Pucharowa czkawka

Prawda jest taka, że nagroda za zdobycie Pucharu Polski miała duży wpływ na niepowodzenia krakowian w walce o awans.

Angel Rodado szybko zabrał syna Jana na stadion. Nie spełnił jednak marzenia o awansie do ekstraklasy. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

Wisła z Krakowa zapuściła korzenie w Betclic 1. Lidze. Miniony sezon był lepszy od poprzedniego, ale od trzech lat efekt jest taki sam. Zmiany, marzenia – wszystko jak krew w piach! Gdy w kwietniu, po piątym zwycięstwie z rzędu, kibice odżyli i po wielu miesiącach śpiewali „Coraz bliżej ekstraklasa, Wisełko nasza”, ostrzegaliśmy, by nie dzielić skóry na niedźwiedziu. Przeszkodą nie do przejścia po raz drugi okazał się rywal w półfinale baraży. Znowu na swoim stadionie, przy fantastycznym dopingu. Zamiast zbiorowej euforii, znowu była stypa...

Gorące krzesło

Coraz mniej jest piłkarzy, którzy pamiętają spadkowy sezon. Jednak przy Reymonta jeszcze częściej niż wykonawcy zmieniają się ci, którzy mają ich prowadzić do celu. Kazimierz Moskal wrócił do Wisły zaledwie na cztery miesiące. Czy zmiana na Mariusza Jopa się obroniła? I tak, i nie. Z jednej strony pod jego wodzą zespół zdobywał ponad 2 punkty na mecz, co nie tylko w Polsce jest uznawane za bardzo dobry rezultat. Gdyby taką średnią Wisła miała od początku sezonu, mogłaby myśleć o bezpośrednim awansie. Jop, mimo niezrealizowania celu, pozostanie na stanowisku. Czy dokończy rozpoczynający się sezon? Jeżeli tak, będzie pierwszym szkoleniowcem po Macieju Stolarczyku w rozgrywkach 2018/2019. Potem krakowianie mieli po dwóch stałych opiekunów. Po Skowronku przyszedł Peter Hyballa. Po Niemcu – Słowak Adrian Gula. Przed degradacją Wisły nie uchronił Jerzy Brzęczek, który został na I ligę, ale po kilku miesiącach zastąpił go Radosław Sobolewski. Były kapitan 13-krotnego mistrza Polski przegrał półfinał baraży z Puszczą Niepołomice, ale dostał kolejną szansę, jednak wiosną 2024 za sterami był już Hiszpan Albert Rude. Na zawsze zapisał się w historii jako zdobywca Pucharu Polski, ale w I lidze poległ całkowicie.

Niepotrzebny ruch

Rok temu Wisła po latach sięgnęła po Moskala. Nikt się nie krzywił, bo w przeszłości pokazał, że wie, jak wywalczyć awans. Do tego jako zawodnik i były kapitan zapracował na miano legendy. Miał dostać czas, a nie presję powrotu do ekstraklasy w pierwszym roku pracy. Życie szybko zweryfikowało słowa prezesa Jarosława Królewskiego. Pod koniec września Moskal został zwolniony. Nie ukrywał, że ma dość takiego funkcjonowania w polskiej piłce. Mówił, że lepiej „wyjechać w Bieszczady”. Królewski tłumaczył potem, że jego i Moskala wizje piłki są zbyt odległe. Zgoda – obaj są z dwóch światów. Jeden myśli przyszłościowo, chciałby przemycać do futbolu jak najwięcej nauki i sztucznej inteligencji. Drugi należy do starszego pokolenia szkoleniowców, którzy na nowinki nie reagują źle, ale daleko Moskalowi do tego, by mówić, że jest ich entuzjastą. To się musiało tak skończyć i szkoda, że Królewski – chcący uchodzić za wizjonera – nie przewidział, że to nie będzie grać. Zatrudnienie Moskala było niepotrzebne.

Druga strona medalu

Trener odszedł nie tylko dlatego, że nie nadawał z prezesem na tych samych falach. Biała Gwiazda w pierwszych tygodniach punktowała bardzo źle. Bliżej było jej do miejsc spadkowych niż czołówki walczącej o przepustki do ekstraklasy. Dwa miesiące po zdobyciu Pucharu Polski – pierwszego trofeum od 2011 roku – w nagrodę występowała w europejskich pucharach. Zrobiła więcej, niż od niej oczekiwano, a dwumecz ze Spartakiem Trnawa – zakończony awansem do kolejnej rundy po wygranej w karnych 12:11 – na długo zapisze się w historii europejskich potyczek. Udana przygoda odbiła się jednak mocną czkawką na ligowych występach. Straconych punktów brakło w końcówce sezonu, by po dobrej wiośnie nawet włączyć się do walki o dwa pierwsze miejsca.

Zapłakany lider

Angel Rodado na wszystkich frontach rozegrał 43 mecze – dokładnie 3629 minut, bez doliczonego czasu i strzelił 30 goli. W trakcie sezonu przedłużył umowę do połowy 2027 roku, a na jego początku został tatą. Nie zawsze był w najwyższej formie, miał też problemy zdrowotne, ale nigdy nie można było odmówić mu ogromnego zaangażowania. Trudno się dziwić, że po półfinale baraży w jego oczach pojawiły się łzy. Wkrótce jednak to w Wiśle mogą płakać za nim. Jest w najlepszym wieku dla sportowca i mimo dużego przywiązania do klubu i Krakowa, może zmienić barwy. Gdyby Wisła była w ekstraklasie, o potencjalnym odejściu nikt by nie mówił.

Michał Knura