Pudełko czekoladek
POWRÓT DO KORZENI, cotygodniowy felieton Michała Listkiewicza
Polska ekstraklasa piłkarska wchodzi na wyższy poziom, rozpoczęto budowę Centrum Medialnego, w którym produkowany będzie sygnał telewizyjny, podobno najlepszej jakości w Europie. Znani mi z dobrej strony prezesi Ekstraklasy: Marcin Animucki (Ekstraklasa), Karol Klimczak (Lech) i Leszek Miklas (Live Park) zapozowali w gustownych kaskach budowlanych i obowiązkową kielnią murarską w rękach. Rozwój technologiczny to jeden z warunków postępu, ale nie jedyny. W sporcie wciąż najważniejsi są ludzie, nie zastąpi ich sztuczna inteligencja, jak to ma już miejsce w show biznesie, gdzie idole estrady coraz częściej tylko udają, że grają i śpiewają na żywo. Podobno każdemu Kowalskiemu można włożyć w gardło głos Bocellego. Sytuacja jak z otrzymanym w podarunku pudełkiem czekoladek: nigdy nie wiemy, na jaki smak trafimy po otwarciu. Prawdziwej muzyki posłuchamy już tylko w klubach i na małych scenach, na pewno nie na wielkich stadionach. Zresztą nie o to chodzi, dziś ogromne widowiska to bardziej granie na emocjach niż obcowanie z kulturą wysoką.
Sport ma wciąż ogromną przewagę, jego naturalności nie zabija nawet doping farmakologiczny czy nielegalna bukmacherka, zakały współczesnej rywalizacji. Mam nadzieję, że pokazywanie Ekstraklasy po nowemu zaowocuje szybkim podniesieniem jej poziomu sportowego. Z roku na rok jest on podobno wyższy, ale nadrabianie dystansu do czołówki europejskiej ciągnie się jak włoskie westerny klasy spaghetti. Liga Konferencji nie była krojona pod Polskę, niech granie w niej pozostanie ambicją klubów z Malty, Łotwy i Mołdawii, nam słusznie marzy się Champions League. Ponieważ marzenia mają to do siebie, że czasem się spełniają, czekamy z utęsknieniem na nowy sezon pucharowy z polską piątką walczącą o awans do fazy grupowej. Liga Mistrzów, Liga Europy a dopiero w ostateczności Liga Konferencji, prześmiewczo zwana Pucharem Biedronki. Co na to Lidl, Żabka i inne sieci handlowe? Mam nadzieję, że transmisje ligowe w nowej jakości nie będą przypominać filmu kategorii 5D, gdzie egzotyczne zapachy, bańki mydlane, kule świszczące po sali kinowej, a nawet ruchome fotele imitujące ruchy z ekranu sprawiają, że walory artystyczne schodzą na dalszy plan. Nie przeszkadzają sepleniący aktorzy, nuda ziejąca z ekranu, grafomański scenariusz. Na stadionach efekty specjalne to kibicowskie oprawy, od piłkarzy wymagamy jakości, a nie fajerwerków. Gdyby nie ordynarne przekleństwa, to moglibyśmy pokazywać trybuny polskich stadionów jako wzór godny naśladowania pod każdą szerokością geograficzną. Pomysły domorosłych plastyków i choreografów stadionowych naprawdę imponują. Oby tylko nie brnęli w politykę, jak ostatnio w Krakowie, gdzie na spłowiałym prześcieradle wspierano lokalnego polityka. Nie to miejsce i czas.
Apoloniusz Tajner z przytupem wraca na szczyty polskiego narciarstwa. Jest jedynym na dziś kandydatem do objęcia prezesury w PZN. I bardzo dobrze, to doświadczony działacz i szkoleniowiec, zna się na tej robocie, jest świetnym dyplomatą, a kultura osobista wyróżnia go z grona działaczy sportowych postrzeganych przez opinię publiczną tak sobie. Adam Małysz wielkim sportowcem był, tego mu nikt nie odbierze. Jednak nie zawsze sportowe dokonania przekładają się na sukcesy w zarządzaniu całą dyscypliną. Nawet wielka, cudowna Irena Szewińska nie była w szefowaniu PZLA tak perfekcyjna jak wcześniej na bieżni. Podobnie Grzegorz Lato w PZPN, Andrzej Supron w zapasach czy Otylia Jędrzejczak w pływaniu zmagali się ze środowiskowym oporem. Tylko Sebastian Świderski jako prezes radzi sobie równie imponująco jak dawniej pod siatką. Krążyły plotki. że do prezesowania narciarzom przymierzał się sam prezydent Andrzej Duda przy wsparciu ustępującego sternika Adama Małysza. W każdej plotce jest podobno ziarno prawdy...
Upada gdyński bastion źeńskiej koszykówki, koszykarki VBW Arka prawdopodobnie nie zostaną zgłoszone do ekstraklasowych rozgrywek w nowym sezonie. Tyle legend, sukcesów i wzruszeń. 14 mistrzostw Polski, klubowe mistrzostwo świata i wicemistrzostwo Euroligi, siostry Kasia i Małgosia Dydek. Prezes Bogusław Witkowski długo dżwigał wszystko na własnych barkach, jego firma dorzucała dużo do klubowego budżetu, teraz bez wsparcia miasta i innych sponsorów nie da już rady. Czy to naprawdę musi być koniec wspaniałego projektu? Jeszcze niedawno na uroczystej gali jubileuszowej miejscy prominenci prężyli piersi do orderów, obiecywali cuda-wianki. Nadzieja umiera ostatnia...
Trudno znaleźć logiczne wytłumaczenie tego, co wydarzyło się na lodowisku w Sosnowcu. Polscy hokeiści mieli awans na wyciągnięcie ręki, pomagali im wspaniali kibice, własny lód i gubiący punkty rywale. Hasło „Polak potrafi” sprawdziło się tym razem w najgorszym możliwym kontekście. Biało-czerwoni bardzo chcieli, bardzo walczyli, zabrakło jakości i trzeba się z tym pogodzić. Polski hokej nigdy nie był potęgą, uprawia go może tysiąc osób w dużym kraju, federacja tonie w długach, a na dobry mecz ligowy trzeba jechać za miedzę do Czech. Pewna ministra, tłumacząc opóźnienia pociągów, twierdziła: „sorry, taki mamy klimat”. Można to samo powiedzieć o naszym hokeju.
Jeszcze w czasach premierowania Orbana Węgrzy wpadli na pomysł, by zmuszać kluby piłkarskie do korzystania z rodzimych zawodników. Te korzystające z wychowanków własnych akademii otrzymywały spore subwencje od państwa. Jednak nie tylko Polak potrafi, Węgier także. Zaczęto obchodzić przepisy poprzez naturalizowanie rozmaitych Portugalczyków, Serbów i Latynosów, przyznawanie im madziarskiego obywatelstwa za sprawą spolegliwego wobec Orbana prezydenta. Węgry posły drogą Kataru w tej kwestii. Właściciel największego klubu Ferencvaros stwierdził obrazowo, że robiono niepotrzebnie wiele okrążeń, by dojść do tego samego celu, do którego wiodła prosta droga. Każda regulacja kusi do jej obejścia. Tak jest z dopingiem i limitami obcokrajowców. Władze PZPN w dobrej wierze chcą zawalczyć o większą liczbę tubylców na ligowych boiskach. Cel zbożny, ale czy realny ?
W sposobie pokazywania rozgrywek ekstraklasy jesteśmy w europejskiej czołówce. Czy dorównają mu piłkarze na polskich boiskach? Fot. Adam Starszyński / Press Focus
