Przewrotne życie...

O awansie do finału zadecyduje ostatni mecz między GieKSą i Unią.

Stephan Anderson zdobył w Oświęcimiu dwa gole. Fot. PressFocus

Po wygranej Unii w Satelicie odtrąbiliśmy już niemal pewny jej awans do finału, a tymczasem Katowiczanie walczyli dzielnie i doprowadzili do siódmego meczu. Oj, będzie się działo!

Po dobrym meczu w Katowicach trener Robert Kalaber nie był skory do zmian w składzie, bo nie miał takiej potrzeby. Zespół dobrze funkcjonował i szkoleniowiec oczekiwał tego przed własną publicznością. Z kolei Jacek Płachta, jego vis-a-vis, zmienił ustawienia poszczególnych ataków, a ponadto w składzie pojawił się Juho Koivusaari. Trener liczył, że te roszady „wypalą” i było nieźle, acz nie rewelacyjnie.

Gorąco było w 1. tercji na tafli. Może takich „czystych” sytuacji nie było za wiele, ale obie drużyny starały się konstruować akcje, które mogłyby przynieść zmianę rezultatu. Nie było oszczędzania się i dochodziło do ostrych starć przy bandzie. Tempo akcji z jednej i drugiej strony była niezwykle wysokie. W strzałach przewaga była po stronie Unii (11-7), ale w sytuacjach podbramkowych był remis. W 9 min Damian Tyczyński po podaniu Łukasza Krzemienia znalazł się tuż przed Jesperem Eliassonem., jednak nie zdołał go pokonać, a po meczu wyznał: - Dlaczego mam takiego pecha od momentu, gdy pojawiłem się w tym zespole. W rewanżu w 15 min Sam Coatta popisał się trudnym uderzeniem, ale Linus Lundin odpowiedział efektowną paradą.

Kolejna odsłona była w strzałach znów po stronie gospodarzy (14-6), ale już zobaczyliśmy bramki. Zaczęło się wielce obiecująco dla gości. Bartosz Fraszko, supersnajper GieKSy, tym razem wystąpił w roli asystenta., bo wyłożył krążek do Stephana Andersona, a ten nie miał żadnych problemów z umieszczeniem go w siatce. Potem goście przeżywali trudne chwile, bo najpierw grali w podwójnym osłabieniu, zaś w pojedynczym stracili gola, Jego autorem był Erik Ahopelto, główna postać Unii.

A potem wiele się działo w ostatniej odsłonie. Gdy Jacob Lundegard dał GieKSie prowadzenie, byliśmy przekonani, że dojdzie do ostatniego spotkania w Satelicie. I tak się też stanie! Bo na zakończenie po raz kolejny Anderson, przy współpracy kolegów, posłał krążek do pustej bramki.

Włodzimierz Sowiński

◼ Unia Oświęcim - GKS Katowice 1:3 (0:0, 1:1, 0:2)

Stan rywalizacji 3-3

0:1 – Anderson – Fraszko (24:14), 1:1 – Ahopelto - Olsson Trkulja – Heikkinen (35:33, w przewadze), 1:2 - Lundegard – Michalski – Koivusaari (43:18), 1:3 – Anderson – Fraszko - Pasiut (59:32, do pustej).

Sędziowali: Patryk Kasprzyk i Przemysław Gabryszak – Mateusz Kucharewicz i Michał Żak. Widzów 3000.

UNIA: Lundin; Mäkelä - Söderberg, Scarlett – Morrow, Matthews – Kubeš, Mościcki; Peresunko – Olsson Trkulja – Partanen, Ahopelto – Heikkinen – Moutrey, Petraš – D. Tyczyński – Rac, Kusak – Krzemień – Prusak, Prokopiak. Trener Robert KALABER.

GKS: Eliasson; Lundegard – Runesson (2), Verveda (2) – Varttinen, Hoffman – Chodor, Maciaś; Jonasz Hofman – Pasiut – Fraszko, Wronka – Anderson – Huhdanppää, Jakub Hofman - McNulty – Coatta, Bepierszcz – Dawid – Michalski, Koivusaari. Trener Jacek PŁACHTA.

Kary: Unia – 0 min, GKS – 4 min.

Siódmy mecz w piątek, 27 marca, w Katowicach, początek o 18.30.


23 SEKUNDY grali goście w podwójnym osłabieniu (Runesson i Verveda), ale potrafili ten okres wytrzymać.

44 SEKUNDY były do końca kary Vervedy, gdy Katowiczanie stracili gola.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się