Serce na lodzie
Marzę o grze na mistrzostwach świata i chciałbym na dłużej zagościć w reprezentacji – mówi Olaf Bizacki.
Olaf Bizacki już w tym sezonie wzniósł Puchar Polski, a teraz marzy o mistrzostwie kraju i grze na mistrzostwach świata. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
Koleje losu
„Bizak”, bo taki przydomek odziedziczył po wujku Krzysztofie, znanym piłkarzu Ruchu Chorzów, przechodził różne koleje losu, ale wydaje się, że w tym sezonie trudne momenty ma już za sobą. Olaf ze swoim kompanem, Ollim Kaskinenem, tworzy duet występujący w pierwszych dwóch formacjach. Trener Pekka Turkkinen nie boi się Bizackiemu powierzać trudne zadania podczas gry w osłabieniu, a Olaf, obdarzony dość skromnymi warunkami fizycznymi (170 cm), w każdej zmianie zostawia serce na lodzie, nie stroniąc od padów na taflę, by zatrzymać krążek pędzący w stronę bramki. Przeżywał w drużynie różne chwile, ale w poprzednim sezonie chodził szczególnie markotny i nie był skory do rozmów.
– Nie był to dla mnie łatwy czas – uśmiecha się nasz bohater. – Oczywiście, występy w 4. formacji nie są żadnym wstydem, bo przecież mamy niezwykle wyrównany skład. Konkurencja jest spora i ona sprawiła, że często byłem poza składem, a mecze oglądałem z trybun. Pewnie, że mnie to bolało i cierpiałem, ale nic nie mogłem zrobić, bo to były wybory trenera, a z nimi się nie dyskutuje (śmiech).
Przed tym sezonem, podobnie jak przed poprzednimi, okres przygotowawczy przepracował od deski do deski, ale jego rola w drużynie się zmieniła.
– Wcześniej byłem tzw. obrońcą rotacyjnym i grałem ze wszystkim kolegami, ale, rzecz jasna, w mniejszym wymiarze czasowym – wyjaśnia sympatyczny Olaf. - Miałem okazję przebywać na lodzie z Ollim Kaskinenem, który u nas występuje już trzeci sezon. Teraz tworzymy stały duet i rozumiemy się bez słów. Wystarczy jedno spojrzenie, znak i wiemy, jak mamy się ustawić przy wznowieniu, czy jak wyprowadzić krążek z własnej tercji albo też czy zdecydować się na strzał, choć tych okazji nie mamy za wiele i, z reguły, są to uderzenia spod niebieskiej linii.
Jednym głosem
Fin Pekka Turkkinen wraz ze współpracownikami dokonał sporych zmian personalnych; drużyna została odmłodzona, a dobierano zawodników do konkretnych zadań na lodzie. W tyskiej ekipie wszyscy mówią o dobrej atmosferze w szatni i dyscyplinie na tafli podczas meczów.
– Mogę tylko potwierdzić, że wszystko układa się po naszej myśli – podkreśla Bizacki. – Chętnie przychodzimy wcześniej do pracy i w szatni jest gwarno, bo jest fajna atmosfera. Gdy nadchodzi czas treningu, każdy bez szemrania wykonuje zadania, które zostały przydzielone przez trenerów. Podczas meczów jeszcze bardziej obowiązuje realizacja zadań, jakie nam nakreślono. Trener Tirkkonen wymaga, byśmy bronili całą piątką i tak samo atakowali. Gdy, dla przykładu, obrońca popędzi z krążkiem do przodu, to wówczas jest... napastnikiem, zaś jego rolę przejmuje kolega z ataku. Gdy wszystko, jak do tej pory, się układa, to ja z takiej pracy nie muszę wychodzić (śmiech). Taka atmosfera mnie i chyba kolegów pozytywnie nakręca. Nic, tylko się cieszyć. A ponadto w razie jakichś wątpliwości zawsze możemy pogadać z trenerami i wówczas problem zostaje rozwiązany.
GKS Tychy znajduje się na czele tabeli i trudno się dziwić, że Robert Kalaber, selekcjoner Biało-czerwonych, mógł do kadry powoływać znacznie więcej tyskich zawodników, jednak w czasie reprezentacyjnej przerwy nie zamierza zakłócać pracy w klubie.
Spełnić marzenia
Bizacki wraz z Bartoszem Ciurą, Bartłomiejem Jeziorskim, Dominikiem Pasiem i Alanem Łyszczarczykiem otrzymali nominacje do kadry przed lutowym turniejem Euro Ice Hockey Challenge w Sosnowcu z udziałem Węgier, Włoch i Słowenii. Bizacki ma w kadrze 8 występów oraz 2 gole. Debiutował 19 kwietnia 2021 r. podczas turnieju Baltic Cup w Katowicach-Janowie i strzelił bramkę (8:1 z Litwą), a potem w listopadzie w podobnej imprezie w Tallinie również trafił do bramki (11:3 Litwą).
– Powołania do kadry dostawałem sporadycznie, ale to zrozumiałe, bo przecież trenerzy mieli trzon, a dobierali pojedynczych zawodników do poszczególnych formacji – uśmiecha się. – Zdarzało się, że raz na sezon pojawiałem na zgrupowaniu, zaś innym razem miałem dłuższą przerwę. Wcale tym faktem nie byłem poirytowany, lecz starałem się sumiennie pracować, by zasłużyć na powołanie.
Może ten sezon okaże dla Bizackiego przełomowy w reprezentacyjnej przygodzie. Ma za sobą udane występy w lidze oraz w listopadowym turnieju EIHC w Budapeszcie.
– Po niezłej grze odmłodzonej drużyny w Budapeszcie trener Kalaber rozmawiał ze mną i przekazał, że otrzymam kolejne powołanie – wyjawia tyski obrońca. – Szczerze... Myślałem o grudniowym dwumeczu z Ukrainą, ale otrzymałem nominację na lutowy turnieju do Sosnowca. Z Tychów jest nas pięciu i może stworzymy jedną formację; byłaby to fajna sprawa.Tak sobie pomyślałem, że warto byłoby powalczyć o miejsce w reprezentacji na mistrzostwa świata w Rumunii. Oczywiście, marzę o grze w tej imprezie i chciałbym na dłużej zagościć w zespole narodowym.
Lutowy turniej w Sosnowcu będzie miał kluczowe znaczenie w tworzeniu kadry przed kwietniowym, bezpośrednim przygotowaniem do MŚ w Rumunii. Czy znajdzie się w niej miejsce dla Bizackiego? Niebawem poznamy pewnie częściową odpowiedź po występach na Stadionie Zimowym...
Włodzimierz Sowiński
