Rewolucja pożarła własne dzieci

Bartosz Bida (w białej koszulce) był jedną z nielicznych wyróżniających się postaci w zespole Podbeskidzia. Fot. Krzysztof Dzierżawa/PressFocus
Rewolucja pożarła własne dzieci
Słowa te idealnie oddają wydarzenia, jakie miały miejsce w Podbeskidziu w ostatnich miesiącach.
Odpowiedzialny za rewolucję dyrektor Sławomir Cienciała stracił pracę.
Kilka dni temu razem z nim z klubu odszedł Marek Sokołowski i dwaj byli kapitanowie „górali”, którzy latem zapowiadali stworzenie charakternego i walecznego zespołu, skapitulowali już po pierwszej rundzie. Latem wobec braku gry w barażach o ekstraklasę pod Klimczokiem doszło do dużej rewolucji. Rozstano się z dyrektorem Łukaszem Piworowiczem i w pionie sportowym postawiono na wspomniany duet „swoich”. Wcześniej chęć odejścia zgłosił trener Dariusz Żuraw, a na jego następcę wybrano Grzegorza Mokrego (pierwszym wyborem był Tomasz Tułacz, ale sensacyjnie Puszcza Niepołomice awansowała do ekstraklasy i szkoleniowiec nie zmienił otoczenia). W trakcie letniej przerwy z klubu odeszło kilkunastu piłkarzy, przyświecał temu jeden cel - oszczędności. Sprzedani zostali Goku Roman (Wisła Kraków), Krzysztof Drzazga (Miedź Legnica), a pod koniec lata Jeppe Simonsen (Academico Viseu), który wymuszał transfer.
Dobiegło końca wypożyczenie Arthura Vitllego, wygasła umowa Floriana Hartherza, którego klub chciał zatrzymać, ale Niemiec otrzymał znacznie lepsze warunki w Miedzi, podobnie sprawa wyglądała z Matveiem Igonenem. Klub nie aktywował klauzuli przedłużenia kontraktu ze sporą podwyżką pensji, ale negocjował nową umowę z mniejszą podwyżką. Estończyk wolał odejść. Bez żalu rozstano się z Iwajło Markowem, który po jednym z letnich sparingów przyszedł do klubu i zgłosił chęć odejścia, na co klub się zgodził. Lekką ręką rozwiązano umowę z Mathieu Scaletem, podobnie sprawa ma się z odejściem Emre Celtika, który umiejętnościami przewyższał I ligę, ale „głowa” bujała w obłokach. Bez żalu pożegnano się z Julio Rodriguezm oraz Ezequielem Bonifacio. Z tym ostatnim wiązano największe nadzieje, ale Argentyńczyk z najwyższym kontraktem w zespole nie spełnił pokładanych w nim nadziei.
W ich miejsce sprowadzono piłkarzy doświadczonych i znających bielskie realia, jak Piotr Tomasik, który jesienią prezentował się momentami katastrofalnie, czy wciąż młodych i mających aspirację na grę wyżej, jak Bartosz Bida, który był chyba najjaśniejszym punktem drużyny. W defensywie postawiono na słowacko-czeskie trio Patrik Lukać, Jan Hlavica i Martin Chlumecky, z którego broni się tylko ten ostatni. W środku pola zawodzi Jaka Kolenc wykupiony za 100 tys. zł z Chrobrego Głogów, a klub zamiast rozwijać Marcela Misztala wypożyczył Jakuba Kisiela z Legii Warszawa. Sprowadzeni z Mławianki bracia Stryjewscy uzbierali łącznie w I lidze zaledwie 250 minut i nikt nie wie, czemu latem nie zostali wypożyczeni poziom rozgrywkowy niżej. Oczekiwań nie spełnia Maksymilian Sitek, a Maksymilian Banaszewski z jednym golem na koncie również na razie zawodzi.
Podsumowaniem nieudanego okienka i źle zbudowanej kadry są Antonio Perosević i Haris Kadrić. 31-letni Chorwat przyjechał do Bielska-Białej na dobrze płatne wczasy, a nie by grać w piłkę. Z kolei młodszy o kilka lat Słoweniec ma problem ze skutecznością nawet w rezerwach. Nic dziwnego, że Podbeskidzie na półmetku sezonu zajmuje przedostatnie miejsce z najmniejszą liczbą bramek strzelonych w lidze. W listopadzie zwolnionego Grzegorza Mokrego zastąpił Dariusz Marzec. Pierwszą wygraną na wyjeździe w tym sezonie i drugą w tym roku kalendarzowym zespół odniósł dopiero w ostatnim meczu ze Zniczem Pruszków. (bka)
