Rzut karny – euforia czy depresja?

Nie ma chyba momentu, który przynosiłby więcej emocji, niż gdy piłkarz podbiega do „wapna”. Nasz kapitan ma dziś powód do dumy, ale różnie kiedyś bywało. Jak to w życiu.

Robert Lewandowski strzela z jedenastu metrów z Benficą. Fot. Miguel A. Lopes/EPA / PAP

Robi wrażenie informacja dotycząca wyliczeń dokonanych przez Opta Analyst. Wynika z nich, że Robert Lewandowski to fenomen, jeśli chodzi o rzuty karne w Lidze Mistrzów, czyli w rozgrywkach, które w takich momentach zabierają strzelcowi całe mnóstwo nerwów i trzeba umieć wziąć się w garść. Lewandowski to umie, co udowadniają wyliczenia przywołanego profilu, który przedstawił je w serwisie X (czyli na starym, dobrym Twitterze). Przewodzi w stawce galaktycznych strzelców, za nim są Cristiano Ronaldo czy Leo Messi. Obaj zdobyli więcej goli z karnych w LM, ale też znacznie więcej zmarnowali. RL9 wykorzystał aż 18 z 19 prób, ostatnie dwie z Benficą (skuteczność na poziomie 94,7 proc). Nie strzelił tylko raz – z… Benficą (w fazie grupowej sezonu 2021/22 jego strzał obronił Odysseas Vlachodimos). Z karnymi Lewandowskiego różnie jednak bywało. Kiedyś sposób, w jaki je wykonywał, mocno irytował. Chodzi o fakt, że nagle się zatrzymywał, zdaniem wielu to powinno być zabronione. Cóż, wykonywanie zwodów taktycznych w trakcie dobiegania do piłki jest dozwolone”...

Zwycięzców się nie sądzi. Przekornych jednak ten doskonały bilans skłania do uzmysłowienia sobie, że ważne karne nie tylko strzelaliśmy, ale i… nie strzelaliśmy.

Oto subiektywny ranking naszych nieszczęśliwych klubowych strzelców ze zmarnowanymi karnymi o istotną stawkę.

1. Bogusław Pachelski i Damian Łukasik

26.10.1988 – rewanżowy mecz Lecha z Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów 1:1, karne 4:5

W niezwykle dramatycznym meczu, który jako nastolatek przeżywałem przed telewizorem, napastnik Lecha w piątej serii strzałów miał szansę zapewnić „Kolejorzowi” awans. Było wówczas 3:3 i napastnik „Lechitów" miał szansę przejść do historii. Wystarczyłoby, żeby trafił, ale jego uderzenie zatrzymał słynny Andoni Zubizarreta. A potem Damian Łukasik w ostatnim karnym przywalił… w poprzeczkę.

2. Mirosław Szymkowiak i Tomasz Frankowski

27.11.2003 – rewanżowy mecz Wisły z Vaalerengą Oslo w Pucharze UEFA 0:0, karne 3:4

Tacy kozacy też potrafili się pomylić. Szymkowiak nawet w bramkę nie trafił. Szkoda, nie dość, że rywale we własnej lidze grali cienko, to potem trafili na Newcastle United. Polskie media pisały o kompromitacji krakowian i skandynawskim kacu. Ale jak inaczej należałoby określić odpadnięcie w starciu z jednym z najsłabszych klubów w Norwegii (utrzymał się w lidze dopiero po barażach)?

3. Marek Bajor

26.09.1995 – rewanżowy mecz Widzewa Łódź z Czernomorcem Odessa w Pucharze UEFA 1:0, karne 5:6

Łodzianie, którzy zapisali tyle wspaniałych kart w europejskich pucharach, zapisali również wstydliwą. Ukraińcy znad Morza Czarnego zdołali RTS wyeliminować.  Goście od 35 minuty grali w dziesiątkę, a od 105 w dziewiątkę, ale łodzianie nie byli w stanie tego wykorzystać! Jeśli dodamy do tego fakt, że w kluczowym momencie serii rzutów karnych zawiódł Marek Bajor, który uderzył nad poprzeczką...

4. Antoni Szymanowski

3.11.1976 – rewanżowy mecz Wisły z RWD Molenbeek w Pucharze UEFA 1:1, karne 4:5

Po 10 „jedenastkach” (po pięć dla każdej z drużyn) był remis 4:4 (Henryk Maculewicz trafił w poprzeczkę, a strzał Benny’ego Nielsena obronił Stanisław Gonet). W decydującej serii pomylił się niestety Antoni Szymanowski. Nasz reprezentacyjny obrońca trafił w słupek, a rywale ostatni strzał wykorzystali bezlitośnie (Willy Wellens).

5. Maciej Żurawski

29.07.2010 – pierwszy mecz Wisły Kraków z Qarabachem Agdam w Lidze Europy 0:1

Drużyna Henryka Kasperczaka miała rozbić rywala, ale rozbiła... siebie. W trakcie meczu karnego nie strzelił Maciej Żurawski. Biorę na siebie tego karnego oraz fakt, że nie zremisowaliśmy tego meczu. Nie ma dla mnie usprawiedliwienia. Nie strzeliłem, co rzadko mi się w przeszłości zdarzało. Karny dopełnił mojego osobistego niepowodzenia w tym meczu – mówił potem. Bardziej w pamięć zapadła chyba wcześniejsza radość Patryka Małeckiego, który z faktu, że został sfaulowany, cieszył się jak dziecko i triumfalnie pozdrawiał publiczność. Po karnym – osłupiał. W rewanżu 2:3 i... ciszej nad tą trumną.

Paweł Czado