Sądny czas

Z DRUGIEJ STRONY - Dariusz Leśnikowski

Ciekawy to, zaiste, moment dla polskiej rzeczywistości ligowej. PKO BP Ekstraklasa pod względem przychodów ze sprzedaży praw telewizyjnych weszła już – jak mówił Marcin Animucki, szef spółki prowadzącej rozgrywki – do czołowej dziesiątki lig europejskich. Puka też do owej dziesiątki w rankingu rozgrywek pucharowych UEFA, co może skutkować w nieodległej przyszłości miejscem w fazie zasadniczej (ligowej) Champions League dla mistrza Polski. Pierwsza liga – z Wisłą Kraków, Śląskiem, Ruchem, ŁKS-em, Polonią Warszawa i Polonią Bytom – też potrafi zgromadzić na niektórych stadionach kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy widzów, jawiąc się całkiem smakowitym „kąskiem marketingowym”.

Z poziomem poszczególnych spotkań bywa oczywiście różnie, ale coraz rzadziej potyczki dostarczają pożywki wszelkim portalom i kontom w mediach społecznościowych, żyjącym niemal wyłącznie ze złośliwego i prześmiewczego wyłapywania boiskowych „baboli”. Zresztą sam fakt, że w dwóch ostatnich weekendach w ekstraklasie dwa spotkania wyceniliśmy na pięć gwiazdek, świadczy nie o zaniżeniu redakcyjnych kryteriów owej oceny, ale o prawdziwych emocjach generowanych przez boiskowe wydarzenia. Uwierzcie, że owe oceny w redakcyjnym gronie wywołały burzliwe dyskusje (by nie nazwać ich kolokwialnie „pyskówkami”); brakło chyba tylko symbolicznego „liścia” na czołach adwersarzy albo – jak to określił wczoraj na naszych łamach radny Wójcik z Radomia – „lekkiego uderzenia w twarz w niefortunny sposób w obronie własnej”.

A propos: po raz kolejny, niestety, Radom stał się areną zjawisk wysoce niepożądanych ze wspomnianego marketingowego punktu widzenia. Z penalizacją awantury po meczu z Koroną Komisja Ligi Ekstraklasy SA poradziła sobie szybko, choć grzywna 200 tys. zł nałożona na klub wywołała skrajne reakcje. „Policzkowaniem” pewnie zajmować się nie będzie, zapowiedziane przez obie strony ewentualne sądowe postępowania z cywilnych oskarżeń raczej rozgrywkom renomy nie przysporzą.

Poważniejszy problem ma PZPN z nierozegranym meczem Śląska z Wisłą. Zajmują się nim aż dwie związkowe komisje: Dyscyplinarna oraz ds. Rozgrywek. Werdykt poznamy lada chwila, musi być Salomonowy. Taki, który odstraszałby kolejne zespoły mające gościć fanów Białej Gwiazdy (tych prawdziwych, a nie bandytów z maczetami podszywających się pod jej sympatyków) od prowokowania władz klubu z Królewskiego Grodu i liczenia na łatwe walkowerowe punkty. Ale i taki, który drugiej stronie też da do myślenia, nim ponownie spróbuje zdezorganizować kalendarz gier. Nie zazdroszczę członkom obu gremiów...

W cieniu owych dwóch wydarzeń pojawił się komunikat PZPN o wszczęciu postępowania „wobec pięciu zawodników szczebla centralnego w związku z podejrzeniem (…) uczestnictwa w niedozwolonych zakładach bukmacherskich”. Skala – jeśli ogranicza się rzeczywiście tylko do tej piątki – jest dużo mniejsza niż choćby w Turcji (zakaz gry nałożono na 102 piłkarzy, ukarano 149 sędziów, zawieszono rozgrywki drugiej i trzeciej ligi). Tym niemniej w polskiej piłce, dotkniętej ćwierć wieku temu „aferą Fryzjera”, każdy sygnał o tego rodzaju przestępstwach (a match fixing to dziś gorsze zagrożenie niż „banalna” korupcja) budzi wyjątkową czujność. I niech tak zostanie, trzymamy kciuki za Rzecznika Dyscyplinarnego PZPN!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się