Przyszłość w naszych rękach
Gola na wagę remisu z Jagiellonią zdobył Borja Galan, który zagrał po miesiącu przerwy.
Trafienie Hiszpana było tak piękne, że koledzy z zespołu łapali się za głowy. Fot. Tomasz Błaszczyk/PressFocus
GKS KATOWICE
Borja Galan powrócił do katowickiego składu w poprzedniej kolejce. Wcześniej Hiszpan pauzował miesiąc z powodu kontuzji. W rywalizacji z Jagiellonią (2:2) wyszedł w pierwszym składzie i od razu wpisał się na listę strzelców fantastyczną bramką z dystansu, po jego uderzeniu piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki. Golkiper Sławomir Abramowicz był bez szans. Po ostatnim gwizdku Galan wyszedł do mediów wykończony. – Ostatni miesiąc był dla mnie bardzo trudny z powodu urazu. Biegać dopiero zacząłem tydzień przed meczem z Jagiellonią. Nie byłem pewien, czy będę w stanie zagrać. Czuję zmęczenie, ale też radość, ponieważ wydawało mi się, że nie zagram już do końca sezonu. Na szczęście dzięki pracy z fizjoterapeutami udało się doprowadzić moje ciało do stanu używalności – powiedział Hiszpan.
Nie do uwierzenia
Jego gol dał GKS-owi remis. W kontekście walki o awans do europejskich pucharów punkt zdobyty z Białostoczanami niewiele dawał. Hiszpanowi może dodać jednak pewności siebie przed sobotnim starciem z Pogonią, w którym Katowiczanie mogą wywalczyć miejsce w Lidze Konferencji. Dla Galana to powód do dumy. Do Polski przyjechał zimą 2023 roku i trafił do pierwszoligowej Odry Opole. Po 1,5 roku na zapleczu ekstraklasy, trafił do GieKSy, która była beniaminkiem. Trzy lata temu nie przypuszczał, że będzie walczył o europejskie puchary. – Gdy mówimy o tym, że możemy zagrać w Lidze Konferencji, jest to trudne do uwierzenia. Na początku sezonu zawsze trudno przewidzieć jak poradzi sobie drużyna, a przecież w trakcie przerwy zimowej byliśmy w strefie spadkowej. Nasza aktualna pozycja jest więc niesamowita – stwierdził wahadłowy.
Najlepsi u siebie
Pozycja GieKSy mogła być lepsza. Gdyby wygrała z Jagiellonią, wynik starcia z Portowcami na finiszu sezonu nie miałby znaczenia – na pewno zagrałaby w europejskich pucharach. – Nie jesteśmy zadowoleni z remisu. Podział punktów jest pewnym pocieszeniem, bo znów pokazaliśmy, że na własnym terenie jesteśmy trudni do pokonania. Chcieliśmy jednak wygrać, ale Jagiellonia to przecież jedna z najlepszych drużyn w Polsce. Mimo wszystko dalej nasza przyszłość zależy tylko od nas. Musimy się zregenerować i być gotowi na ostatni mecz w sobotę – przekazał Galan.
Katowiczanie zapewne żałują, że terminarz został ułożony tak, że na zakończenie rozgrywek wyjeżdżają do Szczecina. Galan wspomniał o tym, że GKS jest trudnym przeciwnikiem w roli gospodarza i potwierdzają to przede wszystkim statystyki. W 2026 r. podopieczni Rafała Góraka rozegrali na Arenie Katowice dziewięć meczów (w tym jeden w Pucharze Polski) i ani razu nie przegrali. Siedmiokrotnie schodzili jako zwycięzcy, a dwukrotnie remisowali (z Jagiellonią i Legią 1:1). Jak natomiast górnośląska ekipa radziła sobie wiosną w delegacji? W dziewięciu meczach (w tym pucharowym z Rakowem) wygrała dwukrotnie, trzy razy zremisowała i czterokrotnie przegrywała. W sumie przez cały sezon GKS wygrał cztery mecze wyjazdowe, cztery zremisował i osiem przegrał. To niekorzystna statystyka, nienapawająca optymizmem przed spotkaniem z Pogonią, w którym tylkotrzy punkty zagwarantują Katowiczanom udział w Lidze Konferencji.
Kacper Janoszka
5 GOLI w ekstraklasie zdobył Borja Galan. W sezonie 2024/25 dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a w bieżących zmaganiach trzy razy pokonywał bramkarzy.
