Skra wreszcie w domu
Mecz ze Słowianinem Wolibórz będzie dla częstochowian pierwszym w tym sezonie na stadionie przy Loretańskiej. Niestety, wciąż bez kibiców.
Piłkarze Skry w końcu będą mogli zagrać u siebie. Fot. Skra Częstochowa
BETCLIC 3. LIGA
Przypomnijmy, że częstochowianie - z powodu niekończącego się problemu z brakiem trybun na swoim obiekcie - musieli w tym sezonie korzystać z gościnności bocznego boiska Rakowa. Na dwa ostatnie mecze rundy jesiennej prowadzący rozgrywki grupy III Betclic 3. Ligi Lubuski ZPN dał Skrze warunkową zgodę na powrót do siebie, ale to z kolei oznacza, że starcie z beniaminkiem z Woliborza obejrzą jedynie dziennikarze oraz zaproszeni do budynku klubowego sponsorzy. Zmianie uległa też godzina rozpoczęcia spotkania - pierwszy gwizdek zabrzmi o 16.00, a nie jak pierwotnie planowano o 13.45.
W starciu ze Słowianinem Skrzacy liczą na trzy punkty i powrót na ścieżkę zwycięstw. - Przyjeżdża drużyna, która w poprzedniej kolejce wygrała walkowerem, a więc może być wypoczęta. Trudno mi coś więcej powiedzieć o tym rywalu, bo sam tej ligi dopiero się uczę – mówi Przemysław Sajdak, który w poprzedniej kolejce zdobył gola na wagę wyjazdowego remisu (1:1) w Goczałkowicach.
Ostatni raz Piszczka
Piłkarze Skry jako ostatni mieli okazję spotkać się na boisku z Łukaszem Piszczkiem, który w tym tygodniu został trenerem GKS-u Tychy. – To zawsze fajna sprawa, wielkie i cenne doświadczenie zagrać przeciwko piłkarzowi, który wielokrotnie występował w reprezentacji czy w Lidze Mistrzów. Można się sporo nauczyć, bo mimo wieku, nadal ma w sobie to coś – przyznaje Sajdak, który ze Skrą miał okazję występować zarówno w 1., w 2., jak i teraz w 3. lidze. - To mój czwarty sezon w Skrze. Zawsze pozytywnie odbierałem ten klub. Przechodząc z ŁKS-u do Skry, która właśnie awansowała do 1. ligi, dano mi szansę, której w Łodzi pewnie bym nie dostał. Jestem wdzięczny za wyciągnięcie do mnie ręki. Jak widać, lubię tutaj wracać – mówi pomocnik, który w tym sezonie może pochwalić się sześcioma golami i trzema asystami.
Plaga kontuzji
Drużyna Słowianina w poprzedniej kolejce nie musiała wychodzić na boisko. Przeżywająca problemy finansowe Stal Jasień nie dotarła bowiem do Woliborza, czego konsekwencją był walkower. - Wolelibyśmy te punkty podnieść z boiska, bo drużyna byłaby pewnie lepiej zmotywowana na kolejny mecz - mówi Michał Mostowy, kierownik Słowianina.
Na zwycięstwo wywalczone na boisku czekają w Woliborzu od 13 września - 2:1 w Starowicach Dolnych. Beniaminek miał udaną pierwszą część rundy, ale potem złapał zadyszkę. - Liczyliśmy się, że to będzie duży przeskok, ale byliśmy na niego gotowi. Początek sezonu pokazał, że pasujemy do tej ligi. Na ostatnie wyniki wpływ miała plaga kontuzji kluczowych zawodników, można powiedzieć, że ucierpiał kręgosłup drużyny. W kilku meczach mieliśmy też sporo pecha, choćby z rezerwami Zagłębia Lubin, gdzie stworzyliśmy wiele sytuacji, ale je zmarnowaliśmy. Przeważnie przegrywaliśmy spotkania jedną bramką, nie odstając za bardzo od rywali, ale opatrzność była po ich stronie. Jedziemy do Częstochowy z myślą o zwycięstwie, a czy się uda po nie sięgnąć, to już życie pokaże – dodaje kierownik drużyny z Woliborza.
Mariusz Rajek
