Słodka zemsta
Wygrana z Koroną sprawiła, że Raków awansował o kilka miejsc w tabeli. Świetny mecz zagrał Adriano Amorim. Po kryzysie w Częstochowie nie ma już śladu.
Adriano Amorim (z prawej) ogrywa Wiktora Popowa. Fot. Grzegorz Misiak/Pressfocus.pl
W meczach kielczan z Medalikami przeważnie za wiele goli nie padało, a z mało którym rywalem Markowi Papszunowi szło dotychczas tak ciężko. Złocisto-Krwiści zepsuli częstochowianom święto inauguracji w Bełchatowie w 2019 roku (0:1), gdy po 21 latach wrócili do ekstraklasy. To również kielczanie przedłużyli moment celebracji o ponad dwie godziny wygrywając (1:0) pod koniec mistrzowskiego dla Rakowa sezonu 2022/23. Poprzedni sezon to dwa remisy 1:1. Jak Raków pewnie wygrywał z Koroną, to… drużynę prowadził akurat Dawid Szwarga (1:0, 2:0). Bilans Papszuna do niedzieli był ujemny (2-2-3).
Wiele emocji
– Dodatkowa mobilizacja nie jest nam potrzebna. Korona z Rakowem zawsze grała dobre mecze. Mecze, w których było wiele emocji i dużo się działo. Chciałbym, żeby tak było w niedzielę, ale ze szczęśliwym zakończeniem dla nas – mówił przed meczem trener gospodarzy, Jacek Zieliński. Przed spotkaniem oba kluby miały tyle samo punktów i chciały wykorzystać straty poniesione przez niemal całą ligową czołówkę.
Trener Paszun tym razem postanowił dać szansę od pierwszych minut Imadowi Rondiciowi, ale nie odbyło się to kosztem Jonatana Brunesa. W założeniu Norweg miał grać na dziesiątce. Spotkanie rozpoczęło się dla Rakowa wręcz idealnie jednak za sprawą innego zawodnika i to akurat tego, po którym mało kto się tego spodziewał. Adriano Amorim wykorzystał świetne podanie z środka pola od Oskara Repki, wpadł w pole karne niczym rasowy snajper i nie dał szans Xavierowi Dziekońskiemu. Dla Brazylijczyka było to pierwsze trafienie w tym sezonie.
To sprawiło, że kielczanie musieli grać piłką. Spotkanie otworzyło się i na kolejne gole nie trzeba było długo czekać. Tym bardziej, że mimo dobrego tempa i emocjonującego widowiska obie drużyny notowały sporo niedokładności i niewymuszonych strat. Raków grając z kontry czuł się jak ryba w wodzie. Już w 20 minucie podwyższył na 2:0, a rozgrywający najlepszy mecz od przyjścia do Częstochowy Amorim tym razem zabawił się w asystenta. Jak na tacy wystawił piłkę Brunesowi, a ten wiedział co ma zrobić.
Korona nie zamierzała jednak się poddawać. Pięć minut później, po błędzie Stratosa Svarnasa i wystawieniu piłki przez Vladimira Nikołowa, Dawid Błanik znalazł się sam na sam z Oliwierem Zychem i mógł zapytać go, w który róg posłać piłkę. W gospodarzy wstąpiły nowe siły, a Raków miał w nogach wyczerpujące spotkanie w tygodniu ze Spartą w Pradze. Było jasne, że chcąc wygrać częstochowianie będą musieli się sporo napocić.
Makucha piłka (w końcu) słucha
Druga połowa to już prawdziwa wymiana ciosów. Korona dominowała, była częściej przy piłce, ale zdecydowanie lepsze okazje stwarzali sobie przyjezdni. Gdyby częstochowianie wykorzystali wszystkie stuprocentowe okazje, mogłoby dojść do pogromu. W 52 minucie Brunes podał do Amorima, ale ten zamiast do bramki, to kopnął wysoko nad nią. W późniejszych minutach okazję sam na sam z bramkarzem mieli Brunes oraz Patryk Makuch. Piłka po strzale Norwega wylądowała na bocznej siatce, drugie uderzenie trafiło w bramkarza. Szczególnie ta druga okazja była z gatunku tych, których nie da się nie trafić. Makuch zrehabilitował się w doliczonym czasie gry. Dzieła zniszczenia na Koronie dokonał Lamine Diaby-Fadiga pewnie egzekwując rzut karny po faulu na nim samym.
Liga kluczem do Europy
- Duży szacunek dla wszystkich moich zawodników, bo zagraliśmy siódmy mecz w cyklu co trzy dni. Wynik nie odzwierciedla do końca przebiegu meczu. Mieliśmy jeszcze dwie doskonałe okazje, graliśmy dojrzale, ale widać, że Korona to jest rozsądnie budowany zespół. Ostatnie nasze mecze były bardzo intensywne, niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy. Jeżeli chcesz grać w europejskich pucharach, to musisz wygrywać w lidze, a mamy aspiracje też na Puchar Polski – powiedział po spotkaniu Marek Papszun. Częstochowianie po efektownej wygranej zanotowali przeskok w górę tabeli, a na Koronie szkoleniowiec wziął rewanż za wszystkie wcześniejsze niepowodzenia.
Mariusz Rajek
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐ ⭐
◼ Korona Kielce - Raków Częstochowa 1:4(1:2)
0:1 – Amorim, 5 min (asysta Repka), 0:2 – Brunes, 20 min (asysta Amorim), 1:2 – Błanik, 25 min (asysta Nikołov), 1:3 – Makuch, 90+2 min (asysta Seck), 1:4 – Diaby-Fadiga, 90+7 min (karny)
KORONA: Dziekoński 3 – Rubezić 3, Sotiriuou 4, Resta 4 – Popow 3 (59. Zwoźny 4), Svetlin 4, Remacle 5 (72. Kamiński niesklas.). Matuszewski 4 (72. Pięczek niesklas.) – Davidović 5, Błanik 6 (77. Długosz niesklas.) – Nikołow 5. Trener Jacek ZIELIŃSKI. Rezerwowi: Mamla, Nono, Strzeboński, Niski, Głowiński, Smolarczyk.
RAKÓW: Zych 7 - Konstantopoulos 5 (46. Pieńko 6), Racovitan 6, Svarnas 5 – Tudor 6, Struski 6, Repka 7, Amorim 7 (70. Barath 4) – Brunes 6 (78. Makuch 1), Bulat 6 (78. Seck niesklas.) - Rondić 4 (56. Diaby-Fadiga 6). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Trelowski, Mircetić.
Sędziował Łukasz Kuźma (Białystok) – 6. Asystenci Jakub Winkler (Toruń) i Piotr Podbielski (Białystok). Czas gry 97 min (46+51). Widzów 12114. Żółte kartki: Remacle, Zwoźny, Nikołow – Svarnas, Rondić.
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| KORONA | RAKÓW | |
| 49 | posiadanie piłki | 51 |
| 2 | strzały celne | 5 |
| 10 | strzały niecelne | 2 |
| 5 | rzuty rożne | 0 |
| 2 | spalone | 0 |
| 15 | faule | 9 |
| 3 | żółte kartki | 2 |
