Rywale do obicia

Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz

Co wiemy przed dzisiejszym losowaniem? Wiadomo, że półfinał barażu do mistrzostw świata zagramy 26 marca u siebie, a naszym rywalem będzie ktoś z kwartetu: Irlandia, Albania, Bośnia i Hercegowina, Kosowo. Nie ma nas w pierwszym koszyku, ale to już nie zależało od naszej reprezentacji. Potknęła się na finiszu Dania, która kosztem Szkocji zagra tylko w europejskim play offie i losowana będzie z pierwszego koszyka. O tyle warto było tam być, że w ten sposób unikało się faworytów barażów, czyli Włochów, z którym nikt pewnie nie będzie chciał grać, bo mimo że przeżywają trudny okres i mimo że dwa razy z rzędu przegrali baraże o mundial, w 2017 roku ze Szwecją, a potem z Macedonią Północną - to jednak wiadomo, jakiej klasy jest to rywal.

Najpierw jednak trzeba pokonać półfinałową przeszkodę. W meczu u siebie zmierzymy się z rywalem z Zielonej Wyspy albo z Bałkanów. Z kim najlepiej byłoby zagrać? Spójrzmy na bilans, jaki mamy z naszymi potencjalnymi przeciwnikami. Z Irlandią dotychczas mierzyliśmy się aż 28 razy. To jedna z tych reprezentacji, z którymi w swojej ponadstuletniej historii międzypaństwowych meczów mierzyliśmy się najczęściej. Więcej razy graliśmy tylko z naszymi bratankami, Madziarami, którzy przepadli w eliminacjach właśnie w starciu z Wyspiarzami, tracąc decydującego gola w 6 minucie doliczonego czasu po trafieniu niesamowitego Troya Parrota – zdobył wszystkie pięć goli dla Irlandczyków w zmaganiach z Portugalią (2:0) i Węgrami (3:2)!

Z Węgrami graliśmy 34 razy, z Rumunami nawet o dwa więcej, bo 36, i jeszcze Finowie - 35 spotkań. Z Irlandią na 28 gier to 11 naszych zwycięstw, tyle samo remisów i sześć przegranych.

Albania? Jeszcze świeżo mamy w pamięci niesławną porażkę 0:2 w Tiranie poniesioną we wrześniu 2023 roku w eliminacjach do niemieckiego Euro, po której pracę stracił Fernando Santos, a zastąpił go Michał Probierz. Na 15 gier aż 10 to nasze wygrane, trzy remisy i tylko dwie porażki. Z takiej dobrej statystyki nie ma jednak co wyciągać daleko idących wniosków, bo Albańczycy teraz to inna drużyna niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. To już nie jest słabeusz.

Z Bośnią po raz ostatni mierzyliśmy się w Lidze Narodów 2020/21 za selekcjonerskich czasów Jerzego Brzęczka i zanotowaliśmy dwie wygrane. W Zenicy w październiku 2020, gdzie po trafieniach Kamila Glika i Kamila Grosickiego wygraliśmy 2:1 i miesiąc później we Wrocławiu, gdzie wygraliśmy 3:0 (dwa gole Roberta Lewandowskiego i jedno z pięciu trafień w narodowych barwach Karola Linetty'ego). Z pięciu meczów z Bośniakami aż cztery razy wygraliśmy i zanotowaliśmi jeden remis. Ten padł w towarzyskim meczu w Antalyi w grudniu 2010, kiedy było 2:2 – dwie bramki Pawła Brożka. Z Kosowem, które de facto jest małą Albanią, jeszcze nie graliśmy. Ten państwowy twór istnieje przecież od niedawna, nie jest uznawany przez ONZ.

Jedno jest pewne: bez względu na to, do jakiej z czterech barażowych ścieżek trafimy i z kim przyjdzie nam zagrać w półfinałowym meczu 26 marca u siebie, trzeba wygrać! Potem dopiero pomyślmy o finale i o tym, żeby zagrać jeszcze lepiej niż z Holandią, kiedy to w piątek po dobrym meczu zremisowaliśmy 1:1. Żeby grać na amerykańskich mistrzostwach świata trzeba zwyciężać, innej drogi nie ma. Kadra prowadzona przez Jana Urbana po sześciu meczach pod jego wodzą ma bilans 4 wygranych oraz 2 remisów. Pokazała, że potrafi dobrze grać, zwyciężać. Stać ją na to, żeby w czerwcu i lipcu przyszłego roku zagrać na amerykańskich stadionach. Na to czekamy!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się