Puszcza marzeń nie odpuszcza
Jesienią spadkowicz z Niepołomic jawił się jako jeden z głównych kandydatów do kolejnej degradacji. Rewelacyjny początek wiosny jednak skrajnie odmienił nastroje w urokliwej, podkrakowskiej miejscowości.
Tomasz Tułacz ma w ostatnim czasie wiele powodów do radości. Fot. Michał Kędzierski / Press Focus
Po 19 jesiennych kolejkach Puszcza miała 19 punktów, a więc średnio zdobywała jeden na mecz. Zimowała na 14. pozycji w tabeli, mając zaledwie sześć punktów przewagi nad strefą spadkową i ciężka walka o utrzymanie wydawała się jedyną perspektywą drużyny Tomasza Tułacza na wiosnę. Mocno niezadowalające wyniki sprawiły nawet, że zaczęły pojawiać się głosy o konieczności rozstania z najdłużej pracującym w jednym klubie szczebla centralnego szkoleniowcem w Polsce.
Będzie kolejny cud?
Tego, że spadkowicz z Małopolski będzie jedną z największych rewelacji wiosny, nie spodziewał się chyba nikt. Tymczasem Niepołomiczanie wygrali pięć z sześciu meczów rundy rewanżowej, będąc przy tym najlepiej punktującym zespołem I ligi na wiosnę. Jako że w naszym kraju niezwykle popularne jest popadanie ze skrajności w skrajność, od razu pojawiły się głosy, że Puszcza jest w stanie włączyć się do walki o barażową szóstkę i sensacyjny powrót do ekstraklasy po rocznej przerwie. Tyle że do tego droga wciąż bardzo daleka – Żubry do szóstej aktualnie Polonii Warszawa na dziewięć kolejek przed końcem sezonu tracą sześć punktów. Gdyby jednak podopieczni trenera Tułacza byli w stanie utrzymać obecną dyspozycję, to kto wie, czy nie byliby w stanie podłączyć się do walki o cel, który po jesieni wypowiedziany głośno mógłby wywołać jedynie salwę śmiechu.
– Bardzo twardo stąpam po ziemi, aczkolwiek lubię marzyć, jak każdy człowiek. Tego nikt nikomu nie broni, a jak się już udaje wdrożyć te marzenia w życie, to jest super. Mnie cieszy to, że chłopaki w szatni o tym mówią, oni są nakręceni. Trochę się na to uśmiecham, ale świetnie, że mają takie podejście. Jesteśmy w dobrym momencie i będziemy robić wszystko, aby w każdym meczu powalczyć, wygrać, a czas pokaże, do czego nas to zaprowadzi. Na pewno nie będę ich zatrzymywał, może znów cud się zdarzy? – odpowiedział po ostatnim meczu w Głogowie z Chrobrym (2:1) szkoleniowiec pytany, czy jego drużyna jest w stanie włączyć się do walki o baraże.
Czy to naprawdę realne? W pewnym stopniu na to pytanie powinien odpowiedzieć zaplanowany na sobotę mecz, bo do Niepołomic zawita również bardzo dobrze radzący sobie w nowej rundzie wicelider Śląsk Wrocław.
Poszli na jakość, nie ilość
Co stoi za sukcesem Niepołomiczan w ostatnich tygodniach? Zimą nie dokonali zbyt wielu transferów, ale te przeprowadzone okazały się trafione. Amarildo Gjoni, który trafił do Puszczy z Sheriffa Tyraspol, w pierwszych dwóch meczach z Górnikiem Łęczna (2:1) oraz Wieczystą (1:3) pełnił jedynie rolę zmiennika, ale gdy szkoleniowiec zaufał Albańczykowi od pierwszych minut, ten wpisał się na listę strzelców w trzech z czterech ostatnich spotkań. Wspomniane zwycięstwo w Głogowie zapewnił swojej ekipie trafieniem głową w doliczonym czasie. Natomiast wypożyczony z Miedzi Legnica Wojciech Hajda z miejsca wywalczył miejsce w wyjściowej jedenastce i przyznać trzeba, że 25-letni pomocnik jest realnym wzmocnieniem zespołu.
Serce rośnie
Największym kapitałem Puszczy wydaje się jednak pracujący w klubie od sierpnia 2015 roku Tułacz. Obecne wyniki to benefit zaufania zarządu do szkoleniowca w momencie, gdy brakowało punktów. W polskich realiach, gdzie trenera często zwalnia się po pierwszych niepowodzeniach, w Niepołomicach idą całkiem pod prąd i – jak pokazały ostatnie sezony – świetnie na tym wychodzą. Puszcza ma za sobą dwa sezony w krajowej elicie, co wcześniej wydawało się wyczynem wręcz niemożliwym. – Serce rośnie, jak ta drużyna działa, funkcjonuje, wspiera się na boisku. Do celu, czyli utrzymania, już niewiele zostało – cieszy się Tułacz, jednocześnie jak mantrę powtarzając, że podstawowym celem zespołu jest utrzymanie. – Chcemy to zrealizować jak najszybciej. A co dalej, pokażą kolejne mecze – stwierdził trener, który w Niepołomicach nieprzerwanie pracuje już ponad 10 lat i jest żywym dowodem, że spokojne, długofalowe projekty naprawdę mają sens.
Mariusz Rajek
