Przyjaciel z Bośni
Miał charakter. Jak poszarpaliśmy się na treningu, to przez tydzień nie rozmawialiśmy – mówi z uśmiechem o Sergeju Barbarezie Antoni Jeleń, były zawodnik m.in. Górnika Pszów, Unionu Berlin i Dynama Drezno.
Trójka graczy ze Wschodu w Unionie Berlin. Od lewej: Antoni Jeleń, Sergej Barbarez i Rumun Enica Matache. Fot. archiwum Antoniego Jelenia
Antoni Jeleń, rocznik 1964, pochodzi z Uchylska, małej miejscowości w powiecie wodzisławskim. Zaczynał w Czarnych Gorzyce, żeby potem grać na zapleczu ekstraklasy w Górniku Pszów. Na początku lat 90. wyjechał za zachodnią granicę. W stolicy Niemiec spotkał się z obecnym selekcjonerem reprezentacji Bośni i Hercegowiny, Sergejem Barbarezem.
Bardzo trudna przeszłość
– Graliśmy razem przez dwa lata i mogę powiedzieć, że byliśmy zaprzyjaźnieni. Moja żona miała być nawet chrzestną ich starszego syna Filipa. Ana, żona Sergeja, utrzymuje z Izą kontakt jeszcze i teraz. Mieszkają w Hamburgu, a my mamy mieszkanie w Helsen – opowiada.
Przez dwa lata grając razem w Unionie, mieszkali w Berlinie w tym samym bloku – jedna rodzina na 9., druga na 12. piętrze. – W klubie była specyficzna sytuacja, bo czekaliśmy na wypłaty przez trzy miesiące. Nie było to proste dla nas, a co dopiero dla Sergeja, bo na Bałkanach była wojna, a jego Ana w ciąży – wspomina.
Antoni Jeleń, z którym niżej podpisany jako nastolatek grał w piłkę w Czarnych Gorzyce, opowiada o trudnych chwilach w życiu Barbareza. – Ręczył za brata Any, który z Mostaru, skąd pochodzą, musiał uciekać przed śmiercią z ogarniętego wojną kraju, że w Niemczech będzie go utrzymywał, zapewni mu pomoc. W Mostarze została ich mama. Tata Ljubo był z kolei w Hanowerze – przypomina Jeleń.
Król strzelców Bundesligi
Z Jeleniem i Barbarezem łączy się postać znanego niemieckiego trenera, w przeszłości zawodnika m.in. Hannoveru 96, skąd pochodzi, a potem Arminii Belefeld czy Borussii Dortmund, Franka Pagelsdorfa. Na początku lat 90. był już obiecującym szkoleniowcem. – W Bundeslidze jako zawodnik miał ponad 200 meczów. To on sprowadził potem i mnie, i Sergio do Unionu. Barbareza znał właśnie z Hanoweru, gdzie ten wylądował po przyjeździe z Bośni – mówi.
Pagelsdorf był trenerem Unionu w pierwszej połowie lat 90. – W pierwszym sezonie, gdy razem przyszliśmy, miała być 2. Bundesliga, ale po pierwszym meczu z Mainz zabrano klubowi licencję… Skomplikowana sprawa, bo wtedy w Unionie i w innych klubach ze wschodu Niemiec, byłego DDR czy NRD, nie nauczyli się jeszcze, że trzeba funkcjonować w innym systemie. Potem coś podobnego przeżyłem, kiedy przeszedłem do Bundesligi, do Dynama Drezno – odebrali nam licencję i zrzucili do III ligi. Tak samo zrobiono z Unionem. Byliśmy na obozie, a tu informacja, że tracimy licencję… – opowiada o sytuacji z sezonu 1993/94. Unionowi piłkarskie władze dwukrotnie odmawiały licencji na 2. Bundesligę z powodów finansowych.
Jakim Barbarez, rocznik 1971, był piłkarzem? – To był taki zawieszony napastnik. Później, jak grał w HSV i w Leverkusen, został przesunięty do ataku. W Unionie wszystko zmieniło, jak poszedł za Pageldorfem do Hansy Rostock. Zresztą mieliśmy obaj iść, ale zostałem ze względu na pracę żony w Berlinie. Sergio przebił się w Bundeslidze, w barwach HSV został nawet królem strzelców rozgrywek – opowiada śląski piłkarz, a teraz trener, wychowawca wielu zdolnych zawodników.
W sezonie 2000/01 Barbarez dla klubu z portowego miasta zdobył 22 bramki, tyle co Ebbe Sand. Był królem strzelców i znalazł się w jedenastce sezonu razem z takimi tuzami jak mistrzowie świata Juergen Kohler, Andreas Moeller, Brazylijczyk Lucio, wspomniany Sand czy Claudio Pizarro i Mehmet Scholl.
Boiskowe charaktery
Jakim obecny selekcjoner Bośni i Hercegowiny był człowiekiem? – Bardzo spokojny, ale miał charakter. Dobrze się z nim rozumiałem, dogadywałem. Mieszkaliśmy w tym samym domu na Schulze-Boysen-Strasse. Jak przyjeżdżały rodziny, moi bracia Zbyszek i Irek czy siostra, to spotykaliśmy się razem. Na boisku z kolei nie ma kumpli. Jeździliśmy razem na treningi, było wszystko super, po czym jak to w gierkach poszarpaliśmy się i był tydzień ciszy, z czego ubaw miały nasze żony. Jak wyczuły, że nie gadamy ze sobą, to wiedziały, że coś się wydarzyło – śmieje się Jeleń.
Barbarez jako piłkarz wystąpił w 47 meczach bośniackiej reprezentacji, w których strzelił 17 bramek. Daje mu to w tabeli wszech czasów reprezentacji Bośni i Hercegowiny szóste miejsce. Przed nim oczywiście legenda futbolu nie tylko Bośni, wspaniały Edin Dżeko – 73 trafienia w 151 meczach. Razem w kadrze nie grali. Obecny selekcjoner skończył w 2006 roku, a Dżeko zaczął rok później. 28 bramek w bośniackiej reprezentacji ma Vedad Ibisević, 25 Zvejzdam Misimović, 22 Elvir Bolić, a 18 Miralem Pjanić. Kolejny jest właśnie Barbarez.
Nietypowa trenerska kariera
Reprezentacja jest dla 55-latka pierwszym szkoleniowym doświadczeniem! To rzecz rzadko spotykana. – W Niemczech śmieją się, że krytykował Bośniacki Związek Piłki Nożnej, działaczy, piłkarzy, że wszystko co się tam dzieje, to kolesiostwo, znajomości, układy. Dali mu to więc w ręce, mówiąc: To się wykaż! – śmieje się Antoni Jeleń i podkreśla. – No i się wykazał! Awansował po niesamowitych barażach na amerykańskie mistrzostwa świata. Mało tego, był bliski awansu bezpośredniego, ogrania samego Ralfa Rangnicka, selekcjonera Austrii, którego z moich czasów pamiętam jeszcze z Ulm, gdzie się wybił. W ostatnim meczu eliminacji w grupie, właśnie z Austrią w Wiedniu, Bośniacy prowadzili, a gospodarze wyrównali dziesięć minut przed końcem. Potem w barażach była wygrana na trudnym terenie z Walią, no i z Włochami. Niesamowita sprawa! Na mistrzostwach świata swoje zrobili, bo z grupy przecież wyszli. Co do ich gry to pewnie nie jest styl, który Sergej by preferował, bo sam był ofensywnym piłkarzem, lubił grać do przodu, ale przecież kroi się tak, jaki się ma materiał. Możemy pozazdrościć im charakteru. Życząc oczywiście Jankowi Urbanowi jak najlepiej, zwycięstwa, trzeba mieć świadomość, że łatwo w piątkowej grze nie będzie. Niby mamy akademie, niby funkcjonuje to wszystko na najwyższym poziomie, ale nie ma przełożenia na wyniki. Zdarza się jeden, drugi talent, ale to mało na prawie 40-milionowy kraj. To nie jest to, co było w latach 70. czy 80. – kończy swoją opowieść o serdecznym znajomym, Sergeju Barbarezie, wychowanek Czarnych Gorzyce, Antoni Jeleń.
Michał Zichlarz
Wspólna impreza w Berlinie. Po prawej żona Sergeja Barbareza, Ana. On sam obok w ciemnym swetrze. Antoni Jeleń stoi po lewej. Fot. archiwum Antoniego Jelenia
Sergej Barbarez popłakał się po porażce z USA w 1/16 finału MŚ. Z nr 9 znany z gry w Jagiellonii Samed Bażdar. Fot. IMAGO/PressFocus
