Sesja ze srebrami rodowymi

Pożegnanie Pepa Guardioli z piłką nożną w Anglii nie jest jeszcze potwierdzone na sto procent. Gdyby jednak doszło do skutku, Hiszpan odchodzić będzie z dubletem: jego zespół wcześniej sięgnął po „Carabao Cup”, zaś w miniony weekend – po Puchar Anglii.

Pep Guardiola lubi srebro w takiej postaci Fot. PAP/EPA

 Kazimierz Mochlinski z Londynu

Oba te triumfy zanotował, bijąc w finale londyńskie kluby: Arsenal i Chelsea. Co więcej – uczynił to w londyńskiej świątyni futbolu, czyli na Wembley.

Do wygranej tym razem wystarczyło tylko jedno trafienie, autorstwa Antoine Semenyo. Ale za to jakie: obserwatorzy, komentatorzy i eksperci jednomyślnie uznali je za jedno z najpiękniejszych, jakie oglądano w 145 finałach najstarszej futbolowej rywalizacji świata, której początki sięgają roku 1872. Bramka zdobyta przez Ghańczyka piętą, w odruchu jakby tanecznym, w stylu baletowym niemalże okazała się tak naprawdę jedynym jaśniejszym punktem, błyskiem geniuszu w meczu raczej ponurym i – poza tą sytuacją – zupełnie pozbawionym choćby szczypty piłkarskiego natchnienia.

Semenyo najważniejszą być może w życiu bramkę zdobył ledwie 127 dni po dołączeniu do „Obywateli” w wyniku transferu z Bournemouth, wartego 62,5 miliona funtów. Mnóstwo pieniędzy, ale też – jak widać – warto było; po status gwiazdy sięgnął już w obu klubach, a w tym z Manchesteru ma udział w obu wspomnianych pucharowych triumfach, wywalczonych w ledwie kwartał.

Wembley nie lubi Haalanda

Ironią losu jest to, że kupiony był przez Manchester City głównie po to, by podaniami ze skrzydła obsługiwać najlepszego snajpera na Wyspach, Erlinga Haalanda. Tymczasem w finałowym boju na Wembley to Norweg zbiegł do boku, aby partnerowi stworzyć pozycję strzelecką. I nie był to przypadek: Haaland doskonale wie, że nie dane mu jest zdobywać gole na słynnym londyńskim obiekcie. Był to jego dziewiąty występ na Wembley; przez 691 minut przebywania na jego murawie nie zdołał jeszcze ani razu „podziurawić” siatki. Co prawda w 27. minucie sobotniego finału piłka w tejże siatce po jego kopnięciu zatrzepotała, ale radość płowowłosego Skandynawa okazała się przedwczesna: niemal natychmiast skasowali ją sędziowie z powodu pozycji spalonej strzelca. Tym samym Wembley pozostaje jedynym stadionem, na którym Haaland pojawiał się już kilkakrotnie, a który do tej pory nie stał się kolejną pinezką wpiętą w mapę snajperskich łupów.

Co więcej; Haaland nie zdobył do tej pory gola dla Manchesteru City w jakimkolwiek finale, w którym przyszło mu grać - na Wembley i gdziekolwiek indziej! A przecież za jego „kadencji” błękitni finałów różnej wagi rozegrali już całe mnóstwo, łącznie z triumfem w Lidze Mistrzów w 2023!

Przez dekadę na trenerskiej ławce City Pep Guardiola zdążył zagrać w półfinale lub finale na Wembley aż 24 razy. Na pomeczowej konferencji wyznał, że dla niego to... większy wyczyn niż 20 trofeów, po jakie sięgnął z zespołem! Choć – jako się rzekło – właśnie dorzucił do tej listy 20. Puchar Anglii i drugi pucharowy dublet. Poprzednio udało mu się to w 2019; wtedy jednak dołożył do tych zwycięstw jeszcze mistrzostwo kraju, o co teraz jednak może być trudno...

Nie wszyscy chcą wierzyć...

Tak czy siak – całkiem sporo tych zdobyczy w CV już ma. Kilka dni przed finałem FA Cup wszystkie te srebra rodowe: tace, dzbanki, pucharki i puchary powyciągał z klubowego muzeum, zebrał je wszystkie na środku Etihad Stadium i stanął z nimi do sesji zdjęciowej. Miało to wszystko być przeprowadzone w sekrecie, ale nie udało się tego ukryć przed pracownikami klubu. I... natychmiast rozgorzały spekulacje, czy oznacza to pomysł rozstania menedżera z MC po zakończeniu sezonu!

Czy takie myśli u Hiszpana mogą dziwić? Niekoniecznie. Jest przecież nie tylko najdłużej pracującym obecnie szkoleniowcem w barwach tego samego klubu w Premier League, ale i we wszystkich czterech profesjonalnych ligach angielskich, liczących 92 zespoły. Ale kiedy dostaje pytanie, czy to pora na zmianę, odpowiada zawsze krótko i tak samo: że ma podpisany kontrakt z Citizens na kolejny sezon.

Ale nie wszyscy mu w tę „miłość do grobowej deski” chcą wierzyć. Plotki o jego odejściu podsyca nie tylko owa sesja, ale też... losy Enzo Mareski, czyli niedawnego trenera Chelsea – finałowego przeciwnika MC w sobotnim starciu. Maresca wyleciał ze Stamford Bridge w połowie sezonu, tuż przed ligową potyczką z... „Obywatelami”. Amerykańskim właścicielom „The Blues” nie spodobała się wtedy szczerość Włocha, który przyznał się do spotkania z działaczami z Manchesteru, z którymi rozmawiać miał o... zastąpieniu Guardioli, gdy ten już Etihad Stadium opuści. Maresca był zresztą przez rok, w sezonie 2022/23, asystentem Hiszpana, a wcześniej pracował w MC z młodzieżą.

Przegrał wszystkie finały!

Wobec tamtej „niewierności” włoskiemu szkoleniowcowi w ocaleniu posady nie pomógł ani triumf w Lidze Konferencji, ani wygrana w Klubowych Mistrzostwach Świata. Jego następca, Liam Rosenior, nie sprostał wymaganiom londyńczyków i po niespełna czterech miesiącach pożegnał się ze Stamford Bridge. Na Wembley zespół poprowadził więc trener tymczasowy (Calum McFarlane), który do boju pchnął najmłodszą od 35 lat jedenastkę w meczu tej rangi (czyli finale FA Cup). Średnia wieku jego zespołu wynosiła 24 lata i 301 dni; ostatnio tak młodą ekipę miał na tym szczeblu Nottingham Forest w 1991.

Chelsea przegrała w sobotę swój czwarty z kolei finał Pucharu Anglii, co wcześniej przydarzyło się tylko Leicester City pomiędzy rokiem 1949 i 1969. Kapitan „The Blues” Reece James został tym samym dopiero drugim piłkarzem, który przegrał wszystkie cztery finały, w jakich przyszło mu zagrać.
Skromnym pocieszeniem dla kibiców Chelsea była gorąca wiadomość, że umowę z Londyńczykami na kolejne cztery lata podpisuje Xabi Alonso. Nie chodziło wyłącznie o to, że to po prostu dobry trener jest; ale także o to, że wpędzono w rozpacz fanów Liverpoolu, mocno wierzących w angaż byłego gracza „The Reds” na Anfield Stadium.

Od goryczy do triumfu

Na koniec jeszcze jedna statystyczno-historyczna dygresja. Marc Guehi – jak wspomniany już na wstępie Semenyo – do „Obywateli” dołączył w styczniu tego roku. Dziewięć dni wcześniej przeżył gorycz odpadnięcia z FA Cup, gdy obrońca tytułu, Crystal Palace, odpadł w rywalizacji z półamatorskim Macclesfield, co zgodnie określono mianem największego szoku w dziejach pucharowych zmagań. Cztery miesiące po transferze, sięgając po triumf w tychże rozgrywkach w roli gracza MC, stał się czwartym w dziejach zdobywcą Pucharu Anglii rok po roku w barwach dwóch różnych klubów. Przed nim uczynili to Olivier Giroud (Arsenal 2017, Chelsea 2018), Brian Talbot (Ipswich 1978 i Arsenal 1979) oraz – straaaasznie dawno temu - Arthur Kinnaird (Wanderers 1878 i Old Etonians 1879).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się