Ryzyko, które się opłaci?

Przyjście Pawła Dawidowicza do Rakowa uznane zostało za jeden z największych hitów zimowego okienka. 17-krotny reprezentant Polski w niedzielę zadebiutował w barwach nowego klubu.

Paweł Dawidowicz (z prawej) na debiut w Rakowie nie musiał długo czekać/Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Defensor pojawił się na placu gry w 63 minucie zmieniając Ariela Mosóra na prawej obronie, gdy Raków przegrywał z Wisłą w Płocku już 0:2. Ostatecznie skończyło się na przegranej 1:2, nowy nabytek częstochowian nie popełnił żadnego poważnego błędu, ale nie zapisał się też niczym szczególnym na plus. Podpisanie kontraktu z piłkarzem, który ostatnie pół roku pozostawał bez pracodawcy przez wielu obserwatorów i kibiców uznane zostało za mocno ryzykowne. - Dużo czasu czekałem na podpisanie tego kontraktu, przyznam, że miałem już tego dość. Raków okazał się najbardziej konkretny i zamknęliśmy to tak naprawdę w jeden dzień – powiedział Paweł Dawidowicz po niedzielnym meczu.

Samotność piłkarza

Zawodnik nie ukrywa, że ostatnie pół roku było dla niego trudne. - Wiadomo, że trenowałem indywidualnie, choć psychicznie ciężko jest trenować samemu, biegać po lesie czy robić ćwiczenia z trenerem personalnym. Wspomagałem się też treningami z jedną drużyną. Jestem szczęśliwy, że teraz jestem w miejscu gdzie mogę walczyć o najwyższe cele. Pierwszy mecz nam nie wyszedł, ale musimy się podnieść i dać z siebie dużo więcej w starciu z Radomiakiem – dodaje były kapitan Hellasu Verona.

W Rakowie wierzą, że zaufanie jakim obdarzyli zawodnika przyniesie wiele korzyści, a on sam będzie jedną z wyróżniających się postaci naszej ligi, co pozwoli mu też wrócić do reprezentacji. - Potrzebowaliśmy trochę doświadczenia, dodatkowy atut to fakt, że Paweł jest Polakiem, ma bardzo dużo meczy w Serie A i w grze od tyłu może nam sporo pomóc. Ważne są też centymetry, bo dużo pracujemy nad stałymi fragmentami gry. We Włoszech dochodził do wielu sytuacji, były na nim odgwizdywane rzuty karne. Cała jego historia i aspekty mentalne również za nim przemawiały. Od samego początku widać, że komunikacja z zespołem jest u niego na wysokim poziomie – chwali podopiecznego trener Łukasz Tomczyk.

Rzeczy ważniejsze od piłki

Skąd u 30-latka w ogóle tak długi rozbrat z futbolem? - Musiałem poukładać swoje sprawy w domu, zajęło mi to trochę więcej czasu niż pierwotnie myślałem. Gdy już było wszystko okej, to kluby miały skompletowane kadry i tak wyszło. Czasami są po prostu rzeczy ważniejsze od piłki. Psychicznie byłem jednak już na wykończeniu przez to czekanie – wyznał szczerze po meczu w Płocku.

Niedzielne spotkanie toczyło się w anormalnych warunkach, przy -13 stopniach na termometrach oraz temperaturze odczuwalnej jeszcze kilka kresek niższej. - Czuć było tą temperaturę, najciężej wejść z ławki w takich warunkach, ale to PZPN, władze ligi decydują czy mecze są odwoływane, my jesteśmy tylko piłkarzami. Jest powiedziane, że gramy to gramy. Jak na tą temperaturę, to warunki do gry i tak były super. Niemniej przy tej pogodzie ciężko w ogóle oceniać mecz. Nawet piłka nie chodzi odpowiednio po boisku przy takiej temperaturze, organizm też nie jest do czegoś takiego przyzwyczajony – mówił, gdy zapytaliśmy go, czy spotkanie w ogóle powinno zostać rozegrane.

Kariera Dawidowicza została wielokrotnie wyhamowana przez ciężkie urazy. Obecnie na nic nie narzeka, więc można się spodziewać, że nowy trener Rakowa niedługo wystawi go w podstawowym składzie. Możliwe, że już w starciu z Radomiakiem.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się