Samurajowie namieszają?
Reprezentacja Japonii chciałaby w końcu przekroczyć barierę 1/8 finału.
Takefusa Kubo musi wziąć grę na swoje barki. Fot. pressinphoto/SIPA USA/PressFocus
Holendrzy to zdecydowani faworyci grupy F. Nie zmienia to nawet porażka w teście przed mundialem z Algierią 0:1. Selekcjoner Ronald Koeman postanowił jednak namieszać w kadrze. Oranje mierzą się z kilkoma kontuzjami, dlatego po ponad dwóch latach nieobecności do kadry wrócił 35-letni Marten de Roon. Zawodnik Atalanty dostał powołanie, ponieważ uraz wykluczył z gry Jerdy'ego Schoutena z PSV. Ponadto zabrakło piłkarza Liverpoolu Jeremiego Frimponga, a znalazł się Crysencio Summerville, który wraz z West Hamem spadł z Premier League. Holendrzy na ostatnich mistrzostwach odpadli na etapie ćwierćfinału i teraz liczą na lepszy rezultat. Jednocześnie reprezentacja Oranje jest jedyną drużyną w historii, która trzykrotnie wystąpiła w finale mistrzostw świata i ani razu nie wygrała (ostatni raz w 2010 roku przeciwko Hiszpanii 0:1).
Z kolei reprezentacja Japonii chce odrobić lekcje z historii. W 2022 roku w Katarze Samurajowie ograli Niemców i Hiszpanów (po 2:1), wyszli z grupy z 1. miejsca, ale w 1/8 finału odpadli z Chorwacją. Ten etap jest wręcz przeklęty dla Japończyków, którzy marzą, żeby przekroczyć tę barierę i pierwszy raz w historii zameldować się w ćwierćfinale mundialu. Potwierdzeniem ambicji były eliminacje, gdzie Kraj Kwitnącej Wiśni jako pierwszy zapewnił sobie udział w mistrzostwach świata. – Mam wrażenie, że staliśmy się bardziej pewni siebie. Nie chodzi tylko o wyniki, które osiągamy, ale także o sposób, w jaki gramy, oraz o to, jak dobrze funkcjonujemy jako zespół – powiedział Takefusa Kubo, który w Katarze był najmłodszym zawodnikiem w kadrze (21 lat), a teraz jest bardzo ważnym elementem.
Jeśli Holendrzy pokażą swój prawdziwy potencjał, to o 2. miejsce z Japonią powinna walczyć Szwecja, która na mundial awansowała po wyeliminowaniu Polski w barażach. Sparingi pokazały jednak, że przed reprezentacją trener Grahama Pottera bardzo dużo pracy.
Najsłabszym składem dysponuje reprezentacja Tunezji, dla której będą to siódme mistrzostwa świata w historii. Orły Kartaginy nigdy jednak nie wyszły z fazy grupowej tych rozgrywek. Cztery lata temu w Katarze zajęły 3. miejsce, wyprzedzając Danię i pokonując Francję 1:0 po golu Wahbia Khazriego, który po wspomnianym mundialu zakończył reprezentacyjną karierę. Tunezyjczycy mogą zatem napsuć krwi faworytom i urwać niezwykle cenne punkty. Sabri Lamouchi, który jest selekcjonerem od początku tego roku, nie wspomina jednak dobrze mundialu. W 2014 roku odpowiadał za wyniki Wybrzeża Kości Słoniowej na MŚ w Brazylii, gdzie w pierwszym meczu pokonał Japonię 1:0 (teraz rozegrają starcie w drugiej kolejce), przegrał z Kolumbią i do awansu potrzebował remisu z Grekami. Marzenia pogrzebał rzut karny w doliczonym czasie.
