Śląska „tajemnica” sensacyjnej mistrzyni

Wygrywając turniej na kortach Queens Clubu w Londynie, prawie 38-letnia Tatjana Maria, pół-krwi Polka, pobiła kilka rekordów. Przedwczesna śmierć ojca, byłego piłkarza ręcznego Pogoni Zabrze, była brutalnym punktem zwrotnym w jej życiu.

Fot. IMAGO / Press Focus

Ludzie zawsze mówili, och, może teraz nadszedł już czas odejść. Jesteś za stara. Jesteś... i podawali różne powody. Jestem dobrym przykładem tego, że nawet w moim wieku można wygrywać duże trofea. Jestem z siebie super dumna, ponieważ zawsze w to wierzyłam, mój mąż również, że mogę robić wielkie rzeczy na korcie – triumfowała w niedzielę niemiecka tenisistka po wygraniu turnieju na trawiastych kortach londyńskiego Queen's Clubu. Mąż, Charles Maria, jest jednocześnie trenerem.

Impreza na królewskich kortach, która dla żeńskiej rywalizacji otworzyła się ponownie po 52 latach – od 1974 roku zarezerwowanego tylko dla mężczyzn – miała więc też niezwykłą triumfatorkę. Niemka Tatjana Maria to matka dwóch córek, za dwa miesiące będzie obchodzić 38. urodziny.

W Queens Club pobiła kilka rekordów z gatunku „najstarsza”…

◼ która wygrała turniej WTA 500.

◼ mistrzyni singla w WTA Tour od czasu, gdy inna wracająca mama, Serena Williams, zdobyła tytuł w Auckland 2020 w wieku 38 lat

◼ tenisistka, która dotarła do finału WTA 500, bijąc rekord Venus Williams, która miała 36 lat w Stanford 2016

Cztery Top 15 na rozkładzie

Triumf w Queens Club był sensacyjny także z innego powodu – jako dopiero 86. w rankingu Maria musiała przebijać się przez kwalifikacje, a potem w ciągu pięciu dni rozmontowała cztery rywalki z pierwszej piętnastki: Karolinę Muchovą (14.), Elenę Rybakinę (11.), Madison Keys (8.) i w finale Amandę Anisimovą (15.).

Powiedzieć „turniej życia” to niewiele – poprzednio jedyny raz, kiedy pokonała więcej niż jedną zawodniczkę z Top 20 w jednych zawodach, miał miejsce trzy lata temu, gdy dotarła do półfinału Wimbledonu; były to zarazem jej ostatnie zwycięstwa z Top 20 do minionego tygodnia. Przed Queen's nie wygrała meczu od ćwierćfinału w Bogocie na początku kwietnia.

Idealny dywan

Niemka wywalczyła czwarte trofeum w swojej karierze (bilans w finałach 4-0!), ale również szczególne: najbardziej prestiżowe, bo pierwsze powyżej poziomu WTA 250. Połowę z czterech tytułów zdobyła na trawie (poprzednie w 2018 roku na Majorce), idealnym dywanie dla jej subtelnej gry, pełnej skrótów, slajsów i jednoręcznych bekhendów, co zupełnie rozbijało znacznie młodsze, ale bezradne przeciwniczki, nauczone jedynie walić w piłkę z całej siły, stojąc na linii.

– Chciałabym, żeby więcej turniejów rozgrywano na trawie. To idealna nawierzchnia do mojego slajsu, mogę grać dokładnie tak, jak chcę. Jestem jedyna, a to, że nikt nie gra w moim stylu i wszyscy muszą się przyzwyczaić do gry przeciwko mnie, również mi pomaga – podkreślała.

W poniedziałek obniżyła swój ranking dokładnie o połowę – do pozycji 43. i jest o jedno miejsce od swojego najwyższego w karierze z początku ubiegłego roku.

Wielka fanka handballu

Z polskiej perspektywy wyczyn Tatjany Marii ma dodatkowy wymiar. Skoro ekscytujemy się „ćwierć Polką” Jasmine Paolini (Włoszka, nr 5 na świecie, ma polską babcię ze strony mamy), to doceńmy spektakularny sukces innej polsko-zagranicznej tenisistki. Panieńskie nazwisko Marii to bowiem Malek. Tatjana urodziła się w 1987 roku w Bad Salgau (Badenia Wirtembergia), ale jest córką Henryka Malka, zabrzanina,  wicemistrza Polski w piłce ręcznej z 1979 roku z Pogonią Zabrze.

Pewnie dlatego na stronie WTA przy jej sylwetce widnieje opis „wielka fanka handballu”, co swoją drogą u naszych zachodnich sąsiadów nie jest niczym niezwykłym. Śmierć ojca w 2008 roku bardzo przeżyła. – To był najstraszniejszy rok w moim życiu – opowiadała Maria w wywiadzie dla „Die Welt”.

Najpierw wylądowała w szpitalu z nagłymi trudnościami w oddychaniu. Powodem był zator płucny, 21-letniej wówczas Tatjanie groziło śmiertelne niebezpieczeństwo. – Zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji dopiero, gdy zobaczyłam pośpiech, który nagle wybuchł wśród lekarzy. To było straszne – wspominała.

Szok i samotność

Lekarze uratowali jej życie w ostatniej chwili. Maria walczyła, świętowała swój powrót, ale wkrótce spadł na nią kolejny cios. Henryk Malek zmarł na raka 27 grudnia 2008 roku. – Miałam świetne relacje z tatą. Zawsze był przy mnie i towarzyszył mi na każdym turnieju – podkreślała. Nosi pamiątkowe zdjęcia ojca w torbie tenisowej i w smartfonie. – Jego śmierć była dla mnie ogromnym szokiem i brutalnym punktem zwrotnym – dodawała. Samotność bez ojca bardzo jej doskwierała.

W 2012 roku przed US Open na Florydzie poznała byłego tenisistę i francuskiego trenera Charlesa Edouarda Marię. Zakochali się w sobie, rok później w kwietniu się pobrali, stworzyli rodzinę. Pierwszą córkę, Charlotte, Tatjana urodziła w grudniu 2013, Cecilia przyszła na świat w kwietniu 2021. Wtedy jej motto zmieniało się z „zamiast uderzać asami, zmieniaj pieluchy”!

Pewność siebie

Ale już rok później Maria dotarła do półfinału Wimbledonu – była wówczas notowana poza Top 100 i mogła tylko żałować, że WTA podjęła wówczas idiotyczną decyzję, nie przyznając punktów do rankingu; pretekstem było niedopuszczenie do rywalizacji przez organizatorów londyńskiego turnieju – w związku z agresją na Ukrainę – tenisistów z Rosji i Białorusi.

– Wtedy walczyłam o każdy punkt, ale czasami pojawiały się pewne wątpliwości. W tym tygodniu naprawdę odnalazłam pewność siebie. Wierzyłam, że mogę to wygrać, od pierwszego do ostatniego punktu. W każdym meczu – nawiązała w Queens Club do historii sprzed trzech lat.

Jej rodzinno-trenerska relacja z Charlesem to kolejny przykład owocnej małżeńskiej współpracy na szczycie kobiecego tenisa – podobnie pracują przecież Madison Keys z Bjornem Fratangelo, co doprowadziło Amerykankę do zwycięstwa w Australian Open.

– To wyjątkowy moment dla nas wszystkich, dla całej naszej rodziny. Wygraliśmy to trofeum razem, ponieważ trzymamy się razem i robimy wszystko razem. Nie jest więc tak, że tylko ja wygrałam to trofeum. To tak, jakby wygrała je cała moja rodzina – mówiła po odebraniu pucharu. – Powiedzmy, że to firma rodzinna. Ale wiem, że w życiu są ważniejsze rzeczy niż gra w tenisa. Robię wszystko, aby spełnić swoje marzenia, ale wiem, że moja rodzina jest najważniejsza dla mnie i dwójki moich dzieci. Jestem mamą, uwielbiam być mamą. Kocham moje dzieci – podkreślała w 2022 podczas Wimbledonu.

Z córką w deblu!

Dziś marzeniem Tatjany jest zagrać w zawodowym turnieju w parze deblowej z córką. – Naprawdę chcę to zrobić – przekonuje w wywiadzie dla WTA. – Mam nadzieję, że moje ciało wytrzyma jeszcze kilka lat, żebym mogła zagrać z Charlotte. Można rywalizować w tourze od 14. roku życia, więc mam jeszcze kilka sezonów przed sobą. Szczerze mówiąc, czuję się świetnie na korcie i dopóki nie odczuwam bólu, będę kontynuować karierę – zapowiada.

Gdy w Londynie świętowała sukces z rodziną, czteroletnia Cecilia spokojnie spała w wózku. – A potem się obudziła, bo wszyscy wokół krzyczeli. Na początku tygodnia Cece oglądała tutaj zdjęcia wielkich pucharów, a ja jej powiedziałam: „Zobacz, jakie wielkie są trofea”. Odpowiedziała na to: „Tak, musisz wygrać ten puchar”. Odparłam, że spróbuję. I zabawne jest to, że go zdobyłam – zakończyła największa gwiazda minionego tygodnia na światowych kortach.

Tomasz Mucha

Henryk Malek w barwach Pogoni Zabrze – w dolnym rzędzie pierwszy od prawej (nr 14). Tatjana Maria bardzo przeżyła śmierć ojca w 2008 roku. Fot. Archiwum Handball Zabrze