Rewolucja kadrowa
Właściciel GKS-u Tychy dla Łukasza Piszczka zupełnie zmienia politykę transferową.
Za pół roku przekonany się, czy przy zespole Łukasza Piszczka będzie można postawić kciuk w górze. Łukasz Sobala / PressFocus
W GKS-ie Tychy nastąpiła rewolucja. Nie chodzi tylko o to, że Łukasz Piszczek zastąpił Artura Skowronka, ale także o fakt, że zmiany nastąpiły w… myśleniu ludzi, którzy odpowiadają za finansowanie. Widać to doskonale w polityce transferowej.
- Ściągnęliśmy młodych, jakościowych zawodników – zapewniał przed sezonem pełniący obowiązki prezesa GKS-u Tychy Max Kothny. – Będziemy mieli dobry, młody zespół. Wiemy, że na rozwój młodych zawodników trzeba trochę poczekać, ale jesteśmy cierpliwi, bo wiemy na co tych piłkarzy stać.
Cierpliwości nie wystarczyło. Młodzież, na którą tak bardzo w Tychach liczono, nie zdała piłkarskiego egzaminu dojrzałości. Widać to wyraźnie w tabeli I ligi, bo Trójkolorowi zimują na 16. miejscu, z dorobkiem 13 punktów i bilansem bramkowym 25:43. 10 lat temu, czyli po powrocie tyszan na poziom 1. ligii, za kadencji Kamila Kieresia po rundzie jesiennej GKS Tychy zajmował 17. pozycję, ale miał 17 oczek na koncie i bezpośredni kontakt z rywalami, których wiosną – już pod wodzą Jurija Szatałowa – udało się wyprzedzić i na mecie rozgrywek zająć bezpieczną 14 lokatę. A teraz?
Doświadczeni
Żeby iść drogą z sezonu 2016/17, działacze tyskiego klubu dla Łukasza Piszczka zmienili dotychczasową koncepcję budowy zespołu. Zaprzestali poszukiwań nastolatków z polskimi korzeniami w niemieckich akademiach i zaczęli penetrować polski rynek, ściągając do Tychów doświadczonych piłkarzy - żeby nie powiedzieć „weteranów”.
Pojawił się oto 30-letni stoper Igor Łasicki o bardzo bogatym i ciekawym piłkarskim polsko-włoskim życiorysie z debiutem w Serie A oraz Pucharem Polski na koncie, ograny w krajowej ekstraklasie i 1. lidze. Były kapitan Wisły Kraków w rundzie jesiennej zaliczył tylko 4 występy ligowe oraz 2 pucharowe. Zakończył jednak rok mocnym akcentem, strzelając gola w wyjazdowym spotkaniu Białej gwiazdy z ŁKS-em Łódź i ustalił wynik meczu na 1:1.
Z Wieczystej
Lat nie brakuje także dwóm pomocnikom ściągniętym do GKS-u Tychy z Wieczystej Kraków. Paweł Łysiak 7 stycznia obchodził będzie 30. urodziny, a Dani Sandoval 16 lutego zdmuchnie 28 świeczek na urodzinowym torcie. Dodajmy jeszcze, że ten pierwszy, wychowanek Passata Bukowo Morskie, pod Wawelem grał 2,5 roku i przemaszerował w klubie jednego z najbogatszych Polaków Wojciecha Kwietnia szlak od III do 1. ligi. W pierwszym swoim sezonie strzelił dla zespołu „króla aptek” 11 goli w 29 III-ligowych meczach. W następnym dorzucił 12 trafień w 30 II-ligowych spotkaniach, a jesień tego roku zakończył z 5 bramkami w 18 występach.
Natomiast Hiszpan urodzony w Gijon w poprzednim sezonie rozegrał w II-ligowej drużynie 25 spotkań i strzelił 6 goli. Jednak w rundzie jesiennej nie dostawał już tylu szans na grę - okazał się jedynie zmiennikiem i dopisał do dorobku zaledwie 7 epizodów, które zsumowane - dały 155 minut gry.
Dodajmy jeszcze, że Łasicki i Sandoval podpisali z GKS-em umowy obowiązujące do końca czerwca 2027 roku, a Łysiak o 12 miesięcy dłuższą.
Młodość
Nie znaczy to jednak, że tyszanie celują jedynie w „starszyznę”. Na liście piłkarzy, których chcą pozyskać, są także młodsze roczniki. Jeden z zawodników szczególnie zwraca uwagę, bo ma 19 lat, a za sobą już 27 występów w I lidze oraz 7 w ekstraklasie w barwach Ruchu Chorzów. Bartłomiej Barański, bo o nim mowa, ma jednak także za sobą nieudaną rundę jesienną. Jako piłkarz Lecha Poznań wystąpił wprawdzie w meczu IV rundy eliminacyjnej Ligi Europy w wygranym na wyjeździe 2:1 rewanżowym starciu z KRC Genk, ale poza tym grał jedynie w III lidze, w rezerwowym zespole „Kolejorza”, dla którego w 11 występach strzelił 2 gole. Czy młodzieżowy reprezentant Polski odbuduje się w GKS-ie Tychy i czy GKS Tychy zbuduje zespół z powodzeniem walczący o utrzymanie na zapleczu ekstraklasy? Odpowiedź na te pytania poznamy dopiero wiosną.
Jerzy Dusik
