Rzut karny – euforia czy depresja?
Nie ma chyba momentu, który przynosiłby więcej emocji, niż gdy piłkarz podbiega do „wapna”. Nasz kapitan ma dziś powód do dumy, ale różnie kiedyś bywało. Jak to w życiu.
Robert Lewandowski strzela z jedenastu metrów z Benficą. Fot. Miguel A. Lopes/EPA / PAP
Zwycięzców się nie sądzi. Przekornych jednak ten doskonały bilans skłania do uzmysłowienia sobie, że ważne karne nie tylko strzelaliśmy, ale i… nie strzelaliśmy.
Oto subiektywny ranking naszych nieszczęśliwych klubowych strzelców ze zmarnowanymi karnymi o istotną stawkę.
1. Bogusław Pachelski i Damian Łukasik
26.10.1988 – rewanżowy mecz Lecha z Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów 1:1, karne 4:5
W niezwykle dramatycznym meczu, który jako nastolatek przeżywałem przed telewizorem, napastnik Lecha w piątej serii strzałów miał szansę zapewnić
2. Mirosław Szymkowiak i Tomasz Frankowski
27.11.2003 – rewanżowy mecz Wisły z Vaalerengą Oslo w Pucharze UEFA 0:0, karne 3:4
Tacy kozacy też potrafili się pomylić. Szymkowiak nawet w bramkę nie trafił. Szkoda, nie dość, że rywale we własnej lidze grali cienko, to potem trafili na Newcastle United. Polskie media pisały o kompromitacji krakowian i skandynawskim kacu. Ale jak inaczej należałoby określić odpadnięcie w starciu z jednym z najsłabszych klubów w Norwegii (utrzymał się w lidze dopiero po barażach)?
3. Marek Bajor
26.09.1995 – rewanżowy mecz Widzewa Łódź z Czernomorcem Odessa w Pucharze UEFA 1:0, karne 5:6
Łodzianie, którzy zapisali tyle wspaniałych kart w europejskich pucharach, zapisali również wstydliwą. Ukraińcy znad Morza Czarnego zdołali RTS wyeliminować. Goście od 35 minuty grali w dziesiątkę, a od 105 w dziewiątkę, ale łodzianie nie byli w stanie tego wykorzystać! Jeśli dodamy do tego fakt, że w kluczowym momencie serii rzutów karnych zawiódł Marek Bajor, który uderzył nad poprzeczką...
4. Antoni Szymanowski
3.11.1976 – rewanżowy mecz Wisły z RWD Molenbeek w Pucharze UEFA 1:1, karne 4:5
Po 10
5. Maciej Żurawski
29.07.2010 – pierwszy mecz Wisły Kraków z Qarabachem Agdam w Lidze Europy 0:1
Drużyna Henryka Kasperczaka miała rozbić rywala, ale rozbiła... siebie. W trakcie meczu karnego nie strzelił Maciej Żurawski. – Biorę na siebie tego karnego oraz fakt, że nie zremisowaliśmy tego meczu. Nie ma dla mnie usprawiedliwienia. Nie strzeliłem, co rzadko mi się w przeszłości zdarzało. Karny dopełnił mojego osobistego niepowodzenia w tym meczu – mówił potem. Bardziej w pamięć zapadła chyba wcześniejsza radość Patryka Małeckiego, który z faktu, że został sfaulowany, cieszył się jak dziecko i triumfalnie pozdrawiał publiczność. Po karnym – osłupiał. W rewanżu 2:3 i... ciszej nad tą trumną.
Paweł Czado
