Siedem „tak” przed Bośnią
W Zenicy gramy o podtrzymanie szansy na powrót do elity Ligi Narodów. Po piątkowym zdemolowaniu Rumunów powiało optymizmem!
Przemysław Frankowski jest w wysokiej formie, co pokazał w meczu z Rumunią. Fot. Mateusz Porzucek/ Press Focus
REPREZENTACJA
Już było wielu, którzy chcieli cięcia, zaczynania wszystkiego z nowym trenerem i piłkarzami (tylko jakimi?). Na szczęście Jan Urban ze swoją ekipą zamknęli krytykom usta. Oby podobnie było w poniedziałek po rewanżu z Bośniakami. Stać nas na to, żeby nie tylko nie przegrać na ich terenie, ale pokusić się nawet o komplet punktów i to pomimo nieobecności wykartkowanego Roberta Lewandowskiego! Jest wiele przesłanek świadczących na naszą korzyść.
1. Tak dla gry z niewygodnym przeciwnikiem
W sporcie, jak w życiu, potrzeba często przełamania, żeby było lepiej, żeby wszystko toczyło się, jak chcemy. Dla nas takim punktem zwrotnym powinno być to, co wydarzyło się w starciu z Rumunią, przypomnijmy, rywalem dla nas bardzo niewdzięcznym, niewygodnym, z którym przez dziesięciolecia nie potrafiliśmy wygrać. Na 37 dotychczasowych gier mamy zaledwie osiem wygranych, a połowa z nich to ostatnie cztery bezpośrednie mecze! Wygrać 6:0 z Rumunią, nawet grającą przez ponad godzinę w osłabieniu, to i tak sztuka. Przy okazji pobiliśmy rekord, bo tak wysoko z Tricolorii jeszcze nie wygraliśmy.
2. Tak dla bilansu z Bośnią
Jeżeli jesteśmy przy statystykach, to nie można zapomnieć o bilansie naszej wzajemnej rywalizacji z Bośnią i Hercegowiną. Nie jest ona długa, jak niedługą historię ma to młode państwo powstałe w wyniku wojny w latach 90. Z Bośniakami mierzyliśmy się dotychczas sześć razy. Cztery razy wygrywaliśmy, a dwa spotkania kończyły się remisami. Pokonaliśmy ich w drugiej edycji Ligi Narodów i to na ich terenie 2:1 (o tym więcej na stronie 4). Oby podobnie było i teraz.
3. Tak dla ofensywy
Mecz z Rumunią, druga połowa starcia z Bośniakami na Narodowym i 20–25 minut pierwszej połowy ze Szwedami w Sztokholmie pokazały, że Biało-czerwoni mają potencjał w ofensywie. Trzeba go, po pierwsze, uruchomić, a po drugie – musimy go utrzymywać dłużej niż tylko przez jakiś fragment. Są mocne skrzydła, są piłkarze, którzy potrafią wygrać pojedynek 1 na 1 czy dobrze dograć, co pokazywał w piątek Nicola Zalewski. Na prawej pomocy świetnie odnajduje się Sebastian Szymański, który przecież znakomitym zagraniem uruchomił Roberta Lewandowskiego, dzięki czemu był karny i czerwona kartka dla Radu Dragusina. Swoje z przodu dokładali też oczywiście inni.
4. Tak dla czwórki obrońców
Po bezbramkowym remisie z Bośnią i porażce 1:3 ze Szwecją przed tygodniem na selekcjonerze Janie Urbanie wieszano psy. U nas, w „Sporcie”, krytyka była, owszem, ale konstruktywna. W rozmowach z byłymi świetnymi reprezentantami, ligowcami, jak Jacek Bąk, Janusz Nawrocki, Ryszard Komornicki czy Henryk Wawrowski rzucało się jedno – mówili zgodnie, że kadra, przy takiej liczbie traconych bramek, powinna grać w klasycznym ustawieniu na „czwórkę” w tyłach. Tak selekcjoner Urban zrobił przed meczem o wszystko z Rumunią i w stu procentach zdało to egzamin! Oby teraz nie było eksperymentowania. Zostańmy przy tym, co wychodzi.
5. Tak dla Frankowskiego
Prawoskrzydłowy na lewej obronie? To możliwe w polskiej reprezentacji, gdzie od lat nie ma gracza dobrego formatu na tę pozycję. Powołany teraz Tymoteusz Puchacz jest dobry z przodu, ale w tyłach niekoniecznie. Tymczasem Przemysław Frankowski okazał się cichym bohaterem spotkania z Rumunią. Już w pierwszym meczu z Bośnią na tej pozycji pokazał się z dobrej strony (wszedł w II połowie), blokując hasającego na skrzydle Esmira Bajraktarevicia. Z Rumunią był pewny w tyłach, a swoje dokładał i w ofensywie. Bramka na 3:0 to przecież praktycznie jego trafienie (wpisane jako samobój byłego zawodnika Cracovii Virgila Ghity).
6. Tak dla nowych twarzy
Choć w grze prawdy, jakim było starcie z Rumunią, selekcjoner postawił na sprawdzoną gwardię, to miejsce dla wygranego wrześniowo-październikowego zgrupowania też oczywiście było. Mowa o Wiktorze Nowaku, który do składu wskoczył w drugiej połowie pierwszego meczu z Bośniakami i już pozycji nie oddaje, grając jak rutyniarz, a nie piłkarz, który dopiero co stawia pierwsze kroki w biało-czerwonych barwach. U trenera Urbana jest tak, że jeśli przekona się go dobrą grą, to potem można liczyć na szansę. To okazja przed zastępem kolejnych nowych, młodych graczy, których w kadrze nie brakuje (Pietuszewski, Reguła, Mońka).
7. Tak dla zastępcy „Lewego”
Nie będzie w Zenicy pauzującego za kartki Roberta Lewandowskiego, ale będą inni. Pech jednego jest szansą dla drugiego. Mateusz Żukowski pokazał przed tygodniem na Strawberry Arena w Solnej, że potrafi się odnaleźć w międzynarodowym towarzystwie. Szansę dostanie i teraz. Jeśli się pokazać, to w rywalizacji o stawkę, a taką bez dwóch zdań jest gra z Bośniakami, z którymi rywalizujemy o miejsce w rywalizacji o Dywizję A. Stać nas na to, żeby z nimi wygrać, podobnie jak to uczyniła kadra pod okiem Jerzego Brzęczka we wrześniu 2020 roku.
Michał Zichlarz
