Rekord Scottiego Barnesa

Toronto Raptors odrobili 13 punktów straty i pokonali u siebie Golden State Warriors.

Scottie Barnes poprowadził Raptors do cennego sukcesu. Fot. Facebook Toronto Raptors.

NBA

Spotkanie w Scotiabank Arena w Toronto między Raptorami i Wojownikami dość długo nie układało się po myśli gospodarzy. W trzeciej kwarcie przewaga gości sięgała 13 punktów (89:76) i wydawało się, że doświadczona ekipa z San Francisco nie da sobie odebrać wygranej. Tym bardziej, że świetny mecz rozgrywał Stephen Curry (39 punktów, 11/11 z linii osobistych), nieźle grali też Draymond Green (21 punktów, 7 asyst) i Jimmy Butler (19 punktów, 6 zbiórek). Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty oraz w końcówce meczu Warriors zupełnie się pogubili, w całym spotkaniu zanotowali aż 20 strat. To przesądziło, że gospodarzom udało się doprowadzić do dogrywki, a potem w niej triumfować. Bohaterem spotkania był Scottie Barnes. 24-latek zanotował siódme w karierze triple double (23 punkty, 25 zbiórek, 10 asyst oraz trzy przechwyty). 25 zebranych piłek to jednocześnie wyrównanie klubowego rekordu w tym elemencie, który od marca 2016 roku należy do Bismacka Biyombo. - Po prostu wychodziłem na boisko i robiłem swoje - tak Barnes tłumaczył rekordową ilość zbiórek. - Byłem w sytuacjach, w których mogłem zbierać piłki, pomagać innym. Byłem w odpowiednich miejscach o właściwym czasie. Trafiałem też na luźne piłki. Dzisiaj mi to wszystko wychodziło - dodał.

Toronto (19-14) są na czwartym miejscu w Konferencji Wschodniej, a Warriors z remisowym bilansem (16-16) zajmują ósmą lokatę na Zachodzie.

Do sporej niespodzianki doszło w Intuit Dome w Inglewood. Słabo w tym sezonie grający Clippers pokonali liderów Konferencji Wschodniej z Detroit. Mecz od początku układał się po myśli gospodarzy, którzy pewnie wygrali pierwszą ćwiartkę (33:20), a po trzech mieli 23 punkty przewagi (92:69). Mecz życia rozgrywał Kawhi Leonard, który ustrzelił 55 punktów, co jest jego nowym rekordem kariery. Trafił 16 z 17 rzutów osobistych, spudłował na linii tylko raz w trzeciej kwarcie, co przerwało jego niesamowitą serię 64 kolejnych trafionych rzutów wolnych! Leonard został drugim graczem w historii Clippers, których w dwóch kolejnych domowych spotkaniach zdobywał co najmniej 40 punktów. Dołączył do legendarnego Boba McAdoo. 34-letni Leonard mógł tego wieczoru zdobyć więcej punktów, ale w ostatniej kwarcie głownie siedział na ławce. - Powiedziałem trenerowi, że wolałbym na spokojnie rozegrać kolejny mecz niż teraz wyjść i niepotrzebnie ryzykować. Liczę, że kolejne spotkanie znowu będzie udane - mówił.

- To było piękne, widzieć, jak skuteczny był i jak bez większego wysiłku wykonywał swoją robotę. To wszystko było takie płynne. Bardzo się cieszę z jego rekordu, bo wiem jak ciężko na to pracował - chwalił kolegę James Harden.

Toronto - Golden State 141:127 po dogrywce, Oklahoma City - Philadelphia 129:104, Washington - Memphis 116:112, Portland - Boston 114:108, LA Clippers - Detroit 112:99, LA Lakers - Sacramento 125:101

(pp)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się