Sen zimowy ŁKS-u
Stary niedźwiedź mocno śpi… - mogliby zanucić kibice łódzkiego I-ligowca. Tyle, że wcale nie jest im do śmiechu.
Michał Mokrzycki jesienią był jednym z wyróżniających się graczy ŁKS-u. Wiosną zagra już we Wrocławiu/Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
ŁKS ŁÓDŹ
Zima w pełni, początek rozgrywek dopiero za dziesięć dni, okno transferowe otwarte, nie ma się dokąd spieszyć i można drzemać spokojnie w swojej gawrze. W roli niedźwiedzia występuje tym razem w ŁKS „pion sportowy”, jak zwykło się nazywać zespół ludzi odpowiedzialnych za transfery.
W Łodzi odbywają się właśnie dwa eksperymenty organizacyjno-szkoleniowe o zupełnie przeciwstawnych założeniach, choć z takim samym celem. Widzew szasta pieniędzmi bez opamiętania, ale ściąga zawodników o uznanym statusie, ŁKS wprost przeciwnie – nie dość, że się nie wzmacnia, to jeszcze oddaje rywalom jednego ze swoich najlepszych piłkarzy. Czy to świadomy wybór koncepcji, czy może rezultat nieudolności i niekompetencji?
Tak krawiec kraje...
To nieprawda, że do klubowej kadry nikt nie do tej pory nie dołączył. Jest przecież Kacper Terlecki, który wrócił z wypożyczenia do Polonii Bytom, na obozie w Turcji było aż sześciu piłkarzy z II-ligowych rezerw z Antonim Młynarczykiem na czele, który ma już przecież spore doświadczenie w pierwszej drużynie. Wiktor Czerwiński, Jakub Leśniewski, Sebastian Sopel, Lenard Szczygieł i Fabian Olejniczak grali w tureckich sparingach, w których – uwaga – ŁKS nie stracił ani jednej bramki (0:0 z węgierskim Paks, 2:0 i 3:0 z Serbami z Javora Ivanjica i Węgrami z Csakvari FK – czwarty planowany mecz z I-ligowcem z Kosowa nie odbył się z powodu złej pogody).
Nie wrócił już do Łodzi kapitan drużyny Michał Mokrzycki, który znalazł w Turcji bezpośrednie połączenie do Wrocławia i będzie teraz grał w Śląsku. To siódmy klub w seniorskiej karierze tego 28-letniego zawodnika, a najbardziej zapisał się w historii Ruchu (awans z III do II ligi i gra przez cztery sezony) oraz w ŁKS, w którym rozgrywał czwarty sezon (od wiosny 2023 roku).
Powrót z Italii
Skończył swój staż w Bolonii Jan Łabędzki, wychowanek ŁKS, były reprezentacyjny junior. Zagrał kilka niezłych meczów w zespole młodzieżowym, trenował jakiś czas z pierwszą drużyną, ale pewnie coś nie wyszło, bo po roku we Włoszech wrócił do Polski. Już jednak nie do ŁKS, a do bytomskiej Polonii, która chętnie go przygarnęła, ale Michała Łabojki z Bytomia do Łodzi nie puściła. Nie warto już wymieniać nazwisk innych piłkarzy, którzy „byli blisko”, bo oni sami dawno już o tym zapomnieli. Kuriozalna jest jednak sprawa Cezarego Polaka z Jagiellonii, który w końcu znalazł się w Miedzi, a nie w ŁKS. Prezesem ŁKS jest znany na Śląsku Marcin Janicki, jednocześnie prezes spółki Pierwsza Liga Piłkarska. Wykołował go jego zastępca w PLP Tomasz Brusiło, akurat prezes Miedzi… Jak mówią ludzie z ŁKS, prezes Janicki w ogóle rzadko bywa w klubie, ale akurat on ma inne sprawy na głowie, niż dopinanie transferów. Ale co w takim razie robi wiceprezes Robert Graf, de facto dyrektor sportowy, który przyjeżdżał do Łodzi w glorii zbawcy Rakowa i poznańskiej Warty? Sen zimowy trwa!
Pracujący od listopada w klubie trener Grzegorz Szoka (dotychczasowy bilans w lidze: jedno zwycięstwo, dwa remisy) musi więc lepić drużynę z tego, co ma do dyspozycji. W najbliższą sobotę ŁKS zagra jeszcze kontrolnie z KKS Kalisz, 7 lutego już o punkty z Polonią w Bytomiu.
Wojciech Filipiak
