Rozliczyć piłkarzy
KOMENTARZ „SPORTU” - Michał Zichlarz
Podobnie jak przed rokiem, za nami smutna futbolowa jesień, przynajmniej w odniesieniu do reprezentacji. Kluby, na które przychodzi czas ponownie, radzą sobie więcej niż dobrze.
Na razie piłkarscy kibice żyją tym, co stało się w ostatnich meczach Ligi Narodów. Najpierw klęska w Porto, a zaraz potem kolejny cios, przegrana w Warszawie ze Szkotami i spadek z Dywizji A Nations League. A przecież wystarczył tylko remis, żeby móc grać w marcowych barażach. Teraz przyjdzie nam w tym terminie prawdopodobnie rozpocząć eliminacje mistrzostw świata. Rozpocząć je zespołem, który tak de facto nie istnieje i jest porozbijany.
Psy wieszane są na selekcjonerze Michale Probierzu. Wiele z zarzutów kierowanych pod jego adresem jest zasadnych, wiele to złośliwości. Mniej natomiast mówi się o piłkarzach, a to oni przede wszystkim powinni być rozliczeni.
Jeżeli szukać wygranych w listopadowych grach, to widzę tylko dwóch zawodników, no może trzech. Największym wygranym jest z pewnością Kamil Piątkowski i nie chodzi już nawet o spektakularną bramkę, którą zdobył w rywalizacji z Wyspiarzami w poniedziałek. Grał dobrze w defensywie, gdzie przecież odstajemy, bo tracimy gole na potęgę. Drugim wygranym dla mnie jest Jakub Kamiński. Wychowanek Szombierek w rywalizacji ze Szkotami „szarpał” za dwóch. Szkoda, że nie zdołał zagrać do końca spotkania. Ewentualnie trzeci wygrany to Łukasz Skorupski. Po tym, co Marcin Bułka pokazał z Portugalią, na dłuższy czas powinien mieć spokój z kadrą.
Reszta zawiodła. Kapitana reprezentacji Roberta Lewandowskiego bolą plecy. Z pewnością zobaczymy go za to w kolejnych ligowych grach i w Champions League. Zastępujący go w roli przywódcy Piotr Zieliński wrócił do Włoch na tarczy. Niestety, jak wielu innych. Nicola Zalewski dobry jest z przodu, ale w tyłach jego wyczyny wołały o pomstę do nieba, kiedy nie nadążał za Benem Doakiem. Być może właśnie to odpuszczanie rywala to jeden z głównych powodów, że nie gra w Serie A, gdzie przecież defensywa to podstawa.
Nie ma u nas graczy, którzy walnęliby pięścią w stół i pociągnęli reprezentacyjny wózek. Typem takiego gracza-przywódcy nie jest Lewandowski. Był nim Kamil Glik, ale niestety z racji wieku w kadrze już na niego nie można liczyć. Przynajmniej jednak przez lata trzymał nasz blok obronny, co teraz widać jak na dłoni. Inni? Nie mają takich cech, żeby pociągnąć resztę. Może spróbować Kamila Grabarę? To akurat zawodnik, który w język się nie gryzie. Nie ma być miło i przyjemnie, tylko mają być wyniki. Może też selekcjoner powinien się przeprosić z Mattym Cashem?
Piszemy, że nasz narodowy zespół nie potrafi grać z najlepszymi. Podobny materiał szedł dwa lata temu czy wcześniej, przed mistrzowskimi imprezami. Byłem akurat we wtorek w Ołomuńcu, gdzie Czesi rywalizowali z Gruzinami w Dywizji B. Patrząc, jak gra ekipa Ivana Haszka czy Willy'ego Sagnola, śmiem wątpić, czy dalibyśmy z nimi dzisiaj radę. Tam każdy z zawodników wieco ma robić. Jest pomysł, zaangażowanie, bieganie przez 90 minut... Przyznam, że w ostatnich miesiącach jestem pod wrażeniem postawy Gruzinów. Widziałem ich mecz na stadionie w Dortmundzie z Turcją na Euro, widziałem w Ołomuńcu. Oba przegrali, ale jak grają i biegają... To przysłowiowy ogień na boisku. U naszych zawodników tego - niestety -nie widzę.
