Skazy i pokazy
Kiedy pisaliśmy te słowa, team Adriana Siemieńca awansu do play offu Ligi Konferencji pewny był na 99,5%, ale trudno było wyobrazić sobie, że białostoczan wiosną w Europie zabraknie.
Nie wszystko minionej jesieni udało się Adrianowi Siemieńcowi tak, jak by sobie tego życzył, ale powodów do braw nie zabrakło. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus
3. JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
Jesienią to oni – wbrew zadyszce w końcówce roku – grali najrówniej z całego polskiego pucharowego kwartetu. Na krajowych arenach, co podkreślało wielu ekspertów, w rekordowo krótkim czasie nauczyli się zdobywać punkty, grając może nie tyle „na pół gwizdka”, co na mniej więcej 60-70 procent jego „głośności”. Co więcej; nawet w takich meczach, oszczędnie dawkując fajerwerki, raczej nie zbierali medialnych i kibicowskich batów w stylu „zabijacie futbol”, co przydarzało się przecież konkurentom białostoczan. Gdyby nie dwie sportowe skazy na jesiennych boiskach, można by minioną rundę uznać wręcz za wzorcową.
Pierwsza skaza to Nieciecza. Aż trudno uwierzyć, że niemal 1/3 swego jesiennego dorobku ligowego beniaminek zdobył właśnie kosztem Dumy Podlasia, która w tych dwóch starciach ową dumę głęboko do kieszeni chowała... Druga wpadka – tak rozeźlonego Adriana Siemieńca jeszcze nie widziałem... - przydarzyła się Jadze w Katowicach. I o ile te niecieczańskie baty można przeboleć, odrabiając straty w 32 pozostałych kolejkach, o tyle rozstania z Pucharem Polski naprawić się nie da. Więc frustracja szkoleniowca jest w pełni zrozumiała...
Zgrzyty bywały i poza boiskiem. Czy naprawdę nie dało się wygrać walki z aurą i trzeba było ligowy mecz z katowiczanami odwoływać? Absolutnie zagadkowe – bo żadnych merytorycznych przyczyn nie podano - są też okoliczności usunięcia ze sztabu jednej z „jagiellońskich” ikon ostatniej półtorej dekady, Rafała Grzyba. Dwukrotna roszada w fotelu prezesa też nie sprawia wrażenia stabilizacji – ale to akurat (jak się wydaje) fałszywy wniosek, choć sam fakt wart jest odnotowania. Nie ma jednak wątpliwości, że – prawda iż głównie dzięki ludziom pokroju Jesusa Imaza, Tarasa Romanczuka, Afimico Pululu – boiskowa Jaga daje obserwatorom większe niż jakikolwiek inny ligowiec poczucie pewności stworzenia dobrego piłkarskiego pokazu oraz uniknięcia nudy i... wstydu.
Dariusz Leśnikowski
