleniowców, z nowym i swoim spojrzeniem. Wchodzą przecież nowe rozwiązania, nowe technologie. U nas niestety decydują ludzie związani z tą - można powiedzieć - starą szkołą trenerską i dopóki tak będzie, to nie wybiorą kogoś nowego, stąd takie decyzje i powrót trenera Weissa (był już trenerem słowackiej kadry w latach 2008-12 – przyp. red.). 

W Polsce, w ekstraklasie, jest silna tradycja słowackich trenerów. Lata temu, bo w latach 70. z wielkimi sukcesami pracował przecież w Ruchu Michal Viczan, Chorzowianie grali wtedy nawet w ćwierćfinale klubowego Pucharu Europy. Bardziej współczesne czasy to Puchar Polski zdobyty z Groclinem przez Duszana Radolskiego, dobre wyniki Jana Kociana, no i teraz rewelacyjny sezon Michala Gasparika w Górniku!

- Tak. Słowacy rozumieją polską mentalność, wiedzą co trzeba zrobić, jakich piłkarzy potrzebują. Często też sprowadzają ze sobą zawodników, których znają i którzy w ekstraklasie, także z powodów ekonomicznych, chętnie grają i przychodzą do was. Pytanie, jaki procent tych zawodników od nas sobie u was poradziło?

Taki Tomas Bobcek świetnie dał radę, bo został przecież w sezonie 2025/26 z 20 bramkami królem strzelców!

- To prawda, Bobcek pokazał się ze świetnej strony. Dla mnie zaskoczenie, że od nowego selekcjonera nie dostał powołania na dwa mecze sparingowe z Maltą i Czarnogórą (z Maltą w Dunajskiej Stredzie Słowacy wygrali 2:1, a z Czarnogórą w Koszycach zremisowali 2:2 – przyp. red.). Tym bardziej dziwne było pominięcie Bobczka przy powołaniu, bo przecież uratował nam eliminacje do MŚ, to jego bramka w eliminacjach z Irlandią Północną i gol w końcówce dał nam wejście do barażu. Pokazał się z bardzo dobrej strony.

Dlaczego więc nie dostał powołania?

- Ciężko powiedzieć. Mam takie wrażenie, że będzie ciśnienie na to, żeby w reprezentacji pokazywali się gracze z naszej ligi, żeby potem mogli odejść za granicę. Dzięki temu zwiększa się ich cena. Z Maltą zagrało siedmiu debiutantów z naszej ligi! Za poprzedniego selekcjonera, Włocha Francesco Calzony przez kilka lat, to tylu graczy ze słowackiej ligi w ogóle  zagrało w reprezentacji, a za Weissa w jednym spotkaniu! 

Rozmawiał Michał Zichlarz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się