Pułapka wspomnień i marzeń
Miłość ludzi do Widzewa nie jest odwzajemniona oczekiwanymi rezultatami.
Imad Rondić daje widzewiakom wiele powodów do radości.
Zaczęło się dobrze
Wpadamy w tę pułapkę wspomnień i my, komentatorzy, co i rusz przypominając dawno minione czasy chwały. Mimo że w ciągu tych 25 lat najlepsze miejsce Widzewa to 7. lokata w roku 2000, a połowę tego okresu (12 sezonów) klub spędził poza ekstraklasą, niemal w każdym meczu uważany jest za faworyta. Ekscytujemy się „klasykami” z Legią, Lechem, ŁKS-em czy Ruchem, a nowy stadion, oddany do użytku w okresie trzecioligowego czyśćca siedem lat temu, jest na każdym bez wyjątku meczu (czy to z Motorem Lubawa, czy z Legią) wypełniony niemal w stu procentach.
Niestety, ta miłość do drużyny nie jest odwzajemniona zwycięstwami i wysokim miejscem w tabeli. Może za dużo od obecnej drużyny wymagamy, bo nie potrafimy zapomnieć o dawnych przewagach? Kierując w ten sposób reflektory na widzewski krajobraz, musimy dostrzec, że stabilizacja w połowie ligowej stawki jest sukcesem. Dziwnie to brzmi w zestawieniu z pierwszą częścią tego tekstu, ale Widzew jest przecież jeszcze nowicjuszem w ekstraklasie – kontynuowana jest wszak tylko abstrakcyjna „tradycja”, bo praca nad budową zespołu, tworzeniem bazy sportowej i organizacyjnej, szkoleniem młodzieży została brutalnie przerwana bankructwem w 2015 roku.
Ten sezon rozpoczął się dobrze – siedem punktów w trzech meczach dawało drużynie drugie miejsce. Potem było „w kratkę”, przy czym czarne pola pojawiały się częściej niż jasne. W pierwszej połowie rundy Widzew zdobył 15 punktów, w drugiej – tylko 10, a uratowało go zwycięstwo nad Stalą 2:1 w ostatnim meczu, odniesione po serii trzech porażek (wliczając mecz pucharowy).
Ograniczone pole manewru
Jesienią grało w Widzewie najmniej zawodników spośród wszystkich klubów ekstraklasy – zaledwie 20. Siedmiu – Gikiewicz, Żyro, Alvarez, Łukowski, Sypek, Cybulski i Rondić – we wszystkich 18 meczach. Dla porównania warto dodać, że najwięcej piłkarzy pojawiło się w składzie Śląska i Puszczy – po 28, oraz Legii – 27. Mała rotacja świadczy o stabilizacji składu, ale i o ograniczonym polu manewru w przypadku spadku formy „pewniaków”. O dłuższej stabilizacji klubowej kadry nie może być jednak mowy, bo w czerwcu kończą się kontrakty aż 11 graczy, w tym tak kluczowych, jak Żyro, Gikiewicz, Rondić, Shehu czy Ibiza. Pierwsi dwaj już zapowiedzieli, że inne kluby polskiej ligi ich nie interesują, a w grę wchodzić może tylko transfer zagraniczny. W przypadku Mateusza Żyry dodatkowym czynnikiem wiążącym go z Łodzią może być fakt, że jego życiową partnerką jest siatkarka ŁKS-u Maria Stenzel, ale z drugiej strony wiadomo, że akurat w żeńskiej siatkówce zmiana klubu co sezon jest zjawiskiem powszechnym. Imadowi Rondiciowi kontrakt przedłuży się automatycznie po następnych czterech rozegranych przez niego meczach, możliwy więc jest tylko korzystny finansowo dla klubu transfer zagraniczny. Tak czy owak, już zimą trzeba się rozglądać za nowym napastnikiem, bo widać już teraz, że Hamulić Rondicia nie zastąpi.
Wojciech Filipiak
9. Widzew Łódź
STRZELCY (24)
9 – Rondić, 4 – Sypek i Alvarez, 3 – Łukowski, 1 – Cybulski, Kerk, Żyro, samobójczy – Mraz (Motor)
PLUS
Dwa filary
Zespół Widzewa miał w rundzie jesiennej dwa atuty: Mateusza Żyrę w obronie i Imada Rondicia w ataku. Żyro „wymiatał” w defensywie, Rondić był jednym z najskuteczniejszych napastników w lidze. Już w przerwie zimowej wiadomo, że będzie to jego najlepszy sezon w karierze – ani u siebie w Bośni, ani w czeskim Libercu nie zdobył więcej niż sześć bramek w roku, a rok temu zakończył sezon w Widzewie z pięcioma golami. Żyro ma 26 lat, Rondić – 25. Na reprezentację jeszcze nie jest za późno!
MINUS
Kwestie interpersonalne
Zdziwienie, a może nawet niepokój, może budzić fakt, że od ostatniego lata odeszło ze szkoleniowego kolektywu Widzewa aż pięciu współpracowników trenera Daniela Myśliwca. Słowo „kolektyw” jest w tym kontekście nie na miejscu, a na prośbę o wyjaśnienie tego faktu trener odpowiada tyle krótko, co zagadkowo: „Kwestie interpersonalne”. Pozycja samego głównego szkoleniowca jest – co potwierdza prezes Michał Rydz – niezagrożona.
