Ruch stracił swój styl+PLUS+MINUS

Były snajper Ruchu Mariusz Śrutwa jest rozczarowany postawą „Niebieskich” w rundzie jesiennej. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus


Ruch stracił swój styl

 Rozmowa z Mariuszem Śrutwą, byłym napastnikiem, który dla Ruchu zagrał 442 razy.

 

Czy spodziewał się pan aż tak słabej rundy w wykonaniu Ruchu?


– Wszyscy spodziewali się lepszej postawy zawodników i tego, że punktów będzie więcej, a gra będzie inaczej wyglądała. Wiedzieliśmy, że będzie trudno i że drużyna będzie w drugiej połowie tabeli. Liczyliśmy jednak na więcej zaangażowania. Mnie brakowało charakteru w zespole, zwłaszcza w tych meczach, które należało wygrać. Mogłyby one zadecydować, że zima byłaby spokojniejsza, a kontakt z bezpieczną strefą bliższy. Pojawiły się błędy nieprzystające piłkarzom, którzy chcą grać w ekstraklasie.

 

Który czynnik uznałby pan za kluczowy w tym, że sytuacja Ruchu jest jaka jest?


- Wymieniłbym trzy czynniki. Po pierwsze, tej drużynie potrzeba lidera. Na dzisiaj nie ma takiej osoby, która jest w stanie wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za wszystko, co się dzieje na boisku i poza nim. Nie ma kogoś, kto pociągnie drużynę, zmobilizuje. Po drugie, umiejętności zawodników nie potwierdziły tego, że wszyscy są w stanie pomóc drużynie w ekstraklasie. Do tego doszła słaba odporność psychiczna, co było widać w tych meczach, które należało wygrać. Dzięki nim patrzylibyśmy teraz w przyszłość bardziej optymistycznie. To oczywiście wiąże się z tym pierwszym aspektem, bo nie miał kto tego wziąć w jedną całość. Trzecim elementem jest to, że transfery nie były takie, jak być powinny. Od początku mówiłem, że niektórzy zawodnicy wg mnie nie pasują do tego, co Ruch prezentował wcześniej. W niższych ligach nie zawsze był najlepszym zespołem. Bardzo często pod względem piłkarskim był w środku stawki. Pewnie wiele osób się ze mną zgodzi, że w I lidze było przynajmniej kilka drużyn piłkarsko grających lepiej, mających większy potencjał. Natomiast Ruch miał charakter, własny styl i to, co pozwalało mu wygrywać. Był jednością i w każdych warunkach potrafił narzucić swój sposób gry. Walory przygotowania motorycznego brały górę nad tymi wyższymi umiejętnościami przeciwnika. Na skutek letnich transferów Ruch stracił swój styl, bo nie wszyscy do niego pasowali. W Chorzowie chciano grać inną piłkę, przebudowano drużynę, ale jak się okazało – zabrakło umiejętności, żeby ją grać. Kiedy postanowiono wrócić do starego stylu, odbudować go, to niestety zawodziła psychika, wspomniany brak lidera. Ulotniła się możliwość gry na fali wcześniejszych sukcesów i teraz będzie bardzo ciężko to zmienić.

 

W Chorzowie zakładają wstępny scenariusz, wedle którego zespół ma opuścić 8 piłkarzy, a wzmocnić 4. Gdyby to od pana zależało, na jakie pozycje ściągnąłby tych zawodników?


- Dla mnie to trochę dziwne, kiedy ktoś mówi, że pozbędzie się 8, a kupi 4. Fajnie, ale to nie jest szachownica, gdzie można się posługiwać pionkami. Nie kupuję tych liczb. Oczywiście Ruch musi wymienić sporo zawodników i postawić wszystko na jedną kartę. Pozyskać piłkarzy, którzy dadzą jakość i pozwolą pozostać w ekstraklasie. Spadek może oznaczać kolejny początek wielkich problemów. Nie wiem, czy drugi raz udałoby się powtórzyć coś, co nie było łatwe. Wzmocnienia są potrzebne na każdą pozycję poza bramkarzem. Tam jest kilku zawodników, którzy wiedzą, po co stają pomiędzy słupkami. Do każdej innej linii przydałby się ktoś, kto będzie wiódł w niej prym. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że to nie jest takie proste.

 

Jak pan, jako były napastnik, ocenia najskuteczniejszego zawodnika Ruchu, Daniela Szczepana?


- Myślę, że powinien mieć zdecydowanie większe wsparcie. Bardzo często był z przodu osamotniony, ruszał sam, wkładano wiele na jego barki. Wielokrotnie mówiło się, że to on ma zdobywać bramki, ale dla niego to również jest ogromny przeskok pomiędzy ligami. W tej formie to zadanie go przerosło i najprawdopodobniej musiało go przerosnąć. Gdyby było 2-3 takich graczy jak Szczepan i ktoś do pomocy w środku pola, to też grałoby się mu łatwiej. Jego walory byłyby bardziej eksponowane i strzelałby więcej goli.

 

Czy wierzy pan w to, że Ruch się utrzyma?


- Należy wierzyć i ja też wierzę. Meczów jest na tyle dużo, że jest teoretyczna szansa. Dopóki ona istnieje, trzeba w nią wierzyć, bo na tym polega sens oraz istota sportu. Nie zawsze jest tak, że sprawdza się tylko to, co wydaje się proste. Rozmawiał Piotr Tubacki