Siedem „naj” na 70-lecie legendy
W sobotę uroczystości związane z 70-leciem Stadionu Śląskiego, w tym mecz legend Polska – Anglia. „Kocioł Czarownic” znowu ożyje! A my zapraszamy w podróż przez dekady.
Stadion Śląski świętuje 70. urodziny. W sobotę mecz legend Polski i Anglii. Fot. Pressfocus
Anglia ma Wembley, Włosi San Siro, Hiszpanie Estadio Santiago Bernabeu i Nou Camp, a my mamy Stadion Śląski. Na żadnym innym obiekcie sportowym nad Wisłą i Odrą nie odbyło się tyle ważnych imprez, miliony kibiców nie przeżywało tak wielkich emocji, jak na chorzowskim stadionie położonym w Parku Śląskim. Świętuje właśnie 70-lecie. Urodziny w sobotę przy okazji legendarnego meczu wielkich piłkarskich gwiazd Polski i Anglii z przeszłości.
My przypominamy siedem NAJ na siedem dekad Mekki nie tylko polskiego sportu. Nasz dziennik od początku związany jest ze Stadionem Śląskim. I niech tak jest na kolejnych siedem dekad!
1. Murarze z Wiednia i rekord na trybunach
Spotkanie Górnika Zabrze z Austrią Wiedeń rozegrane 18 września 1963 roku przeszło do historii polskiego futbolu. Nie było porywającym widowiskiem; wręcz przeciwnie. Było ledwie spotkaniem pierwszej rundy Pucharu Europy Mistrzów Krajowych, ale na stałe zapisało się w annałach naszego sportu. Dlaczego? Bo na trybunach zasiadło 120 tys. kibiców! To rekord w historii naszego futbolu.
- I to rekord chyba nie do pobicia, bo takich stadionów już nie ma. Nawet Maracana zeszła z 200 tysięcy na dużo mniejszą pojemność. To było coś niesamowitego widzieć tyle kibiców na stadionie! Człowiek siedział przy człowieku – mówi nam Stanisław Oślizlo.
Górnik tamten mecz wygrał 1:0 po trafieniu w II połowie Romana Lentnera. Goście zabetonowali wtedy swoją bramkę. W rewanżu u siebie wygrali, a zgodnie z regulaminem potrzebne było trzecie starcie. - Kierownictwo Austrii zaproponowało mecz na „neutralnym terenie” na Praterze w Wiedniu, a nasze oczywiście zgodziło się na takie rozwiązanie, skuszone niezłą jak na tamte czasy premią finansową (śmiech). No i klepnęliśmy tych Austriaków, graliśmy dalej – wspomina z uśmiechem wieloletni kapitan Zabrzan, którego piłkarskie życie związane jest na dobre i złe ze Śląskim!
Mecz Górnika z Austrią zgromadził na trybunach Śląskiego 120 tys. widzów! To rekord frekwencji na piłkarskim meczu w Polsce.
2. Zachwiali potęgą Albionu
Starcie Polska – Anglia z 1973 roku. Jeden z najważniejszych meczów w historii polskiej piłki. To do tego spotkania nawiązują 70 urodziny Stadionu Śląskiego. 6 czerwca 1973 rywalem złotych medalistów olimpijskich z Monachium'72 był mistrz świata z 1966 i zdecydowany faworyt w grupie V eliminacji do dziesiątych mistrzostw świata w Niemczech Zachodnich, czyli Anglia, prowadzona przez Alfa Ramseya. My byliśmy po marcowej porażce z Walią w Cardiff. Z czołową wtedy reprezentacją świata graliśmy o być albo nie być i zwyciężyliśmy przed 90-tysięczną widownią 2:0 po świetnym spotkaniu! Na początku meczu trafił Robert Gadocha, choć do dziś nie wiadomo, czy to on, czy jednak Jan Banaś skierował piłkę do siatki. Na początku drugiej połowy Włodzimierz Lubański odebrał piłkę słynnemu Bobby'emu Moore'owi, pognał na bramkę i pokonał 23-letniego wtedy Petera Shiltona, który w sobotę ma być ponownie w Chorzowie.
Selekcjoner Kazimierz Górski mocno wtedy zaryzykował. W obronie postawił na debiutanta Krzysztofa Rześnego i na grającego ledwie trzeci mecz w narodowych barwach Mirosława Bulzackiego. – To dowód, że trzeba i warto eksperymentować – komentował po meczu w „Sporcie”.
Paskudnej kontuzji w tamtym spotkaniu - zerwania więzadła krzyżowego - doznał nasz kapitan i as, Włodek Lubański i nie grał potem przez ponad 2 lata! Jak na ironię nasza gazeta drukowała wtedy w odcinkach w „Biblioteczce Sportu” opowiadanie o piłkarzu pt. „Diabeł wcielony” autorstwa Lecha Drapińskiego i Bernarda Gryszczyka. Odcinek który pojawił się w dzień po meczu, też tyczył starcia z Anglikami, tyle że klubowego - z Manchesterem United na Śląskim w 1968 roku…
W czerwcu 1973 roku Biało-czerwoni po znakomitym spotkaniu pokonali w Chorzowie Anglię 2:0.
3. 130 tysięcy i „Sto lat” dla Szczakiela
Nie tylko piłka, ale też inne dyscypliny sportowe, a szczególnie żużel, rozgrzewały widownię w pierwszych dziesiątkach lat istnienia Stadionu Śląskiego. W 1970 roku Indywidualne Mistrzostwa Świata - jedne zawody, nie tak jak teraz cykl Grand Prix - rozegrano po raz pierwszy w Polsce, we Wrocławiu, gdzie triumfował jeden z najlepszych zawodników w historii czarnego sportu, niesamowity Nowozelandczyk Ivan Mauger. W niedzielę, 2 września 1973 roku, na Stadionie Śląskim też był głównym faworytem, bronił zresztą tytułu sprzed roku. Tymczasem został zaskoczony. Na trybunach 130 tys. kibiców, absolutny kibicowski rekord w historii polskiego sportu! Doping ogłuszający i znakomita jazda Polaków: 24-letniego żużlowca Kolejarza Opole, Jerzego Szczakiela i o cztery lata młodszego Zenona Plecha ze Stali Gorzów. Temu pierwszemu nie bardzo szło na treningu, zastanawiano się nawet, czy nie zastąpić go nazajutrz innym żużlowcem! Tak się nie stało, a przyszły mistrz świata dwukrotnie pokonał w bezpośredniej walce starego czempiona z Antypodów i został pierwszym polskim mistrzem świata w speedwayu. Mauger był drugi, a rewelacyjny Plech - trzeci.
To był świetny dzień polskiego sportu, bo kolarskim mistrzem świata (amatorów) został Ryszard Szurkowski, a Stanisław Szozda w Barcelonie był drugi. Nic dziwnego, że nazajutrz, w poniedziałek 3 września 1973 roku „Sport” pisał na pierwszej stronie o „blasku dubeltowego złota”. Gazeta kosztowała wtedy złotówkę.
Sto lat dla Jerzego Szczakiela za pierwsze indywidualne mistrzostwo świata Polaka w speedwayu. Śpiewało 130 tys. kibiców.
4. Najlepszy mecz kadry Górskiego. Oranje na kolanach!
Połowa lat 70. to apogeum siły polskiego reprezentacyjnego futbolu. Za drużyną prowadzoną przez Kazimierza Górskiego był już złoty medal olimpijski, srebro za mistrzostwa świata 1974 (trzecie miejsce wyceniono na taki właśnie kruszec, wicemistrz nagrodzony został pozłacanymi krążkami) i wiele znakomitych i zwycięskich spotkań. Brakowało jeszcze sukcesu w mistrzostwach Europy, tyle że w finałowej rozgrywce były w tamtym czasie ledwie cztery reprezentacje! Mogliśmy jednak pojechać na turniej do Jugosławii w 1976 roku...
W eliminacyjnej grze, w środę 10 września 1975, zmierzyliśmy się z ówczesnym wicemistrzem świata, Holandią, mająca w składzie wybitnych graczy, z niesamowitym Johanem Cruyffem na czele. Tymczasem Biało-czerwoni przeszli samych siebie. Zagrali znakomite spotkanie, rozbijając Holendrów aż 4:1! Dwie bramki zdobył Andrzej Szarmach, po jednej - inni nasi znakomici napastnicy: Grzegorz Lato i Robert Gadocha. „Mistrzowski koncert Biało-Czerwonych” - pisał „Sport” nazajutrz, dodając w komentarzu. „Wielkie emocje, niepowtarzalna atmosfera, kapitalna publiczność Stadionu Śląskiego, a przede wszystkim wyśmienita gra piłkarskich reprezentacji Polski i Holandii złożyły się na niezapomniane, urzekające widowisko, w którym biało-czerwoni wygrywając 4:1 udowodnili swoją wyższość nad wicemistrzami świata w sposób bezdyskusyjny”.
– Dziękuję wszystkim – mówił po spotkaniu rozradowany trener Górski. Przez wielu ekspertów ten mecz uznawany jest za najlepszy za kadencji Kazimierza Górskiego. Na trybunach było 85 tysięcy kibiców. W „Sporcie” meczową relację pisał Grzegorz Stański (potem na trzech mundialach - w 1982, 1996 i 1990).
Najlepszy mecz kadry Górskiego? Ogranie wicemistrzów świata Holendrów na Śląskim we wrześniu 1975 aż 4:1!
5. Drugi krok do Hiszpanii
Początek lat 80. to w polskim futbolu, jak i w polityce, z jednej strony czas nadziei, ale też turbulencji. W listopadzie i grudniu 1980 słynna „Afera na Okęciu”. Z pracą żegna się trener Ryszard Kulesza, zastępuje go młody i ambitny Chorzowianin Antoni Piechniczek. Nie ma w kadrze zawieszonych Zbigniewa Bońka i Józefa Młynarczyka, a przed nami mecz z NRD. Rywalem nieprzyjemnym i nieobliczalnym – trzy wcześniejsze mecze, łącznie z finałem olimpijskim 1976, to dwie wygrane wschodnich Niemców i remis. „Trzeba wygrać – ale jak?” - pyta w przededniu spotkania planowanego na sobotę 2 maja 1981 „Sport”. To było w czasie karnawału „Solidarności”, po 1-majowym „święcie”. Na trybunach Stadionu Śląskiego 80 tysięcy fanów. Jak zwykle świetna atmosfera.
Trener Piechniczek postawił na rutyniarzy: Tomaszewskiego, Latę, Szarmacha, ale dał też szansę debiutantom - Jałosze w obronie i w pomocy Buncolowi (druga gra w kadrze). I to właśnie ten drugi okazał się bohaterem. Mierzący 174 cm wzrostu piłkarz na początku II połowy trafił głową po dośrodkowaniu z rożnego w wykonaniu Włodzimierza Smolarka i przedłużeniu piłki przez Grzegorza Latę. Mierzący prawie 190 cm wzrostu Hans-Ulrich Grapenthin musiał wyciągać futbolówkę z siatki. Wygrana 1:0 i - jak pisał „Sport” w poniedziałek 4 maja 1981 w meczowej relacji - „drugi krok do Hiszpanii”, po zwycięstwie wcześniej z Maltą na wyjeździe. Rok później Buncol i spółka powtórzyli sukces kadry Górskiego i też cieszyli się z trzeciego miejsca na świecie. Ech, co to były za czasy!
NRD w pokonanym polu w 1981 roku. Ważny krok w awansie na mundial w Hiszpanii.
6. Mamy Katar!
Biało-czerwoni kilka razy wywalczyli bezpośredni awans do finałów mistrzostw świata na Stadionie Śląskim. Tak było po remisie z Portugalią w październiku 1977 roku; we wrześniu 1985 po podziale punktów w spotkaniu z Belgią; wreszcie po wygranej z Norwegią 3:0 prawie dokładnie ćwierć wieku temu, 1 września 2001. Czwarty awans na Śląskim został wywalczony cztery lata wstecz. Najpierw w barażu mieliśmy grać z Rosją na wyjeździe, ale z powodu wybuchu wojny na Ukrainie do finału trafiliśmy bez gry. W nim przyszło się zmierzyć pod koniec marca 2022 ze Szwecją. W Warszawie nie można było grać, więc mecz odbył się w Chorzowie. 54 tysiące kibiców na trybunach (komplet, bo Kocioł Czarownic był już po kapitalnym remoncie), świetna atmosfera, niemilknący ani na chwilę doping – w przeciwieństwie do Stadionu Narodowego w stolicy - no i dwie bramki po przerwie. Do siatki Skandynawów trafiali Robert Lewandowski i Piotr Zieliński. Piłkarze, z grającym z urazem w tym spotkaniu Kamilem Glikiem podkreślali, jak mocno pomogło im wsparcie z trybun i niesamowita atmosfera. – Stadion Śląski znowu okazał się dla nas szczęśliwy – mówił po meczu Glik.
Na Stadionie Śląskim Biało-czerwoni wywalczyli cztery bezpośrednie awanse do finałów MŚ. Ostatni w marcu 2022.
7. Kocioł rekordów
Od czerwca 1972 roku, do początku przebudowy obiektu, co działo się od nieszczęsnego meczu w eliminacjach MŚ w 2009 roku ze Słowacją (porażka 0:1, 5 tysięcy ludzi na trybunach i padający śnieg), murawę na Śląskim okalał żużlowy tor. Po przebudowie i oddaniu stadionu do ponownego użytku w 2018, jest w jego miejscu lekkoatletyczna bieżnia. Za dwa lata odbędą się w Chorzowie lekkoatletyczne mistrzostwa Europy, to będzie pierwsza tej rangi impreza w Polsce.
Od czterech lat na Śląskim odbywają się zawody z cyklu Diamentowa Liga. Wszystko połączone jest z Silesia Memoriałem Kamili Skolimowskiej, organizowanym w Chorzowie od 2018 roku. Pierwsza edycja osiem lat temu zgromadziła 41 200 osób i była to druga największa liczba kibiców lekkiej atletyki na stadionie w Polsce od czasów legendarnego meczu Polska - USA w 1958 roku. Zawody Diamentowej Ligi, gdzie walczy się o pieniądze, prestiż i rekordy, mają najlepszą obsadę, a świetna atmosfera na Śląskim sprzyja biciu rekordów. Dwa lata temu niesamowity Armand Duplantis skoczył o tyczce 6,26 m., ustanawiając nowy rekord świata. Tegoroczny Silesia Memoriał Kamili Skolimowskiej zgromadził na trybunach 38 tysięcy widzów i też sypnęło świetnymi wynikami, w tym rekordem Polski Klaudii Kazimierskiej na 1500 metrów. Kolejne zawody już za rok!
Michał Zichlarz
„Kocioł rekordów”, czyli Śląski i niesamowita lekkoatletyczna Diamentowa Liga, a w czerwcu 2028 - mistrzostwa Europy w LA.
Ci, co widzieli, nie mają wątpliwości: najlepszy mecz w dziejach Biało-czerwonych! Grzegorz Lato na Stadionie Śląskim demoluje obronę ówczesnych wicemistrzów świata, Holendrów! Fot. Jerzy Bydliński / archiwum „Sportu”
