Seppuku po polsku
Bogdan Nather
Spokojna czaszka, nie zamierzam apelować do Bóg wie kogo o ukrzyżowanie Michała Probierza. Selekcjoner reprezentacji Polski ma swoje za uszami, tzn. podjął mnóstwo błędnych decyzji natury personalnej (łącznie z powierzeniem funkcji team menedżera Łukaszowi Gawrjołkowi), od których głowa boli. Co gorsza, nie wyciągnął z nich wniosków albo wyciągnął niewłaściwe. Najwyższy zatem czas, by spokojnie, bez pośpiechu i chłodnym okiem przeanalizował dokonania drużyny narodowej w ostatnim czasie. Może by się w końcu zreflektował i posłuchał niektórych podpowiedzi z boku, ocenił ich przydatność i być może skorzystał z nich. Wiem, każdy uważa, że ma dobry plan, ale tylko do momentu, gdy nie oberwie w twarz. A Biało-czerwoni ostatnio zostali okrutnie spoliczkowani i nie pomogą tłumaczenia, że dostali tylko „z liścia”.
W sześciu meczach Ligi Narodów drużyna Michała Probierza zdobyła raptem cztery punkty, tracąc aż szesnaście goli! Czyli średnio nasi reprezentanci tracili 2,66 gola na jedno spotkanie. Trudno, zdarzyło się, ale denerwują mnie tłumaczenia i odwracanie kota ogonem, że idziemy w dobrym kierunku. Na litość Boską! W jakim dobrym kierunku? To przecież autostrada do piekła, a nie schody do nieba.
Wyobrażałem sobie, że po laniu w Porto nasi reprezentanci będą w tak podłym nastroju, że odnalezienie przez nich drogi do swojej szatni będzie zakrawało na cud koncentracji. Byłem naiwny! Klęska 1:5 spłynęła po nich jak woda po kaczce. Poza tym pokazali, że nie mają za grosz honoru. Po takim łomocie uciekałbym, gdzie pieprz rośnie i unikał nawet wzroku rywali, tymczasem Piotr Zieliński i Nicola Zalewski poszli sobie zrobić selfie z Cristiano Ronaldo. W tym momencie zachowali się jak turyści, a nie profesjonalni piłkarze. A może faktycznie nimi byli, zważywszy na wynik z Portugalią? Mam nadzieję, że piłkarz Romy był konsekwentny i po poniedziałkowym meczu zrobił sobie zdjęcie ze strzelcem zwycięskiej bramki dla Szkotów, Andrew Robertsonem. Mieli przecież wiele ze sobą wspólnego.
Mina Jakuba Kiwiora mówi wszystko. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
Jako drużyna Biało-czerwoni zawiedli, chociaż w niektórych przypadkach radzili sobie przyzwoicie, a momentami nawet dobrze. W pełni zgadzam się z byłym trenerem Borussii Dortmund i Liverpoolu, Juergenem Kloppem, który stwierdził, że „Piłka nożna to gra, w którą nie można grać bez popełniania błędów”. Okej, akceptuję to, zdając sobie sprawę, że nie strzela się do wszystkich psów tylko dlatego, że kilka z nich ma pchły. Nasi reprezentanci powinni jak najszybciej zejść z obłoków na ziemię, bo naprawdę nie są tacy wspaniali, jak im się wydaje. Wiem, że jak kitować, to dużą szpachlą, ale polscy kibice futbolu nie są tacy głupi i naiwni, jak się wielu piłkarzom i działaczom wydaje.
Co zatem teraz powinni zrobić wybrańcy Michała Probierza? Zabrać się ostro do pracy i udowodnić wszem wobec, że naprawdę są coś warci. Za kilka miesięcy mogą odkupić winy, a złe czyny (porażki) być może pójdą w niepamięć. W dawnej Japonii nie mieliby wyboru, zostaliby zmuszeni do popełnienia seppuku (hara-kiri), czyli rytualnego samobójstwa polegającego na rozcięciu mieczem lub sztyletem brzucha. Taki czyn miał być dowodem niewinności samobójcy i okazania szczerości jego zamiarów.
