Przydałby im się Messi

Miała być ofensywna maszyna generała Cristiano Ronaldo, a wyszło wyjątkowo apatycznie. Tak Portugalia niczego nie zdobędzie!

Cristiano Ronaldo pozostało tylko zrobić to, co robi dziecko w supermarkecie, gdy nie otrzyma zabawki: położyć się na podłodze i zacząć płakać. Fot. PAP/EPA

Kibice zastanawiali się, jak na hat tricka Lionela Messiego zareaguje Cristiano Ronaldo. Odpowiedź jest oczywista: nijak. Jeśli CR7 w zespole portugalskim ma odpowiadać za motywowanie i „nakręcanie” swoich kolegów, to wczoraj raczej byliśmy świadkami... zakręcenia. Istnieje piłkarska teoria związana z butelką keczupu – że nie idzie i nie idzie, ale jak już puści, to pół kuchni jest w keczupie. Wczoraj wydawało się, że pomidorowa papka chlusnęła od razu, bo Portugalia prowadziła od 6 minuty i główki mierzącego ledwie 174 cm Joao Nevesa, ale... na tym właściwie skończyły się ofensywne „popisy” Selecao.

Przy 75-procentowym posiadaniu piłki podopieczni Roberto Martineza oddali w sumie 7 uderzeń (tylko bramkowe było celne). Drugie w 39 minucie, trzecie w 68, czwarte w 74, a trzy ostatnie bliżej końca. A Cristiano? Próby z 68 i 74 były jego autorstwa, po dograniu z prawej rezerwowego (przyzwoitego zresztą) Francisco Conceicao – ale w obu przypadkach niecelne. Ronaldo uderzył też w czasie doliczonym, lecz również bez efektu.

Oczywiście na obronę 41-latka można dodać, że grał jako wysunięty napastnik, a gracz tam ustawiony zawsze jest uzależniony od serwisu kolegów. A tego wczoraj nie było wcale. Bernardo Silva zszedł już w przerwie, bo w pierwszych 45 minutach zapisał się tylko ostrym faulem na żółtą kartkę. Wczoraj ogłoszono jego transfer do Realu Madryt, ale jeśli Królewscy oglądali jego „popisy”, mogli zwątpić w sens transferu...

Rzecz jasna słówko należy się też piłkarzom Demokratycznej Republiki Konga – bo tak jak skutecznie główkował Neves, tak w identyczny sposób gola strzelił jeden z najlepszych piłkarzy Lampartów, Yoan Wissa z Newcastle United. Portugalczycy go nie przypilnowali, dzięki czemu zdobył bramkę, po której obie drużyny zeszły na przerwę do szatni.

Kongijczycy byli dobrze zorganizowani i skoncentrowani w obronie, w której – niespodziewanie – pełne 90 minut zaliczył Steve Kapuadi z Widzewa Łódź! Mimo tego... oddali jeden strzał więcej niż rywale i mieli minimalnie lepszy (choć wciąż słaby) współczynnik goli oczekiwanych. No i w ten sposób zdobyli swój pierwszy punkt w historii mundiali, choć rzecz jasna grają tam dopiero po raz drugi.

Piotr Tubacki

OCENA MECZU ⭐ 

◼ Portugalia – Demokratyczna Republika Konga 1:1 (1:1) 

1:0 – J. Neves, 6 min (głową), 1:1 – Wissa, 45+5 min (głową)

PORTUGALIA: D. Costa – Cancelo, Araujo, Veiga, Mendes (72. Semedo) – J. Neves, Vitinha (83. Ramos) – B. Silva (46. Conceicao), Fernandes, Neto (72. Leao) – Ronaldo. Trener Roberto MARTINEZ.

DR KONGA: Mpasi Nzau – Wan-Bissaka (85. Kalulu), Mbemba, Tuanzebe, Kapuadi, Masuaku (75. J. Kayembe) – Mukau (57. Sadiki), Moutoussamy, E. Kayembe (75. Pickel) – Wissa, Bakambu (85. Banza). Trener Sebastien DESABRE.

Sędziował Abdulrahman Al-Jassim (Katar). Widzów 68 777. Żółte kartki: B. Silva, Semedo, Araujo – Mbemba.

Piłkarz meczu – Yoan WISSA

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się