Rozbudzone oczekiwania
Rozmowa z Jarosławem Skrobaczem, byłym trenerem Odry Opole
Porażkę we Wrocławiu (0:3) Jarosław Skrobacz przypłacił głową/Fot. Gleb Soboliev/PressFocus
Czy decyzja zarządu Odry o rozwiązaniu kontraktu była dla pana zaskoczeniem?
– Wydawało się, że runda wiosenna w naszym wykonaniu rozpoczyna się dobrze, że wszystko jest poukładane. Po zwycięstwie na inaugurację z Pogonią Siedlce i remisie w Tychach można było nawet usłyszeć bardzo dużo pozytywnych opinii, ale coś pękło w drugiej połowie meczu we Wrocławiu (porażka 0:3, wszystkie gole stracone po przerwie – przyp. red.). Po nim mieliśmy bardzo trudny tydzień, bo przygotowania do spotkania ze Stalą Mielec „podszyte” były niewybrednymi epitetami pod kątem zawodników i moim. Wyglądało to źle, szczególnie w sferze mentalnej u piłkarzy, którzy przez cały tydzień słyszeli i czytali, że się do niczego nie nadają, mają oddać koszulki i tak dalej. Olbrzymia presja spowodowana tym, że oczekiwania były znacznie większe, „powiązała” nogi zawodnikom. Zagraliśmy naprawdę bardzo, bardzo słabo w niedzielę (porażka 0:2 w Opole – przyp. red.), bo głowy zawodników nie pracowały. Nie wychodziło nam nic od rozpoczęcia gry przez Adama Wójcika, poprzez niedokładność i nerwowość całej linii obrony oraz środka pola, aż po skrzydła i napastników. Nie zafunkcjonowało nic tak, jakbyśmy chcieli i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Ale chyba nie tylko te 135 minut słabej gry drużyny sprawiły, że działacze podjęli kroki ostateczne? Zresztą już w środku minionego tygodnia, na przedmeczowej konferencji prasowej, padło pytanie o pana odejście. A to, co wykrzykiwali kibice na trybunach, można chyba nazwać wrogością i antydopingiem.
– Co ja mam w takim momencie powiedzieć? Zdobyliśmy 26 punktów, czyli o sześć więcej niż mieliśmy rok temu po 23 kolejkach, a cztery mniej niż uzbieraliśmy w całym poprzednim sezonie. Ponadto zespół ma dziewięć punktów przewagi nad strefą spadkową, czyli sytuacja w tabeli jest spokojna. To są fakty. Teoretycznie jest więc komfort, ale myślę, że te oczekiwania rozbudzone przed meczem ze Śląskiem Wrocław sprawiły, że po porażce 0:3 wszyscy – piłkarze i sztab szkoleniowy także – mieli olbrzymi niedosyt. Sam pan zauważył, że już przed pierwszym gwizdkiem meczu, który graliśmy u siebie, atmosfera na trybunach była negatywna, a wręcz dołująca. Ciężko mi się więc do tego odnieść, ale mówiąc szczerze, przez cały ten tydzień przed meczem ze Stalą czułem i można to było także wyczuć w rozmowach z zawodnikami, że wszystko, co zrobiliśmy zimą i na początku wiosny zostało przekreślone drugą połową we Wrocławiu.
Czy to znaczy, że w Opolu kibice żądają od zespołu awansu do ekstraklasy?
– Na pewno oczekiwania były wysokie. Mierzone chyba na skalę obiektu, który został wybudowany w Opolu. Ja na wielu konferencjach prasowych powtarzałem, że Odra ma zespół zbudowany z zawodników na miarę swoich możliwości finansowych. Na tym poziomie dokonywaliśmy też transferów. Szukaliśmy zawodników na konkretne pozycje, żeby wzmocnić drużynę i znaleźliśmy. Jest Adrian Liber, którego udało się pozyskać, a jest to zawodnik przerastający moim zdaniem I ligę. Sprowadziliśmy też Oliviera Sukiennickiego, Michała Feliksa i Krystiana Palacza. To na polskim rynku piłkarskim nie są zawodnicy anonimowi, ale udało się nam wydobyć ich z poprzednich klubów dlatego, że tam mieli swoje problemy. Ja znam tych piłkarzy i wierzę, że potrafią grać na wysokim poziomie, ale gdyby byli w doskonałej formie, to byliby podstawowymi zawodnikami Wieczystej, Wisły Kraków i Radomiaka. Nie byli i dlatego przyszli do Odry, żeby pokazać swój potencjał. Potrzebują jednak na to czasu i akceptacji w nowym środowisku, a nie wyzwisk. Na ocenę tych transferów na pewno przyjdzie czas na koniec rundy, ale to już nie będzie moje zadanie i powiem nawet, że w tej chwili jest mi niezręcznie o tym mówić. Ja już bowiem dzisiaj w Odrze nie pracuję.
Na co pana zdaniem stać Odrę w tym sezonie?
– Uczciwie od samego początku sezonu mówiłem, że jeżeli ktoś sobie wymarzył miejsce w szóstce to... ma do tego prawo, bo w sporcie zdarzają się różne sytuacje. Zresztą my też przed rozpoczęciem sezonu, czy nawet teraz przed rundą wiosenną, na odprawach drużyny stawialiśmy sobie wysokie cele. To jest normalne, bo w ten sposób dodatkowo motywuje się piłkarzy. Plan minimum zakładał spokojne utrzymanie, ale spoglądaliśmy też w kierunku pierwszej szóstki. Czy to było realne, ja nie wiem, ale chciałem wyzwolić większy mental w zespole, który jest ambitny. Proszę zobaczyć, jakie marki i jakie potencjały mają zespoły przed nami. Oczywiście możemy podawać przykład Chrobrego, ale co roku pojawiają się takie nieoczywiste zespoły, które znalazły się na zwycięskiej fali i poniosło ich wysoko. My też straciliśmy kilka punktów, których z przebiegu gry nie powinniśmy stracić, a gdybyśmy je mieli, bylibyśmy w tabeli na poziomie Ruchu, ŁKS-u czy Miedzi. Nie jesteśmy i dlatego kibice w Opolu, podobnie jak wszyscy inni fani, chcą, żeby ich zespół wygrywał i był wysoko w tabeli. We Wrocławiu zostaliśmy jednak zweryfikowani, a ja za to zapłaciłem rozwiązaniem kontraktu.
Rozmawiał Jerzy Dusik
