Sensacji nie było

Sensacji nie było

Maciej Skorża uległ Pepowi Guardioli i wraz z Urawą Red Diamonds powalczy o trzecie miejsce w Klubowych Mistrzostwach Świata.

 

Obaj szkoleniowcy mieli pewnie okazję powspominać dwumecz, który stoczyli 15 lat temu. Jednak gdy w saudyjskiej Dżuddzie rozległ się pierwszy gwizdek, cała uwaga skupiła się na boisku. W praktyce... spotkanie przypominało jeden z wielu przedsezonowych sparingów, jakie zachodnioeuropejskie marki rozgrywają w ramach marketingowych tournee. Na stadionie ludzi nie brakowało, ale tłum raczej swobodnie sobie „szumiał”. Atmosfera była mocno towarzyska. Patrząc po kolorach koszulek, przewagę mieli sympatycy Manchesteru City, często z Azji i krajów arabskich. Japońskich fanów jednak nie zabrakło, a za jedną z bramek zorganizowali nawet mały sektor dopingowy.

 

Urawa obrała strategię wybitnie defensywną, nieraz broniąc w dwóch pięcioosobowych liniach. Anglicy momentami przekraczali 80 procent posiadania piłki, choć zdecydowanie nie forsowali tempa i pierwszy strzał oddali dopiero po kilkunastu minutach. Ewidentnie nie chcieli się przemęczać, co też przełożyło się na niewiele emocji. Raz na jakiś czas oddali uderzenie, ale nie były one groźne. Jeśli już leciały w światło bramki, bez większych kłopotów radził sobie Shusaku Nishikawa. Wydawało się, że drużyny zejdą do szatni przy bezbramkowym remisie, ale wtedy prostopadłą piłkę w pole karne otrzymał Matheus Nunes. Portugalczyk dograł w głąb „szesnastki”, a chcący przeciąć podanie Marius Hoeibraten wpakował futbolówkę do własnej siatki.

 

Na początku drugiej połowy Urawa oddała swój jedyny strzał. Spróbował znany z polskich muraw Jose Kante, ale został zablokowany i Ederson bez problemu złapał piłkę. Japończycy spróbowali nieco odważniej wyjść na „Obywateli”, ale zostali skarceni już w 52 minucie. Kyle Walker rewelacyjnym podaniem „wypuścił” Mateo Kovacicia. Chorwat wykorzystał lukę między obrońcami Diamonds i po krótkim rajdzie trafił na 2:0.

 

City po przerwie wyraźnie przyspieszyło. Chwilę po Kovaciciu swoją bramkę powinien mieć Nunes, lecz główkował niecelnie. Jednakże w 59 minucie i tak było 3:0. Manuel Akanji rozpoczął akcję znakomitym podaniem, uderzył Nunes, a dobił – po lekkim rykoszecie – Bernardo Silva. Mecz w praktyce dobiegł końca (a mogło skończyć się wyżej) i jasne stało się, że w piątkowym finale Klubowych Mistrzostw Świata z brazylijskim Fluminense zagra Manchester City. Tego samego dnia chwilę wcześniej Skorża ze swoją Urawą w spotkaniu o 3. miejsce zmierzy się z egipskim Al-Ahly.

 

 

Urawa Red Diamonds – Manchester City 0:3 (0:1)

0:1 – Hoeibraten (45+1, sam.), 0:2 – Kovacić (52), 0:3 – Silva (59)

URAWA: Nishikawa – Sekine, Scholz, Hoeibraten, Akimoto – Ito (57. Ogiwara), Iwao (78. Shibato) – Okubo (57. Schalk), Yasui, Koizumi (64. Nakajima) – Kante (64. Linssen). Trener Maciej SKORŻA.

CITY: Ederson – Walker, Akanji (65. Gvardiol), Ake – Foden (65. Alvarez), Stones (77. Gomez), Rodri (77. Phillips), Kovacić, Grealish – Nunes, Silva (64. Bobb). Trener Pep GUARDIOLA.

Sędziował Mohammed Khled Hoish (Arabia Saudyjska). Widzów 40 127 Żółte kartki: Akanji, Nunes.


Piotr Tubacki