Rozczarowanie w Białymstoku
Szkoda! Jagiellonia zsunęła się pod stół, czyli poza czołową ósemkę.
Tu Lamine Fadiga wyprzedził Davida Sualehe.
Od tego spotkania zależała dalsza pozycja „Jagi” w Lidze Konferencji. Przed meczem nasza drużyna zajmowała ósmą lokatę i walczyła o utrzymanie tej pozycji, bo dawała ona szansę na bezpośredni awans do 1/8 finału. Niestety, nie udało się. Jagiellonia po wczorajszym meczu wypadła poza ósemkę i – choć awansowała – będzie musiała grać wcześniej. Szkoda; zajęła miejsce najgorsze z możliwych, czyli dziewiąte. Zdecydował gorszy bilans bramek w porównaniu z Cercle Brugge. Niewiele brakło... Ale nie ma co narzekać: Jagiellonia zostaje w pucharach, tyle że będzie musiała najpierw grać w 1/16 finału.
Flaki z olejem
Zaczęło się obiecująco: w 5 minucie Jagiellonia powinna prowadzić, ale obrońca Dusan Stojinović majtnął się w idealnej pozycji z bliska. Zdołał ledwie dotknąć piłkę, zamiast soczyście ją uderzyć, a słoweński reprezentacyjny bramkarz Matevz Vidovsek spisał się bez zarzutu. Potem gra jednak nieco siadła. Sytuacje podbramkowe jakby się z Białegostoku zabrały i poszły oglądać, jak Legia traci gole w Sztokholmie.
W drużynie gości wyróżniał się austriacki napastnik Raul Florucz, z którym obrońcy gospodarzy mieli ewidentny problem. Po półgodzinie gry przy centrze najwyżej wyskoczył w polu karnym gospodarzy, jednak jego celny strzał głową obronił Sławomir Abramowicz. Zaraz potem znowu przedarł się w pole karne, jednak trafił jedynie w boczną siatkę. Do przerwy niewiele już się działo i nie będzie nadużyciem stwierdzenie, w którym ważną rolę grają flaki i olej.
Szczęście jest ważne
Po przerwie mecz nadal był otwarty, Jagiellonia nie zepchnęła wcale rywala do kurczowej obrony. Wręcz przeciwnie: w 53 minucie znowu szansę miał Florucz, ale tym razem uderzył nieczysto. Słoweńcy grali coraz odważniej, Abramowicz uratował sytuację przy strzale z bliska Hiszpana Aleksa Blanco. Blanco miał świetną sytuację z kontrataku. Znakomicie zachował się jednak Cezary Polak, bo wślizgiem zdołał zatrzymać piłkę dogrywaną prostopadle w polu karnym. Gdyby nie on – gol byłby nieuchronny.
Albo inna sytuacja: Mateusz Skrzypczak w głupi sposób stracił piłkę i goście wychodzili w pewnym momencie we trzech na jednego obrońcę Jagiellonii! Gospodarzy uratowała niechlujność przy decydującym zagraniu.
Jagiellonia nie miała tylu szans, choć jedna spadła jej z nieba. W 70 minucie po fatalnej interwencji słoweńskiego bramkarza jego kolega, Marcel Ratnik, wybił jednak piłkę poza pole karne.
Victor Sanchez, trener gości, reagował na boiskowe wydarzenia spokojnie, długo nie decydował się na zmiany (pierwsza dopiero w 77 minucie). Warto przypomnieć jego karierę zawodniczą, bo jest rzeczywiście godna podziwu. Z Realem Madryt, grając w pomocy, wygrał Ligę Mistrzów w 1998 roku, miał też epizod w reprezentacji Hiszpanii. W ostatnich sekundach jego zespół miał piłkę meczową, ale znów nic z tego nie wyszło.
Reasumując: oba zespoły bardzo chciały wygrać, ale czegoś zabrakło. Umiejętności strzeleckich? Generalnie – tak czy inaczej – wynik nie krzywdzi żadnej ze stron i oddaje, co działo się na boisku.
Potencjalnymi rywalami Jagiellonii w meczach 1/16 finału, które zaplanowano na luty, są Molde (Norwegia) i Baczka Topola (Serbia), a ewentualnie w 1/8 finału... Legia lub Brugia.
(pacz)
JAGIELLONIA: S. Abramowicz - Saczek, Skrzypczak, Stojinović, Polak - Kubicki (90. Tomas Silva), Nene (72. Nguiamba), Imaz - Diaby-Fadiga (55 . Czurlinov), Pululu, Hansen (72. Miki Villar). Trener Adrian SIEMIENIEC.
OLIMPIJA: Vidovsek - Pedreno, Muhamedbegović, Sualehe, Doffo - Diogo Pinto (77. Marin), Ratnik, Blanco, Brest (85. Boultam) - Florucz (77. Durdov). Trener Victor SANCHEZ.
Sędziował Luís Godinho (Portugalia). Żółte kartki: Sacek, Pululu. Nguiamba - Brest, Blanco, Jorge Silva, Boultam.
