Słabość czy dywersja?

To, że trener Wojciech Łobodziński straci pracę po porażce 1:7 z Olimpią Grudziądz było pewne, a już w środę kolejny mecz.

Wojciech Łobodziński prowadził Zagłębie od 8 września 2025 roku. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus

ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC

Inna sprawa, że ta dymisja prawdopodobnie niczego nie zmieni, chyba że niedzielna kompromitacja nie była dziełem przypadku... „To nie był nasz dzień. Przepraszamy”. Taki wpis pojawił się w mediach społecznościowych Zagłębia po blamażu w Grudziądzu. Przegrana 1:7 to jedna z najwyższych porażek klubu z Sosnowca w rywalizacji o punkty.

Oliwa do ognia

Problem w tym, że to nie dyspozycja dnia, a w zasadzie jej brak zważyły na pogromie. Drużynie Wojciecha Łobodzińskiego od dawna nie idzie, mówiąc delikatnie, a mecz w Grudziądzu jedynie dolał oliwy do ognia. Ognia, którego płomień jest już trudny do ugaszenia. - Myślę, że wynik oddaje obraz tego meczu i tego, co się tutaj wydarzyło. Ciężko mi dobrać odpowiednie słowa. To, że mamy szpital w drużynie i graliśmy bez siedmiu zawodników, wiedzieliśmy przed meczem. Ciężko nam było sklecić nawet kadrę na ten mecz. Z ludzkiego punktu widzenia, szkoda mi tych młodych chłopaków, którzy grali w drugiej połowie i musieli doświadczyć czegoś takiego. Nie chcę się tłumaczyć absencjami. Bez Matrasa, Skóry, Zająca, Borunia, Snopczyńskiego, ciężko nam było odwrócić losy tego spotkania. Staraliśmy się, jak mogliśmy, ale zabrakło nam mocy - mówił na konferencji trener Zagłębia. Gwoli ścisłości, w poprzednich meczach, w których Zagłębie przegrywało, czy to z Sandecją czy rezerwami Śląska Wrocław, wspomniani Mateusz Matras czy Jędrzej Zając byli na boisku i także popełniali błędy, które na drugoligowym poziomie przytrafiać się nie powinny. Teoria, że z Matrasem czy Zającem mogło być lepiej, kompletnie się nie broni. - Nie da się logicznie wytłumaczyć tego, co stało się po przerwie. Reakcja zaraz po wejściu była niezła, ale sami sobie strzeliliśmy gola. Kolejny raz stało się to samo, czyli lawina błędów. Z drugiej strony, ciężko nam było zareagować z ławki. Szkoda mi tych chłopaków. Teraz myślę o nich, bo ja sobie poradzę, ale ich muszę wspierać - dodał Łobodziński.

Przegrać też trzeba umieć

Będąc obiektywnym, wygrany mecz z Podhalem Nowy Targ tylko przyćmił złą sytuację zespołu, który od początku rundy wygląda jak zbieranina przypadkowych zawodników. Przed tygodniem graczom Podhala po prostu zabrakło skuteczności, którą wykazała się Olimpia. Zespół z Grudziądza obnażył wszystkie braki Zagłębia, łącznie z brakiem ambicji, bo to, jak jego zawodnicy się poruszali, gdy rywale wbijali im kolejne gole, wołało o pomstę do nieba. Można przegrać, ale trzeba to zrobić z godnością. A może to nie wynik słabości, tylko dywersja? Od dawna słyszy się w klubowych kuluarach, że drużynie, a już na pewno jej starszyźnie nie jest po drodze z trenerem Łobodzińskim. Już po meczu ze Śląskiem II, gdy trener stwierdził, iż piłkarze również muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za wynik, niżej podpisany twierdził, że tutaj chemii już nie będzie. Zazwyczaj takie żale wylewa się we własnym gronie. Oczywiście to tylko domniemanie. A może faktycznie to są tak słabi piłkarze? Problem w tym, że w niedalekiej przeszłości już taką sytuację przerabiano.

Trzech kandydatów

Wiosną 2023 roku Zagłębie, wówczas w 1. lidze, przegrało ze Stalą Rzeszów 0:6. Wcześniej też nie zachwycało, ale na otwarcie nowego stadionu było w stanie pokonać GKS Katowice 2:1. Trenerem był wówczas Dariusz Dudek. Po blamażu w Rzeszowie został oczywiście odsunięty od pracy z zespołem, który - delikatnie mówiąc - nie był za swoim trenerem. Kilka dni później, już bez Dudka na ławce, za to z jego asystentem Marcinem Malinowskim, ci sami gracze pokonali Ruch Chorzów 2:0. Na „rozkładzie” mieli jeszcze m.in. ŁKS Łódź, który wraz z Niebieskimi awansował wówczas do ekstraklasy. Zagłębie zdołało się utrzymać, choć po klęsce w Rzeszowie wydawało się to niemożliwe...

Czyżby więc czekała je powtórka z rozrywki? Już w środę rozegra zaległy mecz z liderem drugoligowej tabeli, Unią Skierniewice. Wczoraj późnym popołudniem zapadła decyzja o rozstaniu z Wojciechem Łobodzińskim, a także jego asystentami, Kamilem Makowskim i Marcinem Nawratem. Do wczorajszego wieczora nazwisko jego następcy nie było znane, ale pewne było, że będzie nim ktoś z tercetu Maciej Bartoszek, Przemysław Cecherz, Kamil Kuzera. Do czasu wyłonienia nowego szkoleniowca opiekę nad zespołem pełnić będzie Grzegorz Bąk, dotychczasowy trener II zespołu; niewykluczone że poprowadzi go w trzech najbliższych spotkaniach. 

Krzysztof Polaczkiewicz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się