Raz na wozie, raz pod wozem
Trudne boje ze Szwedami, Rumunami i w mniejszym stopniu z Bośniakami mają za sobą Biało-czerwoni. O dziejach starć z tymi dwoma pierwszymi przeciwnikami można by napisać książkę!
Kamil Grosicki z meczu z Bośnią i Hercegowiną w Lidze Narodów w 2020 roku zapamiętał głównie zwycięskiego gola i puste trybuny. Fot. Xinhua/PressFocus
Rumunia, z którą zagramy w przyszły piątek w Warszawie, to rywal, z którym w historii ponad 100 lat gry na międzynarodowych arenach mierzyliśmy się najczęściej, bo aż 36 razy! O mecz mniej zagraliśmy z Finami, o dwa z naszymi bratankami, Węgrami. Szwedzi w tym zestawieniu wszech czasów Biało-czerwonych są na… 4. pozycji. Graliśmy z nimi już 29 razy i często, jak podczas niesławnego potopu szwedzkiego w latach 1655-60, kiedy najeźdźca z północy spustoszył Rzeczpospolitą, były to starcia o być albo nie być.
Z Rumunią to w zdecydowanej większości przyjacielskie granie; szczególnie po wojnie. Bośnia? To inny kaliber. Kraj niepodległy od ledwie grudnia 1995 roku. Niewiele razy z nimi graliśmy, ale jak już, to dostawali od nas łupnia i oby tak było w piątek w pierwszej grze o punkty w Dywizji B Nations League.
Czerwone kartki Bośniaków
Zacznijmy od bojów z Bośnią i Hercegowiną, z którą zagraliśmy dotychczas 5 razy i aż 4 spotkania zakończyły się naszą wygraną, a co najważniejsze – dwa razy w drugiej edycji Ligi Narodów 2020/21. Najpierw pokonaliśmy ich we wrześniu 2020 w Zenicy 2:1, a miesiąc później we Wrocławiu 3:0. W tym pierwszym spotkaniu drużyna prowadzona przez Jerzego Brzęczka przegrywała po karnym Harisa Hajradinovicia, który pokonał Łukasza Fabiańskiego. Potem sprawy w swoje ręce wzięli przyjaciele z boiska, czyli dwaj Kamilowie. Najpierw głową, jeszcze przed przerwą, trafił Glik, a w drugiej części 3 punkty dało nam trafienie Grosickiego. W pandemicznym rewanżu we Wrocławiu padły dwa gole Roberta Lewandowskiego i jeden Karola Linetty'ego. O tyle było łatwiej, że goście z Bałkanów od 15 minuty grali w osłabieniu po tym, jak czerwoną kartkę zobaczył Anel Ahmedhodżić (akcja ratunkowa i powstrzymanie Lewandowskiego).
Wspomnijmy jeszcze premierowy mecz z tym rywalem w grudniu 2007 roku. Nasza kadra była wtedy świeżo po historycznym awansie na Euro. Na nietypowym mini zgrupowaniu w Turcji zagraliśmy na boisku przy hotelu „World of Wonders” w Kundu w krajowym składzie. Między słupkami stał Mariusz Pawełek (jeden z czterech występów w narodowych barwach), a w polu biegali m.in. Tomasz Lisowski, Marcin Kuś, którego córka Anastazja robi teraz furorę na lekkoatletycznej bieżni, Tomasz Zahorski oraz dwójka debiutujących 20-latków, Michał Pazdan i Adam Kokoszka. Mecz obserwowało 200 widzów, padał deszcz, a zwycięskie trafienie było dziełem Michała Golińskiego, dla którego był to jedyny gol w narodowych barwach. Bośniacy też zobaczyli w tamtym spotkaniu czerwoną kartkę. W 60 minucie boisko musiał opuścić Mijo Studenović (to był jego jedyny mecz w bośniackiej reprezentacji).
Oby dobra seria gier z Bośniakami została podtrzymana w obecnej edycji Ligi Narodów. Przypomnijmy, z rywalem z Bałkanów gramy w piątek wieczorem w Warszawie, a potem w poniedziałek 5 października w Zenicy.
Obawia się rywali
Po Bośni i Hercegowinie, prowadzonej teraz przez Sergeja Barbareza, zagramy ze Szwecją. Podejmie nas w poniedziałek na dobrze nam znanej Strawberry Arenie w Sztokholmie czy w Solnie (bo to część stolicy). Drużyna angielskiego szkoleniowca Grahama Pottera najpierw jednak w piątek zagra, też u siebie, z Rumunią.
– To są dwa naprawdę silne i dobrze skalibrowane zespoły. Nie będzie łatwo, lecz właśnie teraz zaczyna się gra o mistrzostwa Europy i wszyscy zdają sobie sprawę, jak ważne są punkty w rozgrywkach Ligi Narodów w drodze na ten turniej. Chciałbym, aby moi napastnicy pokazali siłę i umiejętności, którymi popisują się w klubach. Chciałbym, aby Viktor Gyokeres z Arsenalu był wozem pancernym, a Alexander Isak brylującym indywidualistą, jak ostatnio to robi w Liverpoolu, ale przede wszystkim chciałbym, aby ci pozostający w cieniu stali się granitem nie do przejścia. Jak będzie i jaką zbudowałem drużynę, okaże się w najbliższy weekend – mówi obrazowo Potter, który ograł nas w barażu o mistrzostwa świata, ale za sterami szwedzkiej kadry nie idzie mu rewelacyjnie. W 10 meczach pod jego wodzą zanotował ledwie trzy wygrane (w tym tę najważniejszą w marcu z Polską…), tyleż remisów i 4 porażki (w tym 0:3 z Francją w 1/16 finału mundialu w Nowym Jorku) i aż 23 stracone gole w tych spotkaniach!
Rachunki wyrównane
Ale skupmy się na naszej rywalizacji z tym niewygodnym przeciwnikiem. W ostatnich latach było naprawdę ostro. W czerwcu 2021 roku zagraliśmy z nimi w ostatnim grupowym spotkaniu w Sankt Petersburgu. Kilka dni wcześniej niespodziewanie zremisowaliśmy z Hiszpanami w Sewilli 1:1. Mimo porażki na inaugurację ze Słowakami była szansa na awans, ale ostatni mecz w grupie E trzeba było wygrać. Co z tego, że dwa razy Robina Olsena pokonał Robert Lewandowski, skoro nasza obrona była dziurawa jak sito i raz za razem dawała się zaskoczyć. Trzy stracone bramki, porażka 2:3 i pożegnanie z pandemicznym Euro. Dodajmy, że Szwedzi zwycięskiego gola zdobyli w 3 minucie doliczonego czasu, kiedy rezerwowy Viktor Claesson pokonał Wojciecha Szczęsnego.
Na szczęście nie minął rok, a wzięliśmy srogi rewanż na naszym odwiecznym rywalu. Obie reprezentacje zostały skojarzone w tej samej ścieżce barażowej katarskiego mundialu. My swojego meczu z Rosją po jej agresji na Ukrainę nie graliśmy. Szwedzi męczyli się u siebie z Czechami. Podmęczeni przyjechali 29 marca 2022 roku na Stadion Śląski i wiele do gadania nie mieli. Na początku drugiej połowy trafił Lewandowski, a potem pięknym uderzeniem z dystansu popisał się rozgrywający świetny mecz Piotr Zieliński i to my pojechaliśmy na mundial do Azji w listopadzie i grudniu 2022 roku.
To było jedno z kilku ważnych zwycięstw z tym rywalem w walce o coś, ale nie jedyne. Bilans gier ogólnie jednak leży zdecydowanie po stronie Szwecji. Być może coś się zmieni teraz…
Długa podróż za morze
Tutaj warto dodać, że Szwedzi byli naszym drugim rywalem w historii. W grudniu 1921 roku odrodzona Polska wkroczyła i na piłkarską arenę. W debiucie przegraliśmy w Budapeszcie z Węgrami 0:1. Kilka miesięcy później Madziarzy ograli nas w Krakowie trzema golami. Na pierwsze zwycięstwo i bramki trzeba było poczekać do starcia ze… Szwecją! Zagraliśmy z nią w niedzielę, 28 maja 1922 roku. Historycznego gola dla polskiej reprezentacji zdobył po strzale z karnego obrońca Józef Klotz. Zwycięstwo 2:1 dało uderzenie Józefa Garbienia. Spotkanie obserwowało, jak podała szwedzka prasa, 16142 kibiców. Dwójka naszych reprezentantów żydowskiego pochodzenia, strzelec pierwszego gola Klotz i Leon Sperling, została w trakcie II wojny światowej zabita przez Niemców. Sperling, olimpijczyk z Paryża z 1924 roku, został rozstrzelany we lwowskim getcie, a Klotz zginął w Warszawie. Obaj w 1941 roku.
To było jedno z naszych dwóch zwycięstw na szwedzkiej ziemi w ponadstuletniej historii. Potem udało się wygrać jeszcze tylko w 1930 roku. Mecz nr 7 odbył się w niedzielę, 28 września. W tamtym czasie był to przeciwnik, z którym rywalizowaliśmy najczęściej.
Świetny krakowski dziennik „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, który swoje oddziały miał w wielu miejscach w Polsce, w tym w Katowicach przy ulicy Teatralnej 6, tak pisał o tym meczu w obszernej korespondencji, która ukazała się dni później: „Polska drużyna przybyła do Sztokholmu w sobotę o godzinie 8-mej rano po 38 godzinach podróży. W Berlinie zatrzymano się i w ciągu dwóch godzin postoju udano się na zwiedzanie miasta. W dalszej podróży podziwiano piękne widoki ze statku przy wjeździe do Sztokholmu. W Szwecji oczekiwali drużynę prezes Związku szwedzkiego i kolonia polska. Drużyna przyjęta została bardzo serdecznie. Pisma szwedzkie rozpisują się szeroko o drużynie Polski, chwaląc jej zalety, niemniej licząc na zwycięstwo Szwedów, zwłaszcza, iż grał przeciw nam ich najlepszy skład” – pisał „IKC”.
Mecz rozegrano na Stadionie Olimpijskim (igrzyska w stolicy Szwecji odbyły się w 1912 roku), a na trybunach było aż 25 tysięcy kibiców. W tym samym czasie Skandynawowie grali też z Belgią i Finlandią! To jednak przeciwko Biało-czerwonym zagrał najlepszy skład z kierownikiem ataku i zarazem kapitanem Perem Kaufeldtem, brązowym medalistą igrzysk z 1924 roku, który grał też na boiskach francuskich (23 gole w reprezentacji Szwecji w 33 meczach).
W rywalizacji z naszymi obrońcami (grano wtedy w tyłach tylko dwójką defensorów: Henrykiem Martyną i Jerzym Bułanowem) nie miał wiele do powiedzenia. Drużyna polska prowadzona przez Stanisława Lotha zaskoczyła rywali w końcówce pierwszej połowy, kiedy do siatki Olle Bengtssona piłkę wpakowali napastnik Legii Józef Ciszewski i Józef Smoczek z Garbarni. Po przerwie Ciszewski raz jeszcze znalazł drogę do siatki i wygraliśmy 3:0.
Górski wstrząsnął drużyną
W grze o wielką stawkę ze Szwedami wygraliśmy przede wszystkim w tak udanych dla nas mistrzostwach świata w 1974. To był czwarty mecz rozpędzonej kadry Kazimierza Górskiego na zachodnioniemieckich boiskach, ale najtrudniejsza gra i… najbrzydsza. W turnieju zawsze zdarza się słabszy występ i ten z wielu względów przydarzył się w środę 26 czerwca na Neckarstadion w Stuttgarcie. Tło tego spotkania było interesujące. Polacy w znakomitym stylu wygrali grupę na X MŚ, pokonując w ostatnim meczu wicemistrzów świata Włochów 2:1. Przez to Italia pojechała do domu, a z 2. miejsca awansowała Argentyna.
Po wygraniu grupy (trzy zwycięstwa, 12 bramek) trener Górski dał piłkarzom wolne. Kiedy do hotelu spóźnił się Adam Musiał, selekcjoner postanowił wstrząsnąć zespołem, żeby opadło samozadowolenie. Musiała chciał odesłać do domu. Skończyło się na karze, a przede wszystkim na odstawieniu od składu. Ze Szwedami na boku obrony w jego miejsce zagrał nieżyjący już - niestety - Zbigniew Gut z Odry Opole. Po ciężkim boju wygraliśmy ze Szwedami 1:0, a gola głową zdobył późniejszy król strzelców turnieju, Grzegorz Lato. Skandynawowie, mający wtedy wielu świetnych graczy, z napastnikami Rolandem Sandbergiem i Ralfem Edstromem czy świetnym bramkarzem Ronniem Hellstromem, mieli kapitalną okazję. W 70 minucie „jedenastki” nie wykorzystał Staffan Tapper. Uderzył w swój lewy róg, a dokładnie tam rzucił się nasz bramkarz Jan Tomaszewski i sparował futbolówkę. Ten mecz otworzył nam drogę do 3. miejsca na świecie.
Późniejsze granie ze Szwedami o stawkę to niestety porażki. Przerżnęliśmy z nimi w eliminacjach MŚ 1990 za kadencji Andrzeja Strejlaua – dwa razy po 0:2. Przegraliśmy także w walce o Euro 2000 za Janusza Wójcika, bo też 0:1 i 0:2. Nie poszło też w eliminacjach portugalskiego Euro cztery lata później, bo zaliczyliśmy porażki 0:3 i 0:2.
Wygrane z Tricolori
Zostaje jeszcze nasz rywal numer 3 w tej edycji Ligi Narodów, czyli Rumunia. Rekordowe 36 meczów, ale tylko 7 naszych zwycięstw. Nie przegraliśmy za to z nią od kilkunastu lat, wygrywając w tym czasie trzy razy z rzędu. W lutym 2013 roku w towarzyskiej potyczce w w Maladze pokonaliśmy ich za kadencji Waldemara Fornalika aż 4:1 po dwóch bramkach Łukasza Teodorczyka, Szymona Pawłowskiego i Daniela Łukasika. W kronice-futbolu.pl o tym meczu czytamy: „Najwyższe zwycięstwo Polski nad Rumunią od 1932 roku i jednocześnie najbardziej nietypowy mecz w historii tej rywalizacji. Rozegrano go w Maladze, w ramach zimowego zgrupowania, obiema drużynami złożonymi głównie z zawodników rodzimych lig. FIFA ostatecznie uznała to spotkanie za nieoficjalne, ponieważ Rumuni przeprowadzili osiem zmian zamiast dozwolonych sześciu – w polskich statystykach mecz jest jednak liczony”.
Potem dwa razy rozbiliśmy Rumunów w tak udanych dla nas eliminacjach MŚ 2018. W Bukareszcie w pierwszym meczu zagraliśmy w dzień naszego Święta Niepodległości, bo 11 listopada 2016. Byliśmy po udanym Euro, gdzie zespół prowadzony przez Adama Nawałkę awansował do ćwierćfinału. W stolicy Rumunii wygraliśmy 3:0, ale dopiero końcówka i dwie bramki Lewandowskiego zapewniły pewny triumf. W rewanżu w Warszawie pół roku później hat trick „Lewego” (dwa gole z karnych) i 3:1.
Z tych 36 meczów z Tricolori tylko 4 były o stawkę. Wcześniej w eliminacjach ME 1996 grała reprezentacja prowadzona przez Henryka Apostela. W Bukareszcie, w marcu 1995 roku, przegraliśmy 1:2 m.in. po błędzie Józefa Wandzika. W Zabrzu na starym stadionie Górnika było z kolei 0:0. Był to jeden z siedmiu meczów naszej kadry narodowej w Zabrzu, gdzie grała ona w latach 1984-96.
Dodajmy, że Rumuni po Węgrach i Szwedach byli naszym rywalem nr 3 w międzynarodowej rywalizacji. Po raz pierwszy zmierzyliśmy się z nimi 3 września 1922 roku w Czerniowcach. Było wtedy 1:1. Nazwa miejscowości jest pamiętana w Polsce szczególnie przy okazji września i naszej klęski w wojnie obronnej z Niemcami w 1939 roku. To w Czerniowcach - w nocy z 17 na 18 września - granicę przekroczyły najwyższe władze II RP z prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym na czele. Przez miasto przebiegał także szlak ewakuacji złota Banku Polskiego.
Michał Zichlarz
MECZE Z BOŚNIĄ
◾ 15 grudnia 2007, Kundu (Turcja), 1:0◾ 10 grudnia 2010, Kundu, 2:2
◾ 16 grudnia 2011, Kundu, 0:1
◾ 7 września 2020, Zenica, 2:1, LN
◾ 14 października 2020, Warszawa, 3:0, LN
Bilans: 5 meczów, 4 wygrane, 1 remis; bramki 9:3
MECZE ZE SZWECJĄ
◾ 28 maja 1922, Sztokholm, 2:1◾ 1 listopada 1923, Kraków, 2:2
◾ 18 maja 1924, Sztokholm, 1:5
◾ 1 listopada 1925, Kraków, 2:6
◾ 3 października 1926, Sztokholm, 1:3
◾ 1 lipca 1928, Katowice, 2:1
◾ 28 września 1930, Sztokholm, 3:0
◾ 10 października 1932, Warszawa, 2:0
◾ 23 maja 1934, Sztokholm, 2:4
◾ 23 czerwca 1937, Warszawa, 3:1
◾ 14 września 1947, Solna, 4:5
◾ 7 października 1964, Solna, 3:3
◾ 18 maja 1966, Wrocław, 1:1
◾ 26 czerwca 1974, Stuttgart, 1:0, MŚ
◾ 12 listopada 1977, Wrocław 2:1
◾ 21 maja 1985, Malmoe, 0:1
◾ 7 maja 1989, Solna, 1:2, elim. MŚ
◾ 25 października 1989, Chorzów, 0:2
◾ 21 sierpnia 1991, Gdynia, 2:0
◾ 7 maja 1992, Solna, 0:5
◾ 22 maja 1997, Solna, 2:2
◾ 31 marca 1999, Chorzów, 0:1, elim. ME
◾ 9 października 1999, Solna, 0:2, elim. ME
◾ 11 czerwca 2003, Solna, 0:3, elim. ME
◾ 10 września 2003, Chorzów, 0:2, elim. ME
◾ 5 czerwca 2004, Solna, 1:3
◾ 23 czerwca 2021, Sankt Petersburg, 2:3 , ME
◾ 29 marca 2022, Chorzów, 2:1, baraż o MŚ
◾ 31 marca 2026, Solna, 2:3, baraż o MŚ
Bilans: 29 meczów, 9 wygranych, 4 remisy, 16 porażek; bramki 43:62
MECZE Z RUMUNIĄ
◾ 3 września 1922, Czerniowce, 1:1◾ 2 września 1923, Lwów, 1:1
◾ 19 czerwca 1927, Bukareszt, 3:3
◾ 23 sierpnia 1931, Warszawa, 2:3
◾ 2 października 1932, Bukareszt, 5:0
◾ 14 października 1934, Lwów, 3:3
◾ 3 marca 1935, Bukareszt, 1:4
◾ 4 lipca 1937, Łódź, 2:4
◾ 19 lipca 1947, Warszawa, 1:2
◾ 26 października 1947, Bukareszt, 0:0
◾ 10 października 1948, Chorzów, 0:0
◾ 8 maja 1949, Bukareszt, 1:2
◾ 14 maja 1950, Wrocław, 3:3
◾ 25 maja 1952, Bukareszt, 0:1
◾ 29 maja 1955, Bukareszt, 2:2
◾ 30 sierpnia 1959, Warszawa, 2:3
◾ 2 czerwca 1963, Chorzów 1:1
◾ 17 listopada 1966, Ploeszti, 3:4
◾ 29 października 1967, Kraków, 0:0
◾ 11 października 1978, Bukareszt, 0:1
◾ 29 sierpnia 1979, Warszawa, 3:0
◾ 25 marca 1981, Bukareszt, 0:2
◾ 7 września 1983, Kraków, 2:2
◾ 27 marca 1985, Sibiu, 0:0
◾ 2 września 1987, Bydgoszcz, 3:1
◾ 6 luty 1988, Hajfa (Izrael), 2:2
◾ 12 kwietnia 1989, Warszawa, 2:1
◾ 26 września 1990, Bukareszt, 1:2
◾ 29 marca 1995, Bukareszt, 1:2, elim. ME
◾ 6 września 1995, Zabrze, 0:0, elim. ME
◾ 16 sierpnia 2000, Bukareszt, 1:1
◾ 17 kwietnia 2002, Bydgoszcz, 1:2
◾ 14 listopada 2009, Warszawa, 0:1
◾ 2 luty 2013, Malaga (Hiszpania), 4:1
◾ 11 listopada 2016, Bukareszt, 3:0, elim. ME
◾ 10 czerwca 2017, Warszawa, 3:1, elim. ME
Bilans: 36 meczów, 7 wygranych, 15 remisów, 14 porażek; bramki: 53:55
Jerzy Gorgoń wybija piłkę w meczu MŚ 1974 przed nadbiegającym Rolandem Sandbergiem. Fot. PAP
Okładka „Sportu” po wygranym 1:0 spotkaniu ze Szwedami w Stuttgarcie na MŚ w czerwcu 1974 roku.
Reprezentacja Polski przed meczem z Rumunią we Lwowie w październiku 1934. Pierwszy z lewej selekcjoner Józef Kałuża. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
