Reakcja pozytywna, ale...

Lionel Abate udowodnił nowemu trenerowi, że warto na niego stawiać. Fot. Krzysztof Dzierżawa/PressFocus
Reakcja pozytywna, ale...
Podbeskidzie w meczu z Wisłą Płock przerwało trwającą 463 minuty serię bez strzelonego gola, ale i tak poniosło porażkę - po raz ósmy w sezonie.
Szkoleniowiec bielszczan najwyraźniej lubi zaskakiwać. Na przykład mecz w Płocku wziął do kadry Krystiana Wieczorka, który nie jest nawet podstawowym bramkarzem czwartoligowych rezerw. Ponadto w wyjściowym składzie pojawił się Michał Stryjewski, który dotychczas uzbierał niewiele ponad 100 minut w pierwszej lidze. No i ponownie w roli defensywnego pomocnika wystąpił Daniel Mikołajewski, który miał być bardziej mobilny na tej pozycji od przesuniętego na środek obrony Tomasza Jodłowca.
Pierwszą okazję goście stworzyli sobie w 30 minucie, gdy przy bocznej linii z obrońcą poradził sobie Lionel Abate, posadzony na ławce przez Dariusza Marca w jego debiucie z Chrobrym Głogów. Kameruńczyk wbiegł w pole karne, minął zwodem kolejnego zawodnika, ale jego podanie do ustawionego na piątym metrze partnera zostało już przecięte przez bramkarza.
Trzy minuty później po dośrodkowaniu Kacpra Laskowskiego tuż obok słupka z kilku metrów główkował Mateusz Szwoch. Wisła objęła prowadzenie w doliczonym czasie gry. Z prawej strony dośrodkował Laskowski, piłka przypadkowo odbiła się od kilku piłkarzy i spadła pod nogi Fabiana Hiszpańskiego, który z bliska wpakował ją do siatki. Drugi gol dla gospodarzy padł w 54 minucie. Najpierw faulował spóźniony Mikołajewski, a po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z woleja huknął Adam Chrzanowski. Piłka trafiła jeszcze w Łukasza Sekulskiego i wpadła do siatki. Chwilę później gola „z niczego” zdobyło Podbeskidzie. Na ósmym metrze piłkę klatką piersiową przyjął sobie Abate, który strzałem tuż przy słupku pokonał Bartłomieja Gradeckiego, w najlepszy możliwy sposób pokazując trenerowi „górali”, jak bardzo w jego ocenie się mylił. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie. Goście z Bielska-Białej nie potrafią wygrać na wyjeździe od... maja. gru
GŁOS TRENERÓW
Dariusz MARZEC: - Co powiedzieć po takim meczu? Jest złość. Tego meczu nie musieliśmy - a na pewno nie powinniśmy - przegrać. Mecz był wyrównany, momentami przeważała Wisła, momentami my. Chcieliśmy remis dociągnąć do przerwy. Nie udało się, a potem zanotowaliśmy stratę z początkiem drugiej połowy. Ale reakcja na te niekorzystne okoliczności była pozytywna. Zespół chciał wyrównać i uparcie do tego dążył. Nie spuszczamy więc głów, a z Pruszkowa będziemy chcieli przywieźć trzy punkty.
Dariusz ŻURAW: - Pierwsza połowa była trochę zachowawcza. Za mało tworzyliśmy sobie sytuacji. Nasza przewaga nie była taka, jakiej bym oczekiwał. Bramka do szatni spowodowała, że zespół grał lepiej w drugiej połowie. Nie wykorzystaliśmy stworzonych sytuacji, a Podbeskidzie zdobyło bramkę i musieliśmy drżeć o wynik do końca. Najważniejsze, że mamy trzy punkty. Został jeszcze jeden mecz, z Zagłębiem Sosnowiec, i musimy myśleć o zwycięstwie, żeby zakończyć ten rok z trzema punktami.

