Rok niespokojnego życia

MUCHA NIE SIADA, felieton Tomasza Muchy

Skoro są grzech, kara, ostracyzm i skrucha, niechże będą też wyrzut sumienia, żal, oddanie czci i zadośćuczynienie. Skoro głośno piętnujemy i słusznie domagamy się przykładnego karania wszystkich oszustów posuwających się do nieuczciwej konkurencji w sporcie pod postacią niedozwolonego wspomagania – czytaj dopingu, niechże wybrzmi to głośno i po wielokroć, że ktoś został oskarżony i skazany niesłusznie, że poniósł karę, która mu się w żaden sposób nie należała, doznał strat niepowetowanych i że w związku z tym należy mu się zadośćuczynienie moralne i materialne – czytaj kasa. Dużo kasy.

Niech to będzie więc jasne raz na zawsze i wydrukowane złotymi zgłoskami – w tej konkretnej sprawie: Mikołaj Sawicki jest niewinny! Nie wchodząc w szczegóły – kara dyskwalifikacji dla siatkarza i skazanie go na prawie roczną banicję była efektem błędu laboratorium antydopingowego. Nie wszyscy grają nieuczciwie; należy wierzyć wręcz w coś odwrotnego – większość uznaje zasady fair play.

Casus Sawickiego wart jest nagłośnienia, nawet jeżeli nie jest precedensem, choć przypadki całkowitego uniewinnienia w sytuacjach związanych z podejrzeniem dopingu są niezwykle rzadkie. Niewinna jednostka, która padła ofiarą bezdusznego systemu, po uporczywej walce i wbrew wielu przeciwnościom, wychodzi z tego nierównego pojedynku zwycięsko, zwłaszcza moralnie – przed sobą i przed światem.

Ale tak efektownie wszystko wygląda dla nas. Dopóki samemu nie stanie się wobec sytuacji skrajnej, życiowej tragedii, nie sposób naprawdę współodczuć. Słowa siatkarza oddają jednak namiastkę tego, z czym musiał się mierzyć. „Strach. Codziennie budzisz się i nie wiesz, co cię dzisiaj zaskoczy, co tym razem... Dziś czuję spokój. Ale nadal jak o tym myślę, to łapie mnie lekka depresja”.

Nie tak dawno podobnie cierpiał Kamil Majchrzak. Choć tenisista udowodnił skażenie zażytego suplementu, to straconego roku i upadłego morale nikt mu nie wróci – Piotrkowianin w ogóle zniknął z rankingu, ale wrócił silniejszy.

Więcej szczęścia miała Dorota Borowska, zawieszona tuż przed igrzyskami w Paryżu. Tu nie było błędu laboratorium, lecz uznano wyjaśnienia kajakarki, że feralny środek był w maści, którą wcierała w skaleczoną łapę psa.

Podobnej wyrozumiałości nie doczekał jednak kajakarz Adam Seroczyński, który „zatruł” się hodowaną na sterydach chińską wołowiną – polski medalista olimpijski został zawieszony i w efekcie zakończył karierę. Niemal dekadę później w identycznym przypadku „mięsnym” uniewinniono amerykańską biegaczkę Ajee Wilson.

Jakkolwiek procedury antydopingowe są coraz sprawniejsze, czasem dzieci wylewa się z kąpielą, a czasem zwyczajnie nie wszyscy traktowani są równo. Ten ostatni wątek wybrzmiał donośnie w 2024 roku, gdy dwie tenisowe „jedynki”, Igę Świątek i Jannika Sinnera, ukarano symboliczną karą – odpowiednio – miesiącem i trzema miesiącami zawieszenia, co do dziś budzi kontrowersje.

Sawicki z nieswojej winy stracił niemal rok sportowego życia – a więc wylądował na totalnym zawodowym marginesie, co często wiąże się z życiowym roztrzaskaniem.

Niby to tylko rok, ale dziś trudno przesądzić, jakie piętno odciśnie te kilkanaście miesięcy życia w próżni na tym młodym człowieku. Może wróci lepszy, sprawniejszy, rześki i głodny, a może na odwrót: już się nie odrodzi, już nie wzniesie skrzydeł do lotu, bo może tamten rok byłby najlepszym w jego życiu; tego rodzaju dywagacje pozostaną nierozstrzygnięte. Niby to tylko rok banicji, ale – dostrzegamy to doskonale później, w smudze cienia – czasu nie cofniemy, co się nie wydarzyło, już się nigdy nie wydarzy takie samo, nic się nie powtórzy; to, co przegapiliśmy, już nie zawróci z kolejną szansą, nie nadrobimy tamtych nierozegranych meczów, nieodbytych rozmów, nie-spotkań czy wyskoków, niechby i nad siatkę, a nie pod stołem.

Sawickiemu trzeba ze wszech miar życzyć – jak każdemu, kto padł ofiarą jakiejkolwiek niesprawiedliwości – po prostu wszelkiego możliwego zadośćuczynienia, ale przecież wiemy, że sprawiedliwość to tylko idea, w życiowej praktyce bywa towarem rzadkim.

O moralne zadośćuczynienie Sawickiemu zadbał już Nikola Grbić, który powołał go do szerokiej kadry na sezon 2026. Trener wie, że choć siatkarz nie będzie gotowy do gry na poziomie międzynarodowym, to chciał dać mu wsparcie i sygnał, że liczy na niego w przyszłości – dał mu więc motywację.

Teraz pora na zadośćuczynienie fizyczne – i takowe zapewne siatkarz w dalszej perspektywie otrzyma. Kwestią pozostaje tylko, na ile konkretnie sądy wycenią nie tylko straty materialne, ale też – znów – straty dobrostanu psychicznego.

Nie łudźmy się jednak – podobne sytuacje w profesjonalnym sporcie będą się zdarzać, bo za każdą procedurą wciąż stoi człowiek, istota omylna. Dziś na szczęście zdarza się błąd odkryć i naprawić. Ale gdy pałeczkę przejmie sztuczna inteligencja, obawiam się, że może być tylko gorzej, bo jej werdykt będzie nieodwołalny...

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się