Rannych dwóch
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
„A co, gdybyśmy potraktowali te cztery mecze jak jeden? Co, gdybyśmy wyobrazili sobie, że jest już przerwa? Że pierwsza połowa właśnie się skończyła i nikt nie daje nam już żadnych szans? Że próbowaliśmy czegoś, ale nic z tego nie wyszło? Jesteśmy tam, w szatni, wyczerpani, próbując zrozumieć, co się z nami, do cholery, dzieje. Przeciwnicy byli lepsi, wszystko, co przygotowaliśmy, zostało skontrowane (...). Popełniamy błędy nowicjuszy, zawsze jesteśmy w tyle, przegrywamy każdy pojedynek, poruszamy się powoli, nie jesteśmy w stanie nikogo zaskoczyć. I wydaje się, że się boimy. Skąd, do cholery, wziął się ten strach? (...) Wiesz, że sam niczego nie osiągniesz. Musisz czuć, że osoba obok ciebie robi to samo, że jest równie zatroskana i zaangażowana w wyjście z dołka. Przy karcących spojrzeniach, frustracjach i niezadowoleniu, przesadnej dumie, kopaniu butelek z wodą i buntowniczych okrzykach, musicie czuć, że stapiacie się w jedno: w zespół. A łączy was jeden cel: jak wyciągnąć wóz z rowu!”.
Nie – to, co wyżej, to nie jęk rozczarowania po ostatnich występach reprezentacji Polski. To pełen bólu i zaangażowania apel, który właśnie – po klęsce 2:4 u siebiez Bośnią i Hercegowiną – napisał... Vali Moraru, znany rumuński dziennikarz sportowy. Wygląda na to, że Rumuni powoli wpadają w panikę, a krytyka, żale i troska wyrażają się nie tylko w czysto sportowych ocenach, ale i pełnych literackiego wręcz patosu stwierdzeniach. Tamtejszy portal prosport.ro, po eksperymentach taktycznych Hagiego, napisał wręcz, że rumuńska reprezentacja przeobraziła się w „dziwaczne stworzenie: pozbawione kręgosłupa, na wpół ślepe, ze złamanymi nogami i kikutami zamiast skrzydeł”. Od kluczowych zawodników żądano, by przed wylotem na mecz do Warszawy... oddali koszulki, bo przynoszą wstyd. Skądś to znamy?
Rumunia nie osiągnęła w światowym futbolu tyle co Polska, nigdy nie była w czwórce mundialu, sroce spod ogona jednak nie wypadła. Uczestniczyła choćby we wszystkich trzech przedwojennych mundialach, a więc i w tym legendarnym pierwszym, czym mogą pochwalić się ledwie cztery europejskie reprezentacje! A później, właśnie za czasów Hagiego, miała wspaniały zespół reprezentacyjny, bodaj najlepszy w dziejach: w 1994 roku potrafiła wyeliminować podczas mundialu Argentynę, będąc rewelacją tamtego amerykańskiego turnieju i odpadając w ćwierćfinale. W futbolu klubowym ludzie stamtąd osiągnęli już więcej niż polskie drużyny. Puchar Mistrzów zdobyła jako pierwszy zespół z bloku państw socjalistycznych Steaua Bukareszt w latach 80. To rzeczywiście było zjawisko.
Do legendy przeszedł wtedy bramkarz Helmuth Duckadam. W jego ślady nie pójdzie zapewne Ionut Radu, który przeżywa ciężkie chwile. Obecny bramkarz reprezentacji jest ostro krytykowany za ostatnie występy. Hagi przyznał, że żałuje, iż nie skorzystał z usług... Otto Hindricha z Legii Warszawa. Oczekuje się ponoć, że to właśnie 24-letni Hindrich będzie podstawowym bramkarzem w meczu z Polską. Cóż, byłoby to ciekawe.
Tak czy inaczej – spodziewam się interesującego meczu. Obaj ranni będą chcieli udowodnić, że rany są powierzchowne, obaj doskonale zdają sobie sprawę z problemów przeciwnika. W obu drużynach są zawodnicy, którzy świetnie potrafią grać w piłkę. Dlatego jestem przekonany, że dzisiejszy wieczór przeznaczony na mecz nie będzie przez nas zmarnowany.
