Sezon pełen zwrotów
Za nami faza zasadnicza w kobiecej ekstraklasie – wyjątkowo nietypowa, która wywróciła przedsezonowe prognozy do góry nogami.
Matea Tadić, Catherine Reese, Sydney Taylor. Tego tercetu Zagłębiu zazdroszczą inne kluby. Fot. PressFocus
Głównym zaskoczeniem jest pozycja aktualnego mistrza kraju. VBW Gdynia wydawało się jednym z głównych faworytów do złotych medali, w tym celu zakontraktowano uznanego trenera z Łotwy (Martins Zibarts miał też pomóc osiągnąć dobre wyniki w Eurolidze), zmontowano całkiem niezły skład. Tymczasem wszystko błyskawicznie się posypało, klub dosięgły ogromne kłopoty organizacyjno-finansowe.
Powtarzał się scenariusz sprzed roku, gdy Polkowice rozsypały się w trakcie sezonu. Z Gdyni także odeszła większość zawodniczek, bez pojedynczej wygranej zakończono sezon w europejskich pucharach, a w lidze z trudem udało się obronić miejsce w ligowej ósemce. – Tym, którzy porównują nas do Polkowic, pragnę zapewnić, że nie mamy tak szalonych kontraktów. U nas to tak nie wygląda. Priorytetem było dla mnie, aby ten zespół po prostu dograł sezon do końca – komentował sytuację Bogusław Witkowski, wieloletni sternik klubu.
Zaskoczeniem jest też postawa drużyny z Poznania. Enea AZS Politechnika przed sezonem pożegnała swoją wieloletnią kapitan Agnieszkę Skobel. Reprezentantka Polski zakończyła zawodniczą karierę. Tuż przed startem sezonu bardzo poważnej kontuzji doznała liderka ekipy Litwinka Laura Miškiniene, która zerwała więzadło krzyżowe. Wydawało się, że po tej stracie drużyna się nie pozbiera. Tymczasem trener Wojciech Szawarski zmontował bardzo solidny zespół, który był bardzo pozytywnym zaskoczeniem w lidze. Akademiczki sezon zasadniczy skończyły na czwartym miejscu, niespodziewanie wyprzedzając Zagłębie. – Pracowałyśmy na to bardzo ciężko. Mimo wzlotów i upadków, podjęłyśmy wyzwanie jako jedność. Jesteśmy podekscytowane play offem, choć długa przerwa między meczami wymusza na nas utrzymanie maksymalnej koncentracji – podkreśla rozgrywająca Brittany Brown.
Bardzo nietypowy sezon zanotowało Zagłębie. Sosnowiczanki miały najpierw nieudaną pierwszą rundę, zaliczyły serię porażek, kilka razy rozczarowały w meczach we własnej hali. Gdy wydawało się, że to stracony sezon, nieoczekiwanie nastąpił zwrot akcji - Zagłębie pokonało liderki z Gorzowa, stłamsiło zespół z Wrocławia, kończąc sezon zasadniczy niesamowitą serią siedmiu kolejnych wygranych. Zagraniczny tercet w składzie Sydney Taylor (najlepsza snajperka ligi), Catherine Reese (średnie na poziomie 19.5 punktu oraz 10.6 zbiórki) oraz Matea Tadić (specjalistka od podań) to chyba najlepszy zaciąg w historii klubu. Sosnowiczanki najwyraźniej nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.
Kibiców rozpalał też wyścig do fotela lidera. Ostatecznie jedynka przed play offem padła łupem zespołu z Gorzowa, który o dwa punkty wyprzedził AZS UMCS Lublin oraz o trzy wrocławską Ślęzę. Gorzowianki w pierwszej rundzie zagrają z VBW Gdynia. – Mistrz zmierzy się z wicemistrzem. To absolutny szlagier. Spotkają się drużyny o wielkich ambicjach. Nie będzie łatwo, ale zrobimy wszystko, by awansować dalej – zapowiada trener ekipy z Gorzowa Dariusz Maciejewski.
Jedna drużyna mocno odstawała. To Isands Wichoś Jelenia Góra, który przegrał wszystkie 22 mecze, niektóre wręcz w koszmarnych rozmiarach. Klub z Sudetów skład zmontował wyłącznie z krajowych zawodniczek, większość z tych dziewczyn w ubiegłym roku zdobywała awans z pierwszej ligi. Przeskok był dla nich ogromny. – Jestem dumny z moich dziewczyn. Samo dotrzymywanie kroku doświadczonym rywalkom w wielu fragmentach meczu to dla nas duża sprawa. W przyszłym sezonie planujemy wzmocnienia zagraniczne, by wyrównać potencjał – podsumował trener Rafał Sroka.
(pp)
