Satelita w kosmosie
Zespoły z Katowic i Oświęcimia napisały ciekawą historię półfinałowego play offu, ale powody do radości ma tylko GieKSa.
Nieustępliwy Bartosz Fraszko (z prawej) zdobył pierwszego i ostatniego gola. Fot. PressFocus
TAURON HOKEJ LIGA
Satelita na długo przed pierwszym gwizdkiem siódmego meczu GKS-u Katowice i Unii Oświęcim szczelnie się wypełniła, a potem kibice gospodarzy przez cały czas mocno wspierali swoją drużynę, która spełniła ich oczekiwania. GieKSa po niezwykle emocjonującym meczu okazała się nieznacznie lepsza od hokeistów z Oświęcimia. Satelita wyfrunął w kosmos... Musi wrócić, bo w środę będzie gościł obrońców tytułu mistrzowskiego - GKS Tychy.
Gospodarze wyjechali na taflę bez zmian w składzie, bo przecież obowiązuje niepisana reguła: zwycięskiego składu się nie zmienia. Natomiast do drużyny Unii powrócił obrońca Roman Diukow, ale wypadł Jakub Kubeš, który odczuł skutki poprzedniego meczu. Postronni obserwatorzy byli zgodni: powodzenie jednych lub drugich zależy od postawy bramkarzy. Jesper Eliasson, bohater poprzedniej potyczki, w 1. tercji miał niewiele pracy, bo goście oddali zaledwie 5 strzałów. Gospodarze w ofensywie wykazywali zdecydowanie większą inicjatywę i oddali 11 uderzeń. Blisko zdobycia gola byli Patryk Wronka (8 min) i Stephen Anderson (15), ale w kluczowych momentach zabrakło nieco precyzji. Wprawdzie Linus Ludnin w 1. tercji zachował czyste konto, ale w kilku sytuacjach reagował nerwowo. Na szczęście, miał spore wsparcie ze strony z kolegów z pola, którzy wykonywali solidną pracę w defensywie. Na niespełna 2 min przed końcem do boksu kar powędrował Joe Morrow, ale gra GieKSy w liczebnej przewadze woła o pomstę do nieba. Przez 108 sek. przewagi nie oddali strzału, choć na lodzie przebywali wytrawni napastnicy. Remis na pewno nie odzwierciedlał wydarzeń na lodzie, bo gospodarze mieli wyraźną przewagę.
Początek drugiej odsłony był wręcz wymarzony dla GieKSy. Patryk Wronka popisał się świetną akcją i „zaczarował” rywali. Idealnie wyłożył krążek do Bartosza Fraszki, a ten nie miał problemów z mieszczeniem „gumy” w siatce. To był jego drugi gol w tegorocznym play offie. Goście nie mieli nic do stracenia i ostro ruszyli do przodu. Erik Ahopelto, Recce Scarlett (podczas gry w osłabieniu) i Mika Partanen z różnych stron próbowali zaskoczyć szwedzkiego golkipera gospodarzy. Ten jednak był mocno skoncentrowany i nie dał się zaskoczyć, bo w przeciwieństwie do Lundina nie „wypluwał” krążków. Owszem, goście więcej strzelali, ale to gospodarze zdobyli kolejnego gola i byli bliżej finału. W 39 min popisali się znakomitą akcją. Albin Runesson podał do wychodzącego na pozycję Wronki, a ten zobaczył nadjeżdżającego po przeciwnej stronie Lauriego Huhdanppäę i wyłożył mu krążek. Fin popisał się precyzyjnym uderzeniem i GieKSa prowadziła 2:0.
Goście po przerwie wyjechali na lód mocno zmotywowani i ruszyli do ataku. Za wszelką cenę chcieli zdobyć kontaktowego gola i to im się udało, ale w dość dziwnych okolicznościach. Daniel Olsson Trkulja zdecydował się na uderzenie z koła bulikowego, a krążek odbił się od kija Mateusza Bepierszcza i trafił Nicka Moutreya. Tym sposobem Unia zdobyła „kontakt" i jeszcze bardziej przyśpieszyła. W 47 min przed szansą zdobycia bramki stanął świetnie grający Wronka, ale nie zdołał precyzyjnie uderzyć. Jedni i drudzy wkładali wszystkie siły i umiejętności, by zmienić wynik. Mocno kotłowało się pod bramką gospodarzy. W 58:35 min trener Robert Kalaber wziął czas i wycofał bramkarza. Unia była w natarciu, ale na sekundę przed końcem Fraszko posłał krążek pustej bramki.
Tak więc GieKSa po raz kolejny znalazła się w finale!
Włodzimierz Sowiński
◼ GKS Katowice – Unia Oświęcim 3:1 (0:0, 2:0, 1:1)Stan rywalizacji 4-3 i awans Katowiczan
1:0 - Fraszko – Wronka (20:26), 2:0 – Huhdanppää – Wronka – Runesson (38:14), 2:1 – Moutrey – Olsson Trkulja – Söderberg (43:14), 3:1 – Fraszko – Pasiut – Michalski (59:59).
Sędziowali: Paweł Breske i Bartosz Kaczmarek – Michał Gerne i Sławomir Szachniewicz. Widzów 1435.
GKS: Eliasson; Lundegard – Runesson, Verveda – Varttinen, Hoffman – Chodor, Maciaś; Jonasz Hofman – Pasiut – Fraszko, Wronka – Anderson – Huhdanppää, Jakub Hofman - McNulty – Coatta, Bepierszcz – Dawid – Michalski, Koivusaari. Trener Jacek PŁACHTA.
UNIA: Lundin; Mäkelä - Söderberg, Scarlett – Morrow (2), Matthews – Diukow, Mościcki; Peresunko – Olsson Trkulja – Moutrey, Ahopelto – Heikkinen – Peresunko, Petraš – Rac – Kusak, Krzemień - D. Tyczyński (2) – Prusak, Prokopiak. Trener Robert KALABER.
Kary: GKS – 0 min, Unia – 4 min.
Pierwszy mecz finału, GKS Katowice - GKS Tychy, odbędzie się w środę, 1 kwietnia - początek o 18.00,
5. RAZ z rzędu GieKSa awansowała do finału
27 STRZAŁÓW oddali gospodarze i zdobyli trzy gole, zaś goście byli o cztery uderzenia lepsi, ale zdobyli tylko jedną bramkę
