Rabunek stulecia!
Świat wie, kto jest prawdziwym mistrzem – napisał Sadio Mane w odpowiedzi na bezprecedensową decyzje Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej.
Kibice w Maroku chyba przedwcześnie cieszą się z mistrzostwa zdobytego przy zielonym stoliku. Fot. cafonline.com
AFRYKA
Minęły prawie dokładnie dwa miesiące od finału XXXV Coupe d’Afrique, które relacjonowaliśmy bezpośrednio z Maroka w grudniu i styczniu. W finale rozegranym 18 stycznia gospodarze na Prince Moulay Abdellah Stadium w Rabacie podejmowali Senegal.
Finałowe drukowanie
W doliczonym czasie prowadzący spotkanie Jean-Jacques Ndala z DR Konga najpierw nie uznał gola Ismaila Sarra dla Lwów Terangi, a krótko potem - po interwencji VAR - podbiegł do monitora i wskazał na karnego za faul na Brahimie Diazie. Senegalczycy nie mogli się pogodzić z taką decyzją i zeszli do szatni. Na murawie pozostał tylko Sadio Mane. W końcu przekonał wszystkich, żeby wrócić i dokończyć mecz. Druga połowa została przedłużona o 24 minuty. W niej Diaz z karnego posłał piłkę wprost w ręce Edouarda Mendy'ego, a w dogrywce zwycięskiego gola dla Senegalczyków strzelił Pape Gueye.
Grabież, chaos, Prima Aprilis
11 dni później CAF nałożyła finansowe sankcje (głównie na zwycięzców). O zmianie wyniku nie było mowy. Teraz jednak sprawy w swoje ręce wziął CAF Appeal Board. „Komisja Odwoławcza CAF zdecydowała, że zgodnie z artykułem 84 regulaminu Pucharu Narodów Afryki, reprezentacja Senegalu zostaje ukarana walkowerem za mecz finałowy z Marokiem, a wynik meczu zostaje zweryfikowany jako 3:0 na korzyść Federation Royale Marocaine de Football (FRMF)” – napisano w oświadczeniu.W godzinę od jego zamieszczenia na Facebooku, było pod nim osiem tysięcy komentarzy. „Grabież!”, „Chaos od początku do końca”, „CAF pospieszył się w tym roku z Prima Aprilis” – to te najbardziej cenzuralne. Tytułu dla Maroka nikt nie bierze serio, tym bardziej, że przecież z uwagi na finałową porażkę pożegnano selekcjonera Walida Regragui, który w grudniu 2022 roku poprowadził Lwy Atlasu do półfinału MŚ na stadionach w Katarze.
Oliwy do ognia dolewa jeszcze fakt, że wiceprezydentem CAF jest Fouzi Lekjaa, który w Królestwie Maroka odpowiada za budżet, a jednocześnie jest szefem tamtejszej futbolowej federacji… Bardzo wpływowa to figura w świecie i polityki, i futbolu.
Prawo po ich stronie
Senegalczycy oczywiście nie zostawią tak całego zamieszania. „Senegalski Związek Piłki Nożnej potępia niesprawiedliwą, bezprecedensową i niedopuszczalną decyzję, która dyskredytuje cały afrykański futbol” – można przeczytać w oświadczeniu Federation Senegalaise de Football (SFF), która zamierza się odwołać do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie. Jak podkreślają w Senegalu, tylko sędzia miał prawo zakończyć spotkanie i zrobił to po 120 minutach, a żadne decyzje przy zielonym stoliku nie mogą zmienić tego, co widziały miliony kibiców na całym świecie. - To jest tragedia! Ta decyzja nie opiera się na absolutnie niczym. Nie ma podstaw prawnych! – grzmi w senegalskich mediach w RTS1 Abdoulaye Seydou Sow,
- Już gdy rozpoczęła się rozprawa, mieliśmy poważne wątpliwości: wyraźnie sędzia nie wydawał decyzji w tej sprawie, tylko wykonywał rozkazy. Prezydent federacji skontaktuje się z prawnikami, z odpowiednimi organami, a następnie zwrócimy się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, który wyda ostateczną decyzję. Nie wycofamy się! Prawda jest po stronie Senegalu, prawo jest po stronie Senegalu – zaznacza sekretarz Seydou Sow.
Michał Zichlarz
