Rywal do bicia
Tak jak z Rumunią najlepiej grać 2 października, tak z Bośniakami najlepiej byłoby się zmierzyć w… tureckim Kundu.
Kamilowie Grosicki i Glik załatwili nam wygraną w Zenicy 7 września 2020 roku. Z prawej Piotr Zieliński. Fot. laczynaspilka,pl
W piątek wieczorem Biało-czerwoni odnieśli swoje najwyższe zwycięstwo w historii Ligi Narodów i najwyższe w historii ponad stuletnich bojów z Rumunią, rywalem od lat dla nas bardzo niewygodnym. 2 października 1932 wygraliśmy z nimi w Bukareszcie 5:0. Niemal sto lat później przebiliśmy ten wynik, czego mało kto się spodziewał.
Przy pustych trybunach… Bośnia i Hercegowina to co innego. Historia gier z reprezentacją państwa, które istnieje niewiele ponad 30 lat, a powstało w wyniku rozpadu Jugosławii i krwawego konfliktu wewnętrznego, nie może być długa. Pierwsze bezpośrednie spotkanie to dopiero 2007 rok. Zapoczątkowało ono serię gier w Turcji, gdzie jeździła nasza kadra, najpierw pod wodzą Leo Beenhakkera, a potem Franciszka Smudy. Po jesiennej części rozgrywek selekcjonerzy mieli okazję na przegląd kadr, co siłą rzeczy dotyczyło nie zagranicznych zawodników, a krajowców. Pod Antalyę do Kundu holenderski selekcjoner zabrał ligowych graczy, żeby przyjrzeć się im bliżej po historycznym, bo pierwszym awansie na Euro niespełna miesiąc wcześniej.
W meczu rozegranym 15 grudnia 2007 roku w obecności… stu kibiców naszą drużynę na boisko z opaską kapitańską wyprowadził Mariusz Pawełek. Dla bramkarza ówczesnego mistrza kraju, Wisły Kraków, był to trzeci z czterech występów w narodowych barwach. Do tego w naszej reprezentacji zadebiutowało aż ośmiu zawodników! Byli na przykład tacy gracze jak Piotr Kuklis, Piotr Madejski czy Tomasz Lisowski. Dla Madejskiego był to pierwszy i jedyny mecz w kadrze, dla Kuklisa numer dwa, a Lisowski wystąpił w trzech grach. Wygraliśmy po trafieniu Michała Golińskiego. Obie federacje uznały mecz za oficjalny, choć jak czytamy w albumie Wydawnictwa GiA „Biało-Czerwoni 1921-2018”, to „rywale wystawili w istocie drużynę olimpijską, nas zaś reprezentowali ligowi krajowcy”.
Trzy lata później powtórka z rozrywki. „Kolejna smutna gra na tureckiej prowincji (dziewiąta z frekwencją poniżej stu widzów) z zapisem na oficjalnej liście biało-czerwonych, okazja dla pięciu debiutantów, bo kadrę tworzyli wyłącznie krajowcy z dziesięciu klubów, aż trzech z Jagiellonii, po dwóch z Lecha, Polonii, Zagłębia, Legii i Wisły”. Debiutowali m.in. Marcin Kilkut czy Dawid Plizga. W tamtym zremisowanym 2:2 spotkaniu dwa razy na listę strzelców wpisał się Paweł Brożek, rywala prowadził słynny Safet Susić, gwiazda reprezentacji Jugosławii i francuskiego PSG w latach 80., który Bośniaków wprowadził na pierwszy dla nich mundial, w Brazylii w 2014 roku.
Kolejny mecz w Kundu na pustym stadionie zagraliśmy rok później, w grudniu 2011 roku. Dla trenera Smudy był to jubileuszowy 30. mecz w roli selekcjonera. Dał wtedy szansę debiutu dwójce dobrze spisujących się wtedy w Ruchu napastników: Arkadiuszowi Piechowi i Maciejowi Jankowskiemu. Niebiescy tamten sezon skończyli na drugim miejscu, o włos przegrali tytuł ze Śląskiem. Dla „Jankesa” była to jedyna gra w kadrze, Piech uzbierał ich cztery. Wygraliśmy po golu Waldemara Soboty ze Śląska.
Dwaj Kamilowie Kolejne spotkania z Bośniakami to już Liga Narodów i gra o coś. W drugiej edycji tych rozgrywek rywalizowaliśmy z zespołem z Bałkanów o pozostanie w Dywizji A. W grupie 1 czołowe miejsca zajęte były dla faworytów: Włochów i Holendrów. Bośniacy tamte rozgrywki zaczęli świetnie, bo od remisu z Italią we Florencji 1:1 po trafieniu legendarnego już Edina Dżeko. Trzy dni po meczu z Włochami podejmowali nas w Zenicy i… polegli 1:2, choć prowadzili po trafieniu Harisa Hajradinovicia. Wtedy sprawy w swoje ręce wzięli przyjaciele nie tylko z boiska, Kamilowie Glik i Grosicki. Po dośrodkowaniu tego pierwszego „Gliku” głową wyrównał jeszcze przed przerwą. Był to dla niego szósty gol w narodowych barwach, dzięki czemu stał się w kadrze najskuteczniejszym defensorem w historii. Potem wszystko rozstrzygnął „Grosik”. U siebie, we Wrocławiu, wygraliśmy łatwo 3:0 (dwa trafienia Lewandowskiego, jedno Linettego) i to Bośniacy spadli z Dywizji A. Trener Jerzy Brzęczek, który wcześniej wywalczył awans na Euro, tak zaraz potem przestał pracować, a zaszkodziło mu słynne osiem sekund pauzy „Lewego” po meczu z Włochami, pytanego o naszą taktykę na tamten mecz. No ale to historia na inne opowiadanie…
Michał Zichlarz
MECZE POLSKI Z BOŚNIĄ I HERCEGOWINĄ
◾ 15 grudnia 2007 , Kundu (Turcja), 1:0◾ 10 grudnia 2010 , Kundu, 2:2
◾ 16 grudnia 2011 , Kundu, 1:0
◾ 7 września 2020 , Zenica, 2:1, Liga Narodów
◾ 14 października 2020 , Warszawa, 3:0, Liga Narodów
◾ 25 września 2026 , Warszawa, 0:0, Liga Narodów
Bilans: 6 meczów: 4 wygrane, 2 remisy; bramki 9:3.
