Silniki rozgrzane przed startem

Dziś rusza Rajd Dakar. Będzie się działo!

Francuzi Herve i Maxime Guillaume podczas treningu ostatniego dnia grudnia na trasie przed starteem najbliższego rajdu w arabskim Yanbu. Fot. SIPA/PressFocus

Już za chwileczkę, już za momencik - 48. Rajd Dakar zacznie się kręcić! Ostatnie chwile przed sobotnim prologiem w Janbu w Arabii Saudyjskiej uczestnicy poświęcają na przegląd sprzętu, załatwienie końcowych formalności i relaks.

Tegoroczna edycja tej najtrudniejszej terenowej imprezy na świecie rozpocznie się i zakończy w portowym mieście nad Morzem Czerwonym. Uczestnicy pokonają blisko 8000 kilometrów, nim 17 stycznia osiągną metę.

Alkohol całkowicie zakazany

Większość zawodników dotarła do Janbu pod koniec grudnia i tu spędziła Sylwestra. Organizatorzy przygotowali z tej okazji małą uroczystość, zakończoną wypuszczeniem w powietrze setek balonów. Zabrakło jednak tradycyjnego szampana, bowiem w Arabii Saudyjskiej alkohol jest całkowicie zakazany.

Nie wszyscy świętowali. Przygotowująca się do startu w klasie samochodów rodzina Goczałów nie chciała tracić sił przed czekającymi ją następnego dnia testami Toyot. - Zadawaliśmy sobie pytanie, jak to, Nowy Rok bez zabawy sylwestrowej? Ale ja oddałbym każdą imprezę sylwestrową za szansę startu w Dakarze. Dlatego wcześniej poszliśmy spać – tłumaczył Eryk Goczał, który w 2023 roku został najmłodszym zwycięzcą w historii rajdu, triumfując w klasie lekkich pojazdów SSV. W zespole Energylandii jadą także jego bracia, Marek i Michał.

Obudzą się ci w namiotach

Janbu przywitało uczestników Dakaru upałem. W dzień temperatura dochodzi do 30 stopni, w nocy spada do około 15, jednak już za kilka dni warunki się diametralnie zmienią. Gdy rajdowa karawana wjedzie w głąb Półwyspu Arabskiego, nocą może ochłodzić się nawet do około zera stopni, co będzie stanowić pewien dyskomfort, zwłaszcza dla osób śpiących w namiotach.

Większość zawodników nocuje jednak w ogrzewanych kamperach, ale i dla nich niskie temperatury mogą być uciążliwe, przede wszystkim podczas porannych dojazdów na start odcinków specjalnych. Niektórzy wolą, jak jest ciepło, inni preferują chłodniejszą pogodę, ale wszyscy zgodnie przyznają, że „najlepiej, jak jest pośrodku”.

- Tak, jest tu gorąco. Jak założysz tę całą odzież, kask i jeszcze nie jedziesz, to faktycznie człowiek ma lekko dosyć, bo jest cały mokry i „ugotowany”. Ale jest ten moment, kiedy się odpala jednostkę, ruszasz i upał przestaje być odczuwalny i człowiek się na tym nie skupia – podkreślił Tomasz Staniszewski, który ze Stanisławem Postawką kolejny raz wystartuje w kategorii Classic, przeznaczonej dla pojazdów z poprzedniej dakarowej epoki. W ubiegłym roku byli objawieniem rajdu, zajmując 4. miejsce. Ich Porsche 924 ma ogrzewanie kabiny, ale klimatyzacji nie posiada. Dlatego załoga wprowadziła pewne modyfikacje. - Zrobiliśmy w dachu dwa dodatkowe wloty powietrza. One mają 5 centymetrów średnicy, więc to sytuacji drastycznie nie zmienia, ale świeżego powietrza trochę wlatuje – uściślił Staniszewski.

Konrad Dąbrowski, mimo młodego wieku, już po raz piąty weźmie udział w rozpoczynającym się w sobotę Rajdzie Dakar. – Mój debiut to była walka o przetrwanie, a teraz naprawdę jestem gotowy się ścigać – podkreślił 24-letni motocyklista. Z roku na rok zawodnik Duust Rally Teamu spisuje się coraz lepiej. W poprzedniej edycji był 7. w klasie Rally 2 i 16. w klasyfikacji łącznej, z uwzględnieniem motocyklistów zespołów fabrycznych. Teraz chce się poprawić. - Taki jest cel. To nie są już moje pierwsze Dakary, gdy liczyło się przede wszystkim dotarcie do mety. Teraz stawiam na wynik, chcę być wyżej niż poprzednio. Wiem, że stać mnie na podium w Rally 2 i może zahaczanie na etapach o dziesiątkę w „generalce” – przyznał. Zapewnił, że do rywalizacji w najtrudniejszej terenowej imprezie świata jest przygotowany optymalnie, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym.

Pełne skupienie

Organizatorzy postarali się, aby uczestnicy Dakaru nie nudzili się w oczekiwaniu na sobotni prolog. Na biwaku w Janbu przygotowali miniboisko do piłki nożnej, salon gier, stół pingpongowy; zorganizowali też pokazy miejscowego folkloru. Te atrakcje cieszą się jednak umiarkowanym zainteresowaniem. Większość zawodników woli w spokoju i skupieniu spędzić ostatnie chwile przed startem w tym kultowym rajdzie, być może najważniejszym w ich życiu.

Kryspin Dworak (PAP) z Janbu

CZY WIESZ, ŻE... 

Tegoroczna edycja rozpocznie się 3 stycznia w Janbu. Po dwóch dniach rywalizacji wokół tego miasta kierowcy wyruszą do Al-Uli, później zaplanowano biwaki w Hail, Rijadzie, Wadi ad-Dawasir, Biszy i Al Henakiyah. Do Janbu powrócą 16 stycznia, a dzień później w tym portowym mieście zakończą rajd. W sumie przewidziano prolog i 13 etapów, w tym dwa maratońskie, bez możliwości korzystania z pomocy serwisowej na zaimprowizowanych biwakach. Łączna długość trasy to niemal 8000 kilometrów.

_______________________

Mocna grupa polska

Wśród uczestników jest tym razem aż 29 Polaków, którzy pod względem liczebności są szóstą dakarową nacją. Marek, Michał i Eryk Goczałowie niezmiennie powtarzają, że ich celem jest rodzinne podium, chociaż w „królewskiej” klasie samochodów Ultimate wydaje się to mrzonką. – To prawda, poprzeczkę zawiesiliśmy sobie bardzo wysoko – przyznaje Marek. Deklaracje kierowców Energylandia Rally Teamu można traktować z przymrużeniem oka, ale do czasu, aż nie pozna się ich profesjonalnego podejścia do startu w tej najtrudniejszej terenowej imprezie na świecie. Wprawdzie powtarzają, że są w tym sporcie amatorami, jednak fakty mówią co innego. - Przygotowania do startu Toyotami zaczęliśmy w listopadzie 2024 roku. W sumie teraz mamy pięć samochodów. Dwa stare zostały w Polsce i są przeznaczone do testów rozwiązań technicznych na kolejny Dakar – mówi Marek, brat Michała i ojciec Eryka. - Tutaj jedno auto mamy całkiem nowe. Drugie ma 800 kilometrów, bo już nie było nowego. Dostaliśmy jedną sztukę, a drugą mogliśmy wziąć używaną. A trzeci samochód, Michała, jest u nas w garażu odbudowany w 100 procentach na nowych częściach – zaznacza właściciel parku rozrywki Energylandia. Jego syn przyznaje, że nie wie, czy te samochody okażą się konkurencyjne wobec pojazdów rywali. - My w nie włożyliśmy swoją wiedzę z poprzednich klas. No i próbujemy jakoś to przełożyć na te samochody. A teamy fabryczne dysponują wielkimi budżetami. Oni wiedzą dużo więcej, bo biorą też udział w innych dziedzinach motosportu, jak choćby Ford. Mówimy o ludziach, którzy mają wiedzę z WRC i to wszystko przenoszą na projekt Dakaru. My tak naprawdę nie wiemy, czy w tej specyfikacji nasz samochód jest konkurencyjny. To się okaże dopiero po pierwszym dniu – podkreśla Eryk.

Rodzina Goczałów startuje w Dakarze od 2022 roku, początkowo w dwuosobowym składzie, bowiem Eryk nie miał jeszcze prawa jazdy. Gdy je zrobił, od razu stał się objawieniem rajdu w 2023 roku. Okazał się najlepszy w klasie lekkich pojazdów SSV, zostając najmłodszym zwycięzcą w historii (Marek był wówczas trzeci). O tym wyczynie przypominają organizatorzy Dakaru, prezentując jego wizerunek w towarzystwie takich legend, jak 14-krotny triumfator Stephane Peterhansel, czy zwycięzca 50 etapów Ari Vatanen. Najmłodszy z „klanu Goczałów” podchodzi do tego z dystansem. - Do legendy Dakaru mi daleko, ale może kiedyś…? - mówi z uśmiechem. - Na pewno jest to jednak powód do dumy, bo wygraliśmy Dakar, zrobiliśmy to za pierwszą próbą, co bardzo dużo nas kosztowało, jeśli chodzi o przygotowanie i poświęcenie temu rajdowi - dodaje i zapewnia, że swojego życia nie poświęci sportowi rajdowemu. - To jest coś, co traktuję jako pasję, przyjemność. Zawodowym kierowcą rajdowym na pewno nie będę - akcentuje.

W 2024 roku Goczałowie startowali w wyższej klasie challenger i Eryk był bliski powtórzenia sukcesu. Na półmetku prowadził z dużą przewagą, ale wówczas on i Michał zostali zdyskwalifikowani za niezgodne z regulaminem elementy sprzęgła. W 2025 roku Energylandia wycofała się ze startu. - My nigdy na Dakar się nie obraziliśmy. Był za to duży żal, bo Eryk szedł na kolejne zwycięstwo, miał prawie godzinę przewagi. Uważam, że to było niesprawiedliwe, bo ten zakwestionowany kompozytowy element sprzęgła nie dawał nam żadnej przewagi szybkości. OK, może popełniliśmy jakiś błąd, ale powinniśmy dostać karę czasową, finansową, a nie dyskwalifikację. Nie słyszałem wcześniej o takim przypadku – wspomina tamte wydarzenia Marek. - No i wtedy zespół się trochę rozleciał. Nikt nie chciał brać już w tym udziału. Wszyscy byliśmy rozgoryczeni, ale wiadomo, czas leczy rany… - dodaje na koniec Michał Goczał.

Eryk Goczał (z prawej) i Hiszpan Mena Oriol z Energylandia Rally Team podczas świetnego startu w 2024 roku, który nie zakończył się jednak happy endem. Fot. SIPA/ PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się