Same dublety
W trzech ostatnich meczach GKS zdobył dziesięć bramek. Połowę z tego dorobku ustrzelił Eman Markovic.
GOOOOL! – do tego przyzwyczaja Eman Markovic. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
GKS KATOWICE
W ostatnich tygodniach Eman Markovic stał się gwiazdą GKS-u Katowice. Jego forma wystrzeliła w meczu pucharowym z Rakowem, gdy zdobył gola w dogrywce, wchodząc z ławki (GieKSa ostatecznie odpadła z PP po rzutach karnych). Później zdobył dwa gole w zremisowanym 3:3 meczu z Lechem Poznań. Z kolei w miniony piątek znów popisał się dubletem, tym razem dającym zwycięstwo Katowiczanom w rywalizacji z Motorem Lublin (3:2). Jest więc ważnym elementem zespołu, który w ostatnich tygodniach daje mnóstwo radości kibicom pragnących bramek. W sumie w trzech ostatnich spotkaniach GKS strzelił dziesięć goli. – Zdobywanie bramek jest najważniejszym elementem piłki nożnej i przy okazji wywołuje najlepsze emocje. Dla mnie ostatnie bramki dają przede wszystkim sporo pewności siebie. W ten sposób pomogłem też drużynie i cieszę się, że wszyscy są szczęśliwi – powiedział po spotkaniu norweski ofensywny pomocnik.
Siadła na nodze
Wyjątkowej urody był przede wszystkim pierwszy gol zdobyty przez Norwega w meczu z Lublinianami. Po rzucie rożnym 26-latek stał w okolicach linii 16. metra i czekał na rozwój wydarzeń. Gdy tylko nadarzyła się okazja, oddał fenomenalny strzał z woleja, wprawiając w ogromną radość cały zespół oraz trybuny Areny Katowice. W końcu kibice po raz pierwszy mogli zobaczyć na swoim stadionie popisy strzeleckie Markovica, który wcześniej gole zdobywał tylko w delegacji. – Gdy stoi się w takiej pozycji, liczy się na to, że piłka spadnie pod twoje nogi. W piątek otrzymałem perfekcyjną okazję do uderzenia. Piłka idealnie siadła mi na nodze i gdy zobaczyłem, że wlatuje do bramki, wpadłem w euforię. Szybko jednak zamieniła się ona w strach, ponieważ gol był bardzo długo badany przez VAR – opowiadał o trafieniu z uśmiechem na ustach Markovic. Wcześniej w lidze zdobywał gole w Niecieczy oraz ostatnio w Poznaniu. Teraz przyczynił się do przedłużenia świetnej serii GieKSy w meczach u siebie. Po raz ostatni w roli gospodarza przegrała w listopadzie, w starciu z Piastem Gliwice (1:3). Od tego momentu jest niepokonana i tylko raz zremisowała z Legią Warszawa (1:1) w lutym. W międzyczasie na swoim terenie wyeliminowała z Pucharu Polski Widzew oraz Jagiellonię.
Jak napastnik
Markovic w ekstraklasie zdobył w tym sezonie sześć bramek, w tym cztery w ciągu dwóch ostatnich meczów. Tym samym szybko stał się jednym z najskuteczniejszych zawodników GKS-u. Liderem pod tym względem jest Bartosz Nowak z ośmioma trafieniami, a Norweg razem z Lukasem Klemenzem są za jego plecami (sześć goli ma też Erik Jirka, ale pięć z nich zdobył w barwach Piasta Gliwice jesienią). Co jednak ciekawe, wszystkie spotkania, w jakich Markovic powiększał dorobek bramkowy, kończyły się jego dubletem. Spotkania z Lechem i Motorem nie były ewenementem. Jesienią zdobył dwa gole przeciwko Bruk-Betowi. – Może tak być, że będę zdobywał tylko dublety do końca sezonu! – śmiał się po spotkaniu z Lublinianami.
Pewne jest to, że GieKSa potrzebowała jego przebudzenia. Potrzebowała zawodnika, który będzie zdobywał bramki, bo na razie nominalni napastnicy GKS-u nie są w najlepszej dyspozycji. Ilja Szkurin mecz z Motorem powinien kończyć z co najmniej dwoma bramkami, gdyby tylko odpowiednio wykończył stuprocentowe sytuacje, które miał. Ostatecznie nie zdobył żadnego gola, a jego licznik bramek w tym sezonie wskazuje liczbę 4. Trzeba jednak przyznać, że po raz ostatni do siatki trafił niedawno, w meczu z Lechem 12 kwietnia. Znacznie dłużej na bramkę czeka z kolei Adam Zrelak, który ostatni raz dał radość kibicom 29 listopada w spotkaniu z Pogonią Szczecin.
Kacper Janoszka
