Remisami daleko się nie zajedzie
Walczący o miejsce w barażach o ekstraklasę Rycerze Wiosny rzutem na taśmę uratowali punkt w spotkaniu z bezpieczną ekipą z Opola.
Radość Krzysztofa Fałowskiego z bramki ratującej punkt. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
ŁKS nawet dobrze zaczął, ale szybko oba zespoły skupiły się głównie na defensywie, by nie stracić bramki. W grze nie pomagała fatalna murawa, właściwie piaszczyste grzęzawisko. Dlatego mało było składnych akcji. A jeśli pojawiało się jakieś zagrożenie pod bramkami, to głównie po stałych fragmentach.
Bramka do szatni
Godny odnotowania był strzał Mateusza Lewandowskiego w 36 minucie, z dobrej strony pokazał się Artur Haluch. W końcu jednak goście zdobyli gola „do szatni”, gdy w zamieszaniu podbramkowym Szymon Kobusiński dosłownie wepchnął piłkę z bliska do bramki Łodzian. Po 45 minutach na stadionie im. Władysława Króla zanosiło się na dużą niespodziankę, bo goście zasłużenie prowadzili, a gospodarze nie mieli pomysłu na niedzielny mecz - oddali tylko jeden celny strzał do przerwy. Widoczny był w ich szeregach brak Artura Craciuna, który musiał pauzować z powodu nadmiaru żółtych kartek.
Oblężenie Odry
Na drugą połowę oba zespoły wyszły bez zmian, więc spotkanie nadal było mizernej jakości. Ełkaesiacy bili głową w mur, Niebiesko-czerwoni głównie pilnowali cennego wyniku. Sygnał do ataku gospodarze dostali od... Halucha, który niepewnie piąstkował, ale jego błąd naprawił Michał Feliks, wybijając piłkę z linii bramkowej.
Od tego incydentu ŁKS zaczął oblężenie bramki Odry. Łodzianie sporo strzelali, rozkręcił się mało widoczny do tej pory reżyser gry Koki Hinokio, ale piłkarze Piotra Plewni nie panikowali, bronili się spokojnie, od czasu do czasu kontratakując. W 78 minucie Haluch dwukrotnie fantastycznie interweniował po mocnej główce Krzysztofa Fałowskiego i równie dobrej główce z bliska Leonarda Szczygła. Bohater Opolan po raz kolejny uratował swój zespół, broniąc strzał z bliska Andreu Arasy.
Dopięli swego
Sędzia doliczył sześć minut i już w pierwszej łodzianie dopięli swego. Strzał Hinokia został wybity przez Jirziego Pirocha, ale do piłki na dwudziestym metrze dopadł Fałowski i płaskim strzałem z dystansu – piłka przeleciała między nogami Adama Chrzanowskiego, rykoszet zmylił Halucha – wyrównał stan niedzielnego meczu. W końcówce kotłowało się pod polem karnym przyjezdnych, ale na zdobycie zwycięskiej bramki Rycerzom Wiosny zabrakło czasu.
Po komplecie punktów na Konwiktorskiej z ówczesnymi wiceliderami tabeli spod znaku Czarnych Koszul, wartość tego sukcesu mogło podnieść tylko zwycięstwo w domowym meczu z Odrą. Tymczasem zespół trenera Grzegorza Szoki dopiero rzutem na taśmę uratował punkt w spotkaniu z bezpieczną ekipą z Opola. Stąd ogromny zawód w Łodzi. Choć z drugiej strony trzypunktowa strata do zespołów ze strefy barażowej nie przekreśla marzeń o ekstraklasie. Do ich spełnienia Łodzianom potrzebna jest jednak koniecznie seria kilku zwycięstw, bo remisami daleko się nie zajedzie...
Zbigniew Cieńciała
◼ ŁKS Łódź – Odra Opole 1:1 (0:1)
0:1 – Kobusiński, 40 min, 1:1 – Fałowski, 90+1. min
ŁKS: Bobek – Fałowski, Rudol, Pingot – Loffelsend (73. Krykun), Toma (58. Piasecki), Terlecki, Hinokio, Norlin (73. Szczygieł) – Arasa, Lewandowski. Trener Grzegorz SZOKA.
ODRA: Haluch – Kendzia, Piroch, Chrzanowski – Spychała (83. Milos), Liber, Purzycki (64. Pochcioł), Feliks – Tront (73. Sukiennicki), Mida (83. Białowąs) – Kobusiński (73. Prikryl). Trener Piotr PLEWNIA.
Sędziował: Piotr Idzik (Poznań). Widzów 6037. Żółte kartki: Arasa - Purzycki, Kobusiński, Liber.
