Robota Galata na dwóch etatach

Sztuki bramkarskiej uczył się m.in. od legendy GKS-u Katowice. Po ćwierć wieku występów między słupkami wielu zagłębiowskich i śląskich klubów, przygodę z piłką zakończył Dawid Stambuła.

Dawid Stambuła (z lewej) w trzecioligowym wówczas Ruchu: wiosna 2019. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Gdyby policzyć wszystkie kluby, w których zagrał, naliczylibyśmy ich... trzynaście (traktując Górnika i Janinę Libiąż jako ten sam podmiot, tyle że o różnych nazwach w różnym okresie). Czy w jego przypadku to szczęśliwa trzynastka? Zapewne tak, skoro w trakcie jego ostatniego spotkania w koszulce Ruchu Radzionków na ogrodzeniu obiektu przy Knosały przez cały czas wisiał kierowany doń transparent „Dziękujemy za wszystko”. To właśnie w żółto-czarnych barwach zawędrował najwyżej: w sezonie 2018/19 zagrał w trzeciej lidze. 

- Debiut w Cidrach zapamiętałem chyba najmocniej ze wszystkich moich spotkań. To był mecz z Rekordem w Bielsku-Białej, na Stadionie Miejskim. Przegraliśmy wyraźnie, ale kibice Ruchu mocno mnie wtedy wsparli – wspomina z rozrzewnieniem Dawid Stambuła. Gospodarze wygrali 5:2, a jego kosztem hat trick ustrzelił wtedy 20-letni Damian Hilbrycht, który w minionym sezonie wreszcie „dochrapał się” ekstraklasy (w szeregach Niecieczy).

Początki u legendy

Bohatera tej opowieści od ligowej elity dzieliło wiele. Chociaż... jest przecież wychowankiem GKS-u Katowice, do którego zgłosił się, gdy ten był ligowcem pełną gębą, czyli jeszcze w końcówce ubiegłego stulecia. - Fachu bramkarskiego uczyli mnie prawdziwi fachowcy: legendarny Franciszek Sput, a potem Mateusz Sławik – wspomina dodając, że „nie od razu Kraków zbudowano”. To znaczy – nie od razu postawiono go do bramki. - Przez pierwsze trzy lata byłem środkowym obrońcą. Ale na jednym z zimowych obozów trampkarzy bramkarz doznał kontuzji, więc go zastąpiłem. I tak zostało!

Słowo się rzekło...

Zostało na ćwierć wieku. Były po drodze piłkarskie szkółki (pardon – poważne szkoły!) w Chorzowie (Stadion Śląski) i Łodzi (UKS SMS), a potem – bogaty plon klubów zagłębiowskich i śląskich. Wśród nich – pięć sezonów w Ruchu Radzionków, 114 gier ligowych. - Myślę, że to najcenniejsze, co mnie w tej piłkarskiej przygodzie spotkało: ponad 100 meczów w tak renomowanym, również na ogólnopolskiej arenie, klubie – zaznacza Stambuła. Decyzja o zawieszeniu butów na kołku łatwa nie była; z Cidrów nikt go nie wyrzucał, przez cały sezon był bramkarzem numer jeden. Ale... - Wracając dwa lata temu do Ruchu (wcześniej występował tu w latach 2018-20 – dop. aut.), powiedziałem, że w tym klubie zakończę swoją przygodę z piłką. I to się właśnie stało – mówił nam golkiper po ostatnim gwizdku meczu 33. kolejki 4. ligi śląskiej między Ruchem a Kuźnią Ustroń (2:1).

Na pół gwizdka się nie da

A wszystko za sprawą codziennej pracy, której pogodzenie z kontynuowaniem kariery sportowej okazało się niemożliwe. - To nie w moim stylu - albo poświęcam się czemuś na 100 procent, albo wcale. Nie mógłbym trenować „na pół gwizdka” i wymagać miejsca w bramce – tłumaczy „Sportowi” Dawid Stambuła. - W zagranicznej firmie, w której pracuję, zajmując się logistyką i organizacją transportów międzynarodowych, tak naprawdę już od dłuższego czasu czekali na to, bym był w pełni dyspozycyjny...

Gdyby dziś spytać kibiców Cidrów o ich ulubiony mecz bramkarza, pewnie każdy wymieniłby inny. W całej jego piłkarskiej przygodzie najciekawszy jest zaś... jego pseudonim. „Galat” - pod taką ksywką znany jest w środowisku. Skąd się wziął? To akurat proste: skoro Stambuł(a), to i Galat(asaray)!

Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się